wtorek, 28 grudnia 2010

Z miłości do piękna.

Święta, święta... i po świętach. Choć ja najbardziej lubię tydzień między świętami, a nowym rokiem. To oczekiwanie, zamieszanie związane z próbą zrzucenia nagromadzonych przez święta kilogramów, żeby wcisnąć się w sukienkę sylwestrową, to szukanie w ostatniej chwili nowych dodatków do sukienki, bo na stare już za dużo się napatrzyłam i już mi nie odpowiadają, to płakanie nad fryzurą, która zawsze może być lepsza... A potem chwila snu i pierwszy dzień nowego roku, czyli moje urodziny. Naprawdę lubię ten cały meksyk, który właściwie już trwa.

Ale nie o tym miało być. Po roku samego mówienia, ciągłego lamentowania, że nigdy nie mam pieniędzy, doczekałam się i dostałam piękny prezent gwiazdkowo - urodzinowy, który automatycznie wywołał uśmiech na mojej twarzy. I każdemu z osobna tu życzę takiej radości z małych rzeczy, jaką ja mam z tego apartowskiego cacka.


3 komentarze:

  1. też dostałam taki świąteczny prezent <33 uwielbiam je ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu Skalska, w końcu... a to "coś" za 4.. schowaj głęboko w szafie... Teraz juz tylko pozostaje ci kolekcjonowac te urocze maleństwa -mika

    OdpowiedzUsuń