środa, 8 grudnia 2010

Na górze róże.

Zabrałam się za porządki w szafie i od razu natknęłam się na inspiracje latami 80, kiedy to w róże nosiło się wszystko: sukienki, marynarki i spodnie. Różany deseń, niczym z babcinego obrusa, jest absolutnie obowiązkowy od dwóch sezonów. Dziś wzór ten jest tylko intensywniejszy i bogatszy w soczyste kolory. A ja jestem bardzo sceptycznie nastawiona do motywu floral, choć nie ograniczam go całkowicie, czego przykładem jest ta sukienka. Kupiłam ją dwa lata temu w H&Mie, z tego co pamiętam, na studniówkę. Oryginalnie sukienka nie była bombką, była w stylu lat 50 - dopasowana u góry, odcięta w pasie i bardzo rozkloszowana na dole, dzięki kilkunastu warstwom sztywnego tiulu. Nie pozbyłam się go, jedynie pozszywałam dół, nadając efekt bombki, dzięki czemu sukienka wygląda o wiele lepiej. Większa wersja fioletowej kopertówki jest tą rzeczą w mojej szafie, która ma bardzo bogatą historię - najpierw babcia kupiła ją w Ameryce, kiedy ja się urodziłam dostała ją mama, a teraz uwielbiam ją ja. Pomimo tylu kataklizmów, które przeszła ze mną, wciąż jest niezawodna i w idealnym stanie. Swoją drogą... do dzisiaj nie wiem, dlaczego wtedy, będąc tak zakochana w tym zestawie, nie wystąpiłam w nim na tej studniówce.



2 komentarze:

  1. urocza sukienka!
    Świetna kolorystyka!

    OdpowiedzUsuń
  2. świetne zdjeicia :)) masz fajnego bloga!!
    dodasz do obserwowanych ?? :)
    odwdzięczę się ;)**

    OdpowiedzUsuń