poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Instagram MIX - sierpień 2016!

W sierpniu wymyśliłam, co zrobić, żeby druga połowa ciąży przebiegła mi szybciej, i żebym nie narzekała, jaka jestem gruba i nic mi się nie chce - wymyśliłam kolejne remonty i zmiany w naszym domu! 

Jak to podsumować łatwo można: 
JA: Przestałam narzekać, sierpień mi przeleciał nawet nie wiem kiedy, i z naszej trójki jestem zachwycona zmianami z przydziczałego pokoju dziecięcego na stonowany pokoik z pięknymi dodatkami.
JĘDREK: Najpierw nie odzywał się do mnie, potem naczytał się nocami o jakimś "syndromie wicia gniazda w ciąży", więc uznał, że jestem chora i musi mi wybaczyć, na końcu powiedział, że jest super, ale o żadnych remontach nie chce słyszeć przez najbliższe pięć lat. Standard #ugąsieniców.
ZOFIA: Jest zachwycona wszystkimi świecącymi i szeleszczącym dodatkami do pokoju oraz świeżo pomalowanymi ścianami, czyt. czystym podkładem do kolejnej radosnej twórczości mojego prywatnego Witkacego. Nienawidzi natomiast swojego łóżeczka, więc w kolejnym MIXie zobaczycie już nowe łóżko, które mam nadzieję uratuje beznadziejną sytuację ze spaniem. Bo jak jest beznadziejna, to nawet nie chcecie słyszeć, a mi nawet nie chce się opowiadać...


O planach, projektach i farbach możecie przeczytać tu: 


 Dodatki DIY możecie oglądnąć i podpatrzyć tu:

I uwaga uwaga! Napisałam też tu kiedyś, że ceny dodatków do pokoju dziecięcego mnie przerażają, a dziś rano, przez przypadek znalazłam się w Biedronce i wyszłam z pięknymi, świecącymi kulami, które macie na zdjęciu po prawej - gdybym szukała tych kul, właśnie w tych kolorach, albo gdybym wiedziała wcześniej i polowała na nie, z moim szczęściem nie kupiłabym ich nigdy ;-) A tak, Biedronka dała kolejny raz radę - 20 kul, 3 metry, 39 złotych, nie zastanawiać się, brać!


Pozostając w pokoju Zofianny, w mini szafie powoli czuć jesień. Po lewej "jesienna szafa Zofii wg Mamy", a po prawej "jesienna szafa Zofii wg Zofii", bo nie wiem czy wiecie, ale Zofianna weszła w taki etap, że rano sama decyduje, w co ma być ubrana (bo oczywiście sama ubrać się nie umie). I jeśli chce mieć rajstopy pod legginsami przy 30 stopniach Celsjusza, albo skarpetki z falbankami do dresu moro, albo dżinsy pod sukienką, to dobry Boże nie pomoże i już. Tata ubiera, Mama jeszcze walczy ;-)


Co u mnie? Od głowy zaczynając... znów jestem wersją blond! Choć przez ten miesiąc byłam już lawendowy blond, pastelowy róż blond, a teraz jestem bardziej natura niż blond. Ale jednak blond i na razie tak zostanie ;-)


Brzuch rośnie, waga rośnie, 24 tydzień był, 26 tydzień jest, cytując klasyka: byle do grudnia ;-)
A gdyby ktoś nie był w temacie, Zofia mówi - KLIK.


Zocha... Nie wiem, co z niej wyrośnie.
Dużo mówi (o zgrozo!), nauczyła się rozmawiać przez telefon, więc rodzina ma przerąbane i co raz rzadziej odbierają ode mnie telefony ;-) Wszystkie atrakcje w mieście i okolicy muszą być przez nią odwiedzone, przetestowane, wypróbowane, niezależnie, czy jest to nowy plac zabaw, czy seans w kinie letnim o godzinie 21, gdzie normalne dzieci podobno kładą się o tej porze spać.


