niedziela, 30 stycznia 2011

Lazy Sunday... i suknia ślubna Tamary Arciuch w "Och, Karol 2".

Śmiałam się jeszcze bardziej i głośniej niż tydzień temu. A usłyszeć jeszcze raz ♫ "Wierność jest nudna" Natalii Kukulskiej w nagłośnieniu kinowym - bezcenne.



PS Drugi raz oglądałam i drugi raz zakochałam się w sukni ślubnej Tamary Arciuch, która wcieliła się w rolę Agaty, byłej wyrolowanej kochanki Karola. Dla mnie ta sukienka w połączeniu z perłami jest po prostu idealna. Chcę ją, chcę! Wie ktoś może gdzie ją znajdę?




sobota, 29 stycznia 2011

Bransoletka na bogato (DIY).


Chwilowy przeskok z zamków na łańcuszki, przywieszki i wstążeczki. Swoją drogą, chyba jestem nienormalna, bo zarezerwowałam sobie bilet do kina na jutro. A na jaki film? Na "Och Karol 2", który... widziałam już tydzień temu.


Długość bransoletki wynosi 18,5 cm, jest zapinana, a dodatkowo ze wstążeczki można zawiązać kokardkę. Wykonana jest ze wstążeczki, łańcuszków w kolorze złota, kilku perełek i innych zawieszek, które znalazłam w moim bałaganie.

Take That - The Flood

piątek, 28 stycznia 2011

Najważniejsze zapachowe kosmetyki Skalskiej.

Zaczęłam kilka projektów DIY, jednak do uzyskania efektu końcowego jeszcze długa droga, więc o tym po zakończeniu prac. Tymczasem, sprawdzając statystyki zauważyłam, że dużą popularnością cieszył się wpis z polecanymi przeze mnie kosmetykami. Dziś przedstawiam część drugą, którą również mogę śmiało polecić. (Część pierwsza tu: 11 niezastąpionych kosmetyków Kasi Skalskiej.) Tym razem kieruję się zapachem.



Na nieszczęście jestem posiadaczką bardzo suchej, wręcz przesuszonej skóry, dlatego w mojej łazience przeważają balsamy do ciała, mleczka, toniki i balsamy nawilżające, kremy do rąk... Jednak wybierając produkty zawsze kieruję się zapachem. W drogeriach muszę wszystko otworzyć i powąchać, zanim kupię.
Najlepszym balsamem ever dla mnie jest Johnson & Johnson - Johnson’s 24-godzinne nawilżanie, któremu jestem wierna od zawsze i mam wrażenie, że moja skóra już jest od niego uzależniona. Muszę dodać jednak, że ostatnio wypróbowałam mleczko do ciała Ziaja i jestem również bardzo zadowolona, bo na długo pozostawia tłustą warstwę na mojej przesuszonej skórze. Oba te kosmetyki stosuję co dwa dni, po kąpieli.
Żele, żele, żele... Uwielbiam Dove, z trzech zamieszczonych preferuję Indulging Cream, który ma wspaniałą, kremową konsystencję. Pozostałe dwa to Supreme Cream Oil o wspaniałym zapachu lilii wodnej i Go fresh, o orzeźwiającym zapachu cytrusów, idealny na poranny prysznic. Najnowszym odkryciem jest też pielęgnacyjny Fa Cream and Oil o zapachu masła kakowego i kokosu - można sobie wyobrazić słodki zapach, który mnie całkowicie urzekł.
W wannie gorącej wody mogłabym leżeć cały dzień, jednak dla suchej skóry nie jest to wskazane, dlatego staram się je ograniczać. Raz w tygodniu łamię zasady i wlewam do wanny wodę z płynem do kąpieli - na zdjęciu mój ulubiony Secret Garden firmy Avon, aczkolwiek inne z tej serii też lubię, np. malinowy, truskawkowy czy waniliony. Waniliowy zapach najbardziej działa na moje zmysły, dlatego przedstawiam cztery magiczne słoiczki z czterema róznymi specyfikami do kąpieli, o wspólnym zapachu właśnie wanilii. Dostałam je w prezencie urodzinowym, a teraz muszę się dowiedzieć, skąd są, bo muszę sobie kupić zapas na cały rok.
Z bardzo pachnących kosmetyków muszę wymienić jeszcze truskawkowy szampon firmy Avon. Nie wierzę w jego działanie pielęgnacyjne, jednak po umyciu włosy mają fenomenalny zapach. Obok niego leży wspaniały, lawendowy krem do rąk, który zawsze mam w torebce, z którym się nie rozstaję (również Avon).
Na koniec dwie perfumy na szybko: pierwsza to Little Black Dress firmy Avon, której ostatnio używam na wieczór (wersja White niestety nie przypadła mi do gustu) oraz męska David Beckham Signature, przez moje zboczenie do męskich perfum.

Wracając do suchej skóry, jeśli mogę coś poradzić, to nic mi tak nie pomaga jak... zwykła oliwka dla dzieci. Johnson's Baby idealnie zastępuje mi balsam, czasami wlewam ją do wanny. I choć mam wrażenie, że kąpię się w rosole, to skóra jest idealnie nawilżona.

środa, 26 stycznia 2011

Zamkowa robota - naszyjnik z zamków (DIY).


Wykonanie banalne, gorzej ze znalezieniem dużej ilości odpowiednich zamków. Robota trochę mozolna i monotonna - zwijanie sztywnych zamków w ślimaki i zszywanie ich ze sobą nie jest wcale takie fajne, ale za to efekt jest. Zrobiłam dwa: pierwszy (który widnieje na zdjęciach) z zamków z żelaznymi ząbkami, które w sztucznym świetle błyszczą, dlatego jest idealny na wieczór, na przykład do małej czarnej, drugi z zamków z plastikowymi ząbkami, szary i delikatniejszy, który może kiedyś pokażę. Mam w planie jeszcze kolorowy, ale to za jakiś czas, bo teraz uwierzcie, ale nie mogę już patrzeć na zamki.



Pytaliście w komentarzach jak mi się podobał "Och, Karol 2", więc powiem Wam, że jak na polskie komedie XXI wieku, które dla mnie są na jedno kopyto i ich nie cierpię, tak ten nawet mi się podobał. Po obejrzeniu stwierdziłam tylko, że gdyby w głównej roli wystąpił Wojciech Mecwaldowski, film byłby idealny :) Mimo wszystko śmiało polecam.





Brathanki - Za wielkim morzem Ty

niedziela, 23 stycznia 2011

sobota, 22 stycznia 2011

Małe przyjemności - perły po tuningu (DIY).




Perły łączone z pasmanteryjnymi dodatkami to ostatni hit sezonu. W różnych sklepach mogę dostać gotowe, a te dostępne w H&Mie nawet przypadły mi do gustu, jednak zrobienie ich w całkiem moim stylu bardziej mi odpowiadało. Jak unowocześnić klasyczne perły? Sznur pereł złóż na pół i zwiąż satynową lub szyfonową wstążką, tworząc kokardę. Dla bardziej odświętnego efektu połącz dwie wstążki. Ja osobiście zaczęłam od zera, nawlekając perły na długość, jaka mi odpowiadała. Poza tym nie przewiązywałam ich, tylko doczepiłam wstążki z dwóch stron sznura, dzięki czemu przy zawiązywaniu mogę kontrolować długość i efekt końcowy.

Swoją drogą, wczoraj był Dzień Babci, dziś jest Dzień Dziadka (przypominam, kto zapomniał), a na spotkaniu rodzinnym u sieniorów rodu moja bransoletka tak się spodobała, że mam zamówienie na cztery komplety. Chyba rozkręcę biznes w tym kierunku.




Robbie Williams - Misunderstood

wtorek, 18 stycznia 2011

Unisex, czyli męska koszula w kobiecej wersji (DIY).






Jak zrobić kobiecą wersję męskiej koszuli:

Zasada numer jeden: im większa, dłuższa koszula, tym lepiej. Zaczynamy od zapinania jej na sobie od dołu, aż pod sam biust.



Z tyłu kołnierz zaginamy i chowamy do środka.


Z przodu, niezapiętą część zaciągamy na biust, tworząc charakterystyczne serduszko.


Z rękawów zawiązujemy guz na jednej stronie, mocno zaciskając, żeby koszula nie spadła.


Jeden rękaw przewiązujemy drugim, tworząc kokardę. Koniec. Enjoy!




Kiedy pokazałam się w tej ostatniej wersji facetowi, zachwytom nie było końca. Kiedy pokazałam, z czego ją zrobiłam, powiedział, że powinni mi tego zabronić.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Wiosna 2011 - koturny.

Ani grama śniegu za oknem, więc nic dziwnego, że czuję wiosnę i mam nowe must have na nadchodzący sezon. Bardzo się cieszę, że szpilki, które masowo niszczę na polskich chodnikach i drogach, w tym sezonie zamienię na koturny. Tym bardziej, że już pojawiają się w sklepach i jak jestem wybredna, tak prawie każda para mi się podoba. Poza tym to już całkiem inny komfort biegania w wysokich butach, większe bezpieczeństwo i w ogóle mniej szkód dla ogółu. Patrząc na ten trend, chłonę go w całości. Poniżej kilka wzorów koturn, które szczególnie przypadły mi do gustu.


niedziela, 16 stycznia 2011

Koronkowelove, czyli całkiem nowa mała czarna (DIY).

Moje szycie na maszynie wygląda tak, że więcej czasu poświęcam na psucie i naprawianie jej, niż na samo szycie. Dlatego najmniejsze zapędy w ten temat są dla mnie czasochłonne, ale uwielbiam wszywać, przeszywać i urozmaicać.
Tym razem pod nożyczki poszła moja ulubiona ostatnio mała czarna, prosta z bufkami na ramionach. Od dwóch sezonów mam totalnego fioła na punkcie koronek, pod każdą postacią. W tym przypadku było ryzyko, wiedziałam, że jak popsuję moją ulubioną sukienkę, to sobie tego nie wybaczę, ale zamierzony efekt osiągnęłam i myślę, że całkiem fajnie to wygląda. Pierwszą zmianą są koronkowe plecy, z którymi nie było większego problemu, pomijając przygody z maszyną. Kolejnym krokiem w zmianie tej sukienki jest wymiana rękawów na koronkowe. Aktualnie są poprzypinane szpilkami, dziś nie miałam cierpliwości do sprzętu, na którym pracowałam, więc całość pokażę, jak nasza współpraca się polepszy i skończę szycie. Tymczasem dochodzi pierwsza w nocy, po dniu pełnym wrażeń z fryzurami studniówkowymi i domem pełnym dzieciaków, padam ze zmęczenia.

PS Pytanie mojej siostry: "skąd wzięłaś taki obrus na plecy?" - bezcenne. Gdyby wiedziała, że z jej bluzki, jej mina zapewne też byłaby bezcenna.
PS2 Skoro w maju będę zdawać maturę, czy nie powinnam mieć dziś studniówki?


czwartek, 13 stycznia 2011

Tyszka vs Sokołowska, Ola vs Kasia, czyli zima 2011 vs zima 2001.

Wstyd się przyznać, ale Twój Styl kupiłam dziś tylko dla fenomenalnej Alicji Bachledy - Curuś (do której mam słabość) na okładce oraz dla załączonego prezentu w postaci filmu dvd "Coco Chanel" z Audrey Tautou, na który nie mogłam wybrać się do kina i do dziś nie widziałam. Kiedy w kolejce do kasy przeglądałam numer i ciekawą, klimatyczną sesję Marcina Tyszki, od razu miałam wrażenie, że gdzieś podobne zdjęcia już widziałam. W domu mnie olśniło, wyciągnęłam archiwalny numer Cosmopolitan sprzed dziesięciu lat (który nabyłam na zeszłych wakacjach), a moje przeczucia potwierdziły się. I dlatego dziś na tapecie dwie sesje zdjęciowe, w dwóch różnych magazynach, które dzieli cała dekada, różni fotografowie i różne modelki. Ale ciekawsze w tym momencie są podobieństwa. Pragnę zauważyć, że w najnowszym numerze Twojego Stylu przed obiektywem Marcina Tyszki stanęła (pozwolę sobie napisać) nasza pierwsza wygrana w polskiej edycji programu Top Model, Aleksandra Kuligowska, współpracująca z D'Vision. Oobie sesje łączy pomysł na plener, podobne modelki i ten sam klimat zdjęć. Zdjęcia do Cosmpoplitan wykonała Łucja Sokołowska, a modelką była Kasia L. współpracująca wtedy z Orange.

Tym samym mamy powtórkę z rozrywki, a kto nie wierzy, że moda wraca średnio co 10 lat, niech popatrzy na poniższe zdjęcia. (Porównanie obu sesji nie ma na celu oskarżanie o plagiat, bo plagiatem nie jest, tylko ukazanie podobnego klimatu sesji po dziesięciu latach.)









Zdjęcia: Cosmopolitan grudzień 2001, Twój Styl luty 2011.

środa, 12 stycznia 2011

Jak zakręcić loki na prostownicy.

Ale najpierw przedstawienie rzeczy, bez której ani rusz w tym temacie. Mówię o cienkiej prostownicy Remington Sleek & Curl, którą kupiłam dwa lata temu i współpracuję z nią do dziś. Właściwie uważam ją za najlepszy zakup sprzętu fryzjerskiego jaki w życiu dokonałam i wszystkim ją polecam. Co ją wyróżnia wśród setek produktów na rynku? Przede wszystkim firma, Remington to sprawdzona marka wśród fryzjerów, nie psuje się i służy bardzo długo. Po drugie, jest wytrzymała, co śmiało mogę powiedzieć po kilkunastu mocnych, przypadkowych uderzeniach o podłogę (żadnych ubytków ani problemów). Po trzecie termoregulacja, manualne ustawienie temperatury od 150 do 230 stopni, w zależności od potrzeby i stanu włosów, dzięki czemu nie niszczymy tak włosów jak przy użyciu prostownicy ze stałą temperaturą grzania. Po czwarte, jest przystosowana do zakręcania loków, przez opływowe, zaokrąglone krawędzie i rowki po zewnętrznej części, które same układają włosy przy skręcaniu.
Kiedy kupowałam prostownicę dołączona do niej była płyta o wdzięcznym tytule "Curl Secrets", na której jasno i wyraźnie fryzjerzy przedstawiają sposoby zakręcania oraz sztuczki fryzjerskie, które warto zobaczyć. Tyle na temat sprzętu, czas na przedstawienie, jak zakręcić loki przy użyciu prostownicy.


Jak zakręcić loki na prostownicy.

Podstawowa zasada, to dobrze rozczesane włosy i zabezpieczone preparatem przed prostowaniem, dla zwiększenia ochrony. Aby dobrze wykonać tę fryzurę skręcanie należy wykonywać od dolnych parti włosów w stronę szczytu głowy. Pasma powinny mieć grubość około 2,5 cm, choć tak naprawdę zależy to od oczekiwanego efektu.
Kiedy mamy wydzielone pasmo, przykładamy prostownicę jak najbliżej głowy, obracamy ją o 180 stopni i powoli przeciągamy pasmo do samego końca. Kiedy skręcone pasmo swobodnie opadnie, można dodatkowo zakręcić go na palcu, żeby go wygładzić.







Kiedy zakręcimy włosy w pierwszej części, na dole, kierujemy się ku górze, wydzielając kolejne pasmo o szerokości około 2,5 cm. Na poniższym zdjęciu mamy pokazany podstawowy podział włosów na pasma, które następnie analogicznie skręcamy.





Największą uwagę zwracamy zawsze na ostatnie pasma do skręcenia, ponieważ znajdują się na czubku głowy i widać je najbardziej. Znów wydzielamy jedno pasmo, przykładamy prostownicę jak najbliżej głowy, obracamy ją o 180 stopni i powoli przeciągamy pasmo do samego końca. Dla uzyskania lepszego efektu, bardziej wygładzonych loków, możemy wetrzeć w dłonie preparat do modelowania typu pasta czy brylantyna i dodatkowo ręcznie pozakręcać loki na palcach.




I to jest tak naprawdę cała filozofia w wykonywaniu tej fryzury. Reszta to cierpliwość. Jak widać, zakręcanie loków przy pomocy prostownicy wcale nie jest trudne, a efekt może być naprawdę fajny. Na koniec należy jednak pamiętać, że takie loki bez utrwalenia nie utrzymają się długo, dlatego wszelakie lakiery i utrwalacze są wskazane.