poniedziałek, 27 grudnia 2010

Kolęda 2010.

Dziś trochę z przymrużeniem oka.

Co roku jest to samo - w trzeci dzień świąt wychodzi prawdziwe oblicze moich braci. I niestety, nie umiem wytłumaczyć, dlaczego w gronie królów, pastuchów, diabłów i śmierci, obaj właśnie tak wyglądają. Kiedy zapakowaliśmy się w trzy samochody, modliłam się, żeby nie zatrzymała nas policja, albo ludzie jadący z naprzeciwka za bardzo nam się nie przyglądali. Pierwszy samochód prowadził mój brat, obok niego siedziała śmierć, drugi prowadził anioł, a trzeci pastuch w meksykańskim kapeluszu.

Patrząc na M można sobie wyobrazić, jaki miałam ubaw przy malowaniu go. Makijażem K zajęła się jego dziewczyna, ponieważ ja nie byłam już w stanie ze śmiechu. Należy też zwrócić uwagę na różową torebkę K, do której sobie schował lakier do paznokci, pilnik i telefon, żeby "mieć babską torebkę". Był jednak bardzo zawiedziony, ponieważ nie znalazł kozaczków na obcasie w swoim rozmiarze. Takie rzeczy tylko u nas, zapraszam na kolędę za rok.









2 komentarze:

  1. M.M.- pozazdrościc makijażu ;). A Skalska na tych zdjęciach to gdzie? -mika ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Skalska nie dała się wsadzić w przebranie, dlatego jest po drugiej stronie obiektywu :)

    OdpowiedzUsuń