Z ogłoszeń parafialnych: podobno był Festiwal Ziem Górskich i było pięknie, podobno najlepsze ciasto borówkowe zjecie w Żabim Dworze na Strążyskiej i podobno moja Mami ma siostrę bliźniaczkę i podobno zbliża się taka duża biba! Wszystko grubo ;-)


A na koniec moje ulubione zdjęcie w tym miesiącu ;-)

Zapraszam na INSTAGRAM!

czwartek, 25 sierpnia 2016

Botki i kozaki na sezon jesień/zima 2016/17, czyli szybki przegląd moich ulubionych fasonów butów na nadchodzący sezon.

Koniec sierpnia, to zdecydowanie ostatni dzwonek dla mnie, żeby zaopatrzyć się w fajne buty na jesień, która w Zakopanem właśnie się zaczyna (tak, jestem brutalna, ale powoli czuję już ją w powietrzu). Do tego muszę powiedzieć, że Galerii Krupówki dalej nie otworzyli (a mieli kilka miesięcy temu), i choć nie wiem do końca, jakie sklepy pojawią się w niej, to akurat liczyłam na kupno butów na nadchodzący sezon w tym nowym, krupówkowym cudzie architektury. Dla mnie, butoholiczki, nie jest to jednak duży problem, bo odkąd tu mieszkam (czytaj od 4 lat), jestem mistrzem w zakupach online. I dziś właśnie przeglądam internetowo buty na jesień/zimę 2016/2017, a Wam pokażę poniżej, na czym szczególnie zawiesiłam oko.

Tak się składa, że co roku, o tej porze, najbliższe memu sercu są zawsze BOTKI NA OBCASIE, które potrafię nosić do wszystkiego i nigdy nie znudzi mi się ten fason. Noszę go do spodni, spódnic, płaszcza, kurtki, tak naprawdę dobrze dobrany model pasuje do wszystkiego, więc warto chwilę poszukać. Przyznam szczerze, że przez ostatnie sezony pokonałam wszystkie pary, które miałam, i w tym sezonie ponownie jakieś kupię, ale nie zdecydowałam się jeszcze na konkretną parę. Poniżej kilka modeli w fajnych cenach.


Drugim, niezbędnym dla mnie modelem są SNEAKERSY- alternatywa dla butów na obcasie. W takich butach chodzę najczęściej i również jestem na ich kupnie. Przyznam szczerze, że aktualnie moimi faworytami są sneakersy z sukna od Śwarnych Butów i jak ich nie będę miała, to umrę. Co prawda Mąż mi obiecał, ale coś ostatnio chyba sobie o tym zapomniał, muszę mu mocniej przypomnieć ;-) Drugim fajnym modelem, na który trafiłam są sneakersy z frędzlami, bo frędzle królują na wszystkim od kilku sezonów, na butach też - modele Polańskiego wydają mi się najfajniejsze, ale jeszcze nie wiem, czy zaryzykuję ich kupno bez przymierzenia (choć te czerwone bardzo głośno do mnie krzyczą!).


Kolejny model, niezbędny w mojej szafie to BOTKI NA SZPILCE. I choć jest to model mi niezbędny, to tak naprawdę najmniej w nim chodzę, ale jedną fajną parę muszę mieć i już ;-) Wieczorne wyjście na szybkie spotkanie w pochmurny, deszczowy, jesienny wieczór - tylko w takich butach! Poniżej ten sam model w różnych kolorach, Carinii - jedną parę mam i śmiało mogę polecać dalej.


Czy wyobrażacie sobie jesień lub zimę bez DŁUGICH KOZAKÓW? Ja nie. W ubiegłym sezonie kupiłam czarne kozaki za kolano DeeZee, a że sprawdziły się w stu procentach, tego modelu w tym roku już nie szukam, ale poniżej również podsyłam Wam kilka par, które chętnie kupiłabym.


Na koniec BOTKI NA PŁASKIM OBCASIE, czyli model, którego nie mam w swojej kolekcji, bo uważam, że skraca mi nogi, źle w nim wyglądam i raz miałam, to przeleżały w szafie kilka lat. Ale teraz chyba czas się z nimi przeprosić, patrząc na nadchodzącą jesień (z wielkim brzuchem i Zochą na rowerze) oraz zimę (z Zochą na rowerze/sankach/w zaspach oraz dużym wózkiem przed sobą). Do tej pory idealnie sprawdzały się w takich sytuacjach sneakersy, ale chyba czas wybrać jednak też coś na płaskim obcasie. Te dwa poniższe modele, zwężone przy kostce najbardziej przypadły mi do gustu.


Jak już wspomniałam we wstępie, buty kupuję najchętniej internetowo - pomimo tego, że do mojej Mekki, do Krakowa, mam niecałe 1,5 godziny jazdy samochodem, tak odkąd mam Zochę przy sobie i Staszka w drodze, wybrać mi się gdziekolwiek poza Zakopane wiąże się u mnie z rozpisaniem biznesplanu. Tak, wiem, więcej logistyki i mniej dramatyzowania - po prostu lubię kurierów, lubię paczki i możliwość posiadania dostępu do sklepów on-line, jak na przykład lamoda.pl, gdzie mam wszystko w jednym miejscu i nie pozostaje mi nic innego, jak wybierać, wybierać i kupować, ze świadomością, że nikt mnie nie popędza, nie narzeka, że za długo mierzę, że za długo siedzę w sklepie, że sama nie wiem czego chcę ;-) Wszystkie botki z dzisiejszego wpisu znajdziecie tu: BOTKI, a kozaki tu: KOZAKI.

A Wy kupujecie buty przez internet? Jeśli tak, to podeślijcie mi adresy sklepów w komentarzach, chętnie pooglądam, tym bardziej, że choć jestem na kupnie butów na nadchodzący sezon, to jak już się dowiedzieliście, jeszcze żadnych nie wybrałam. Z góry dzięki za każdy komentarz, hej!

niedziela, 21 sierpnia 2016

DIY HOME: Czarne gwiazdy - girlanda do pokoju dziecięcego.


DIY:
Jak już pewnie wiecie z facebooka, do uszycia gwiazd użyłam jednego ze stu pięćdziesięciu milionów takich samych, czarnych t-shirtów mojego Męża - jak wiecie również, mój Mąż nie czyta mojego bloga, więc mogę się tu bezkarnie do tego przyznać ;-) Także wracając do tematu, do wykonania girlandy potrzebujemy czarnego materiału, nożyczek, igły i nitki, sznurka (lub tasiemki, jak kto woli) oraz dla ułatwienia szablonów gwiazd, które pomogą nam przy wycinaniu gwiazd.


Nie będę pisać, co robić po kolei, bo wszystko widać na zdjęciach powyżej, dodam tylko, że wypełnieniem moich gwiazd były ścinki z koszulki, które powstały przy wycinaniu - równie dobrze można kupić watę i wypchać nią gwiazdki.

Uszycie gwiazdek zajęło mi jeden, wieczorny film, do tego z leżącą obok mnie Zochą, która nie jest oazą spokoju wieczorami, więc musicie mi uwierzyć, że uszycie takiej girlandy to nie jest jakiś wyczyn życia ;-)


Enjoy!


A powyżej ściana, która powoli się zapełnia, w następnym kroku będą tiulowe, kolorowe pompony, ale na razie czekam na kuriera z tiulem. Jak widzicie, półki wróciły na swoje miejsce - biała farba po 4 dniach w końcu wyschła całkowicie, choć już myślałam, że nigdy się to nie stanie... Dla porównania, dziś pokazuję Wam dwie girlandy DIY obok siebie - która wybralibyście? ;-)

Jeśli ktoś przeoczył, jaką metamorfozę przechodzi ta ściana, zapraszam do poprzednich postów:

czwartek, 18 sierpnia 2016

DIY HOME: Biała girlanda z papierowych kwiatów / pomponów.


W przyszłym miesiącu w miejscu szarego łóżeczka stanie Zosi następne łóżko, łóżko z barierką, a nad nim planuję zawiesić baldachim, który zasłoni część tej ściany, więc nie chciałam teraz za bardzo kombinować i ozdabiać - będę dopieszczać, jak wjedzie do pokoju nowe łóżeczko. Póki jednak to się stanie, chciałam czymś ozdobić pustą ścianę, dlatego powstała girlanda a'la Skalska, czyli girlanda z papieru śniadaniowego i sznurka, która kosztowała tyle, co papier i 20 minut ;-)


Jak ją zrobić?

Musicie cofnąć się do wpisu: "DIY - Białe, salonowe drzewko ozdobne - alternatywa dla kwiatów w wazonie." i zamiast obcinać nożyczkami końce w ostry czubek, tniecie w łuk, jak płatek kwiatka. Cała reszta analogicznie.


I tak powstają pompony kwiaty, z delikatnymi płatkami, które na końcu przywiązałam do sznurka i doczepiłam do ściany.
Oto i cała filozofia dzisiejszego wpisu ;-)


Miłego dnia! Enjoy! ;-)

środa, 17 sierpnia 2016

HOME: TOP 10, czyli moje ulubione girlandy do dziecięcego pokoju.

Z racji tego, że sprawy budowlane i remontowe w pokoju dla moich dzieciaków dobiegły końca, czas na wszelkiego rodzaju dekoracje, czyli coś, co lubię najbardziej! Całymi nocami siedzę w necie i poszukuję fajnych dodatków, dlatego oprócz tego, co kupuję czy robię, chcę Wam pokazać kilka rzeczy, w których się zakochałam.

Dziś girlandy, które znalazłam, podczas szukania najpierw samej girlandy, później inspiracji. Szukałam czegoś w odcieniach szarości, bieli, pudrowego różu i mięty, bo w tych kolorach tworzę pokój dla moich dzieciaków, oraz czegoś innego, niż trójkątne, materiałowe proporczyki. Znalazłam kilka naprawdę wspaniałych modeli, które chciałabym Wam pokazać, niech lecą dalej w świat - pod każdym zdjęciem macie link do sklepu oraz cenę, wszystko jawnie i na tacy.


1. Maylily, 119 złotych


2. Gucia Loves Kids, 65 złotych 


3. Miętowy Rower, 59,99 złotych 






Która najbardziej przypadła Wam do gustu? Dla mnie wszystkie są piękne, wszystkie powiesiłabym w pokoju moich dzieciaków, ale... nie za te pieniądze ;-) Jako maniak DIY, pokażę Wam w najbliższym czasie, jak wykonać girlandę cotton balls, z tiulowych pomponów oraz filcowych gwiazdek, a także girlandę na szydełku (no dobra, z tą ostatnią kłamię, akurat szydełko, na razie, jest dla mnie nie do opanowania i szydełkową girlandę dla Zochy zamówiłam u mojego guru DIY, mojej Mami).

W najbliższych dwóch postach pokażę Wam dwie girlandy DIY, które zrobicie z rzeczy, które macie w domu, ewentualnie zapłacicie za nie mniej niż 2 złote, a wyglądają równie fajnie ;-) Enjoy!

wtorek, 16 sierpnia 2016

MY HOME: Metamorfoza pokoju Zosi - szare farby do ścian, mebli i dodatków.

Aby pominąć zbędne zapytania, jeśli ktoś nie widział, jak wygląda pokój i jakie zmiany zaplanowałam, zapraszam do odpowiedniego wpisu: "Metamorfoza pokoju Zosi, czyli z kolorowej dżungli do pastelowego pokoiku dla dzieci."

W dzisiejszym wpisie pokażę Wam, jakich farb użyłam do pomalowania pokoju i mebli, od razu zaznaczam, że nie jest to żaden wpis sponsorowany, a moje własne odczucia po użyciu tych właśnie farb.


ŚCIANY:
Do ścian wybrałam Klon srebrzysty z serii Barwy Natury Śnieżka (KLIK), bo akurat tymi farbami już malowałam w domu i wydają mi się fajne jakościowo, z fajnymi kolorami, zapłaciłam około 35 złotych za 2,5l, co wystarczyło na jednokrotne pomalowanie pokoju, a jedna warstwa zawsze u nas wystarcza do całkowitego pokrycia. Farba podobno oporna na szorowanie (z szorowaniem mogłabym dyskutować) i wielokrotne zmywanie (zgadza się, przetestowałam zmywanie kredek i mazaków do 5 razy w tym samym miejscu, farba daje radę - powyżej pięciu trzeba zamalować ;-)).
Musicie wybaczyć mi i uwierzyć na słowo, że ściany są równo pomalowane, ale koniecznie dziś chciałam wstawić ten post i zrobiłam zdjęcie, kiedy farba dosychała późnym popołudniem, jednak na tym etapie poodrywałam już taśmy zabezpieczające, bo można było już ocenić, że tym razem jedna warstwa też wystarczyła. Dla mnie farba na piątkę z plusem.



MEBLE:
Kolor szary: Emalia akrylowa Dekoral, kolor szary platynowy (KLIK) - dla mnie, farba petarda! Najlepsza farba do mebli, z jaką miałam do czynienia: dwie warstwy wystarczają do całkowitego pokrycia drewna, jest bardzo wydajna - jedną puszką 0,5l pomalowałam całe łóżeczko z szufladą i komodę z szufladami wewnątrz, oczywiście dwa razy. Do tego farba pachnie kwiatami, co doceni każda kobieta-diy ;-) Schnie bardzo szybko, na opakowaniu zaznaczone jest, że 4 godziny, ja po 2 malowałam drugą warstwę, malowałam wieczorem, a rano wnosiłam meble do pokoju. Cena za puszkę: około 23 złotych.

 
Kolor biały: I tu niestety pośpiech mnie zgubił, a gdzie się człowiek śpieszy, tam się diabeł cieszy. Wymyśliłam sobie malowanie tuż przed długim weekendem, po farby nie chciało mi się przez korki wyjeżdżać z Zakopanego, w sklepie nie było wyżej wymienionej emalii Dekoral w kolorze białym, więc wzięłam podobną, białą emalię ze Śnieżki (KLIK). I jak Śnieżka na ścianach u nas się sprawdza, tak na meblach jest tragedią - dwie warstwy nie pokryły mi dokładnie półek, drugą warstwę malowałam po dobrych 10 godzinach, jest bezwonna, co w sumie jest plusem, cena podobna. A za cenę podobną oczekuję podobnego, lepszego efektu, dlatego wkrótce będę malowała Zochy nowe łóżeczko, najprawdopodobniej na biało, i Śnieżki na pewno nie wybiorę. Póki co, białe są półki, które zobaczycie w innym poście.

Na razie dwa kolory: szary i biały, docelowo szukam fajnego pastelowego różu i mięty, ale jeszcze nie znalazłam.


Meble w pokoju Zosi (jak i większość drewnianych mebli w naszym domu) zrobił nam mój Tatko, a ja, jako miłośniczka koloru naturalnego drewna, zawsze tylko impregnowałam je bezbarwnym lakierem. Stąd też, uprzedzając pytania, meble przed malowaniem posiadały tylko jedną warstwę lakieru, przed pomalowaniem ich farbą nie matowiłam ani ponownie impregnowałam (co jest oczywiście zalecane), jednak nie malowałam tak pierwszy raz, wiem, że nic się złego im nie stanie bez tych poprzedzających i zalecanych czynności.

 W razie pytań, czekam na Was w komentarzach ;-) Miłego dnia!

niedziela, 14 sierpnia 2016

MY HOME: Metamorfoza pokoju Zosi, czyli z kolorowej dżungli do pastelowego pokoiku dla dzieci.

Zacznę od tego, co pisałam Wam już na Instagramie, że urządzając pokój Zosi, na początku chciałam, żeby było bardzo kolorowo, do czego wspaniale dążyłam, aż te kolory tak wymknęły mi się spod kontroli, że teraz, kiedy tam przebywam, łeb mi pęka od tych wszystkich bodźców i nie dziwię się, że Zocha jest tak agresywna ;-) Przyznam szczerze, że jej pokój wymknął mi się całkowicie spod kontroli i zrobiłam sobie z niego bezkarnie pierdolnik, w złym tego słowa znaczeniu - wepchnęłam do niego ogromną szafę (z którą nie mam na chwilę obecną co zrobić), półki które wisiały w salonie powiesiłam bez najmniejszego sensu w pokoju dziecięcym (no bo przecież był remont salonu i w salonie już nie pasowały, a są za ładne, żeby wywalić), zabawki poupychałam w pudełka i kosze, jakie tylko mi wpadły w ręce, dostała fajny komplet z Ikea, stolik i krzesełko, to w tym całym barłogu nawet ich nie widać, teraz ma poustawianych milion koników na biegunach, misiów pchaczy, leżaków bujaków, książek, kredek, a to wszystko, jakby było mało, na dywanie, a właściwie wykładzinie do jeżdżenia samochodami, która miała być spełnieniem marzeń Zosi, a stała się chyba spełnieniem marzeń Jędrka i moją zmorą na najbliższe lata (o ile po tych wszystkich metamorfozach nagle "nie zginie"). Gadania pół dnia na ten temat. 

Uważałam do tej pory, że dziecko musi być szczęśliwe i niech sobie robi co chce w swoim pokoju. I to jest mega durne myślenie zaślepionej matki - czy dziecko nie może być szczęśliwe w schludnym, pastelowym, minimalistycznym pokoju? Umrze, nie posiadawszy całego, wyżej wymienionego, pierdolnika? ;-) Ostatnio, kiedy mieliśmy gości i awaryjnie musiałam do pokoju jeszcze upchnąć wózek, definitywnie powiedziałam basta - czas na remont, który może wyjść tylko wszystkim na dobre.

Na instagramie śledzę mnóstwo instamatek, instadzieci i superinstapokoików, które są nieskazitelne, pastelowe (nawet śnieżnobiałe), (o zgrozo!) tak czyściutkie, schludne i ładne, że postanowiłam zrobić porządek ze sobą, ze Zochą i z Zochy królestwem, żeby wyrosła na dziewczynkę, a nie małego Tarzana, dlatego stawiając wszystko na jedną kartę, wymyślając sobie zmiany z dnia na dzień, doprowadziłam tym mojego Męża do szału, ale Mąż kocha, i kiedy powiedziałam, że jego remont zacznie się i skończy na pomalowaniu ścian, a resztę zrobię ja, zgodził się i od tygodnia działamy ;-)

Zauważcie, że nigdy nie było tu wpisu pod tytułem "Pokój Zosi", bo naprawdę uważałam to miejsce za jej królestwo, gdzie Zosia miała WSZYSTKO. Mogliście zobaczyć fragmenty w tłach na zdjęciach, które od czasu do czasu pojawiały się tu i ówdzie, dla przypomnienia, weźcie głęboki oddech, i patrzcie:


Wcześniej w tym pomieszczeniu była nasza sypialnia - do drewnianego łóżka i mebli pasowały nam idealnie beżowe ściany, do obecnej dżungli również (ba! właśnie sobie przypomniałam, że ostatnio nawet kupiłam naklejki ścienne z wielkimi zwierzętami, które jeszcze nie doszły do mnie, ale już wiem, że je sprzedam za grosze, więc jakby ktoś chciał, to pytać).

PLAN: Pastelowy pokój dzieciaków, kolory dominujące: szary, biały, pudrowy róż dla Zochy i mięta dla Staszka.

Pytałam Was na facebooku i instagramie o miejsca/strony internetowe, gdzie dostanę piękne dodatki do takich pokoików, jak ja to nazywam "pokoików z katalogu" ;-) i dziękuję Wam za każdy podesłany link! Jako kobieta-DIY jestem przerażona cenami, ale inspiracji dostałam tyle, że przez najbliższy czas będziecie tu zasypywani rzeczami, które podpatrzyłam i zrobiłam za grosze, a wyglądają równie fajnie. Poniżej mnóstwo inspiracji, 100% w moim stylu:





Jutro na tapecie opowiem Wam o farbach, które użyłam, które polecam, a które nie (i nie będzie to żaden wpis sponsorowany, a moje osobiste odczucia), a teraz uciekam korzystać z wolnego, niedzielnego wieczoru. Miłego dnia!