wtorek, 29 listopada 2011

Rimmel London LipsticLove i wywiad dla Stylowych Butków.


Dziś obiecana szminka, którą wykorzystałam w metamorfozie Pin up (wpis z metamorfozą tu -KLIK). Jest to chyba najbardziej intensywna czerwień z tej serii, Alarm 170, marki Rimmel London. Przy okazji przedstawiam wam też dwie inne tej firmy, które mają również ciekawe kolory - Pink Blush 006 (wykorzystana w metamorfozie Chanel - KLIK) to cukierkowy róż pomieszany z pudrowym, a Asia 077 doskonale podkreśla kolor ust, przez co uzależniłam się od niej na co dzień. Jak widać bazuję na szminkach Rimmel London i polecam, ponieważ można je dostać praktycznie w każdej drogerii i są niezwykle trwałe, wydajne i tanie (około 16 złotych). Dobrze się na nich pracuje, polecam ;-)

Alarm 170:

Pink Blush 006:

Asia 077:

A dla tych, którzy nie śledzą mojego facebooka, bądź jeszcze nie widzieli, klikając w poniższy baner przekierowuję na stronę www.stylowebutki.pl, gdzie ukazał się wywiad, w którym piszą o tym, jak zostałam śliczną blondynką stylowych butków (za każdym razem kiedy to powtarzam, uśmiecham się szyderczo ;>), która w czerwonych szpilkach zrobiła furorę na ich facebookowym profilu, jak powstał blog i czy nazywam się szafiarką. Dobrze i fajnie piszą, zapraszam do przeczytania ;-)

sobota, 26 listopada 2011

piątek, 25 listopada 2011

Imieniny Katarzyny, part I - Muffinowelove.


 Dziś imieniny obchodzą Kasie, Kaśki, Katarzyny, a w tym roku pięknie wypada to w piątek, czyli świętujemy przez cały weekend ;-) Najpierw part I, czyli stylowy wpis od kuchni (w przenośni i dosłownie). Tradycyjnie piekę muffiny z tej okazji, co rok inne, dziś "Muffiny z bezą i sosem czekoladowym". Niech się stanie!


Przepis na imieninowe muffiny a'la Skalska.

Muffiny:
125 g masła
2/3 szklanki (150 g) drobnego cukru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
2 jajka 1 szklanka (150 g) mąki
1/3 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki (125 ml) mleka

Beza:
2 białka jajek
1/2 szklanki (110 g) drobnego cukru
1/2 łyżeczki białego octu winnego

Przygotowanie: 
Beza: Ubić białka na pianę, następnie stopniowo po 1 łyżce dodawać cukier oraz ocet winny, wciąż ubijając aż piana będzie bardzo sztywna i błyszcząca. 
Muffiny: Piekarnik nagrzać do 160 stopni. Do miski miksera włożyć masło, drobny cukier i wanilię. Ucierać aż masa będzie puszysta, następnie dodawać po jednym jajku wciąż miksując na puszystą masę. Wymieszać z przesianą z proszkiem i sodą mąką, a na koniec z mlekiem. Masę wyłożyć do foremek, ułożonych w blaszce do muffinów z wgłębieniami. Nałożyć po łyżce piany z białek i piec przez 15 - 20 minut  aż patyczek włożony w środek babeczki będzie suchy. Ostudzić i polać sosem czekoladowym.


Teraz przewiązuję je wstążeczką i idę obdarowywać Katarzyny, których w moim otoczeniu nie brakuje ;-) Enjoy!

wtorek, 22 listopada 2011

Nowości w szafie i wywiad dla Stylistka.pl.

Listonosz dziś zawalił mnie paczkami z ubraniami, a zawartość mojej szafy powoli nabiera trzech kolorów: bieli, beżu i czerni. W tym sezonie u mnie neony ustępują miejsca stonowanym kolorom, które uwielbiam. Nagle postanowiłam zamknąć się tylko w stylu klasycznym i uparcie do tego dążę. Poniżej kilka rzeczy, które nabyłam w ostatnich dniach - (pierwsze zdjęcie) bluzka o pięknym fasonie motyla oraz czarna spódnica: H&M, (drugie zdjęcie) ażurowa narzutka: New Look, bluzka z poprzedniego zdjęcia: H&M, dwie prześwitujące perełki: Zara, (trzecie zdjęcie) płaszczyk: Zara, koszula z koronkami: vintage z szafy babci, sweterek: Vero Moda i obowiązkowy w tym sezonie motyw zwierzęcy, cętki: River Island.



A klikając w poniższy baner przekierowuję Was na stronę www.stylistka.pl, gdzie pojawił się wywiad, w którym opowiadam krótko, szczerze i na temat o moich ubraniach, kosmetykach, ikonach mody i marzeniach modowych. Dobrze i fajnie piszą, zapraszam do przeczytania ;-)

poniedziałek, 21 listopada 2011

Folklove.


Olaboga, olaboga, co to był za weekend... ;-) Nie pamiętam, żebym pokazywała się tu w takim wydaniu, dlatego teraz, przy okazji powrotu na deski naszego małego spektaklu, nadarzyła się do tego dobra okazja. Oto moje drugie wydanie, nietypowe, ale ukochane. Folklove, gdzie w haftowanej bluzce, czerwonych koralach i czerwonych ustach oraz spódnicach, które są wielkie i ciężkie, ale piękne się kręcą, czuję się jak ryba w wodzie. Pośpiewaliśmy, potańczyliśmy, pograliśmy. Po tym weekendzie mam setki fajnych zdjęć, dlatego pewnie będzie ich tu dużo. Dziś na zdjęciach widnieje również moja przyjaciółka Hanka. A na koniec dziękuję wszystkim, którzy przybyli na wczorajszy występ, mam nadzieję, że bawiliście się równie dobrze jak my ;-)

czwartek, 17 listopada 2011

Co natura psuje, Remington naprawia.

Ach, w końcu moje włosy wróciły do kondycji sprzed dekoloryzacji i znów mogę się nimi bawić! Ostatnio lawina maili z pytaniami o moje włosy zalała mi skrzynkę, dlatego dzisiejszy wpis tylko na ten temat. (Za miny i pozy na zdjęciach od razu przepraszam, ale dziś współpracowałam z samowyzwalaczem i słabo nam ta współpraca wychodziła.)


Najczęściej zadawanym ostatnio pytaniem jest pytanie o obecny kolor włosów. Po dekoloryzacji moje włosy były marchewkowe i na nie został położony dwukrotnie jasny blond zmieszany z beżowym blondem, ale z racji tego, że rudych włosów bardzo trudno się pozbyć, pozostał mi słoneczny refleks. I ten refleks nie był zamierzony, jest pozostałością po rudym kolorze, dlatego nie mogę Wam powiedzieć, jaki to numer farby. Teraz, czekając na ponowną koloryzację, stosuję fioletowy szampon neutralizujący żółty odcień po rozjaśnianiu, dzięki czemu moje włosy robią się co raz bardziej beżowe. A o to mi właśnie chodzi.


Jakie kosmetyki stosuję do pielęgnacji włosów. Dziś niczego nie ukrywam, na każdym zdjęciu po lewej stronie mam włosy tuż po umyciu i wysuszeniu suszarką. Nie wierzę, jeśli którakolwiek blondyna z rozjaśnionymi włosami powie mi, że po umyciu ma włosy gładkie i lśniące. Nie ma co ukrywać, po rozjaśnianiu włosy mają pootwierane łuski, plączą się, zahaczają i nijak się układają. Przysłowiowe siano na głowie do porządku doprowadza dopiero dobra maska, odżywka lub właśnie prostownica, która wygładza i zamyka łuski. Moje kosmetyki? Nie zwracam większej uwagi na szampony, ale za to wydaję majątek na maski i odżywki do regeneracji (ale efekty widzę czasami już po jednym użyciu). Przede wszystkim polecam wszystkim regenerującą maskę z proteinami mlecznymi BIOVAX (dostępna tylko w aptekach, cena ok. 23 zł), ekspresową odżywkę bez spłukiwania w spray'u GLISS KUR TOTAL REPAIR (drogeria, ok. 20 zł), a przede wszystkim jedwab, jedwab i jeszcze raz jedwab. Ja kupuję w malutkich buteleczkach BIOSILK (drogeria, 15ml/5 zł), który wcieram we włosy po każdym myciu, dzięki czemu są gładkie, odżywione i lśniące (z tym, że również nie wierzę w "moc jednej kropli" jak mówią w reklamie i na raz zużywam pół buteleczki). Patrząc na własne doświadczenie głośno mówię, że te 3 rzeczy stosowane na raz działają cuda.


Czym zakręcam fale, loki. Był już wpis na moim blogu, w którym zachwalałam moją prostownicę i zamieściłam opis, jak zakręcić loki na prostownicy (wpis na temat loków zakręcanych na prostownicy tu -KLIK). Aby udowodnić Wam i potwierdzić, dziś zakręciłam je na sobie. W całym dzisiejszym wpisie macie podwójne zdjęcia (przed i po), między zdjęciem po lewej, a zdjęciem po prawej stronie jest dosłownie niecały kwadrans zabawy z moją prostownicą. Wszystko prostuję i kręcę prostownicą Remington Sleek & Curl, z którą wiernie współpracuję już 3 lata i dalej śmiało mogę ją polecić. Mam włosy ciężkie, mocne i grube, więc zakręcenie ich jest nie lada wyczynem. Dzięki mojej prostownicy i odrobinie mocnego lakieru moje fale potrafią utrzymać się cały dzień.


I na koniec moje ulubione. Tu mam włosy do ramion, tu długiego kucyka, jeszcze innym razem długi warkocz - jaka jest długość moich włosów. Obecną długość włosów prezentuję Wam w całej okazałości na zdjęciach w tym wpisie. Warkocz jest efektem doczepienia pasm włosów (wszystko o tych włosach można było przeczytać, kiedy pisałam o nich rok temu przed Sylwestrem -KLIK). Teraz jestem na etapie zapuszczania włosów i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się sztuczny warkocz zastąpić naturalnym ;-)


PS Chyba setny raz powtórzę, że technika mnie nienawidzi i wszelkie nowinki techniczne musi mi ktoś rozłożyć na czynniki pierwsze osobiście, żebym zrozumiała :P Dziś dostałam kolejny mail z informacją, że nie opublikowałam jakiegoś komentarza i ze złości postanowiłam dojść do sedna sprawy. I nie wiem jakim cudem, ale udało mi się. Okazało się, że ja, genialna Skalska, myślałam, że wszystkie komentarze do moderacji przychodzą mi na pocztę, z której nimi zarządzam, a dziś, otwierając zakładkę "komentarze" na bloggerze (zakładkę, której chyba nigdy nie dotknęłam) zobaczyłam.... 323 nieopublikowane komentarze! Wszystko się znalazło, wszystko zostało opublikowane, wszystko wróciło do normy (prócz tego, że usunęłam przez przypadek wszystkie komentarze z 3 ostatnich wpisów), a ja w końcu dowiedziałam się, kto mnie odwiedza, ogląda i co sądzi na mój temat. Padło kilka pytań dotyczących kosmetyków używanych podczas naszych metamorfoz, na które odpowiem w najbliższej przyszłości. A temu, kto pytał czy mieszkam w danych okolicach odpowiadam - tak, mieszkam ;-) Enjoy!

wtorek, 15 listopada 2011

Wishlist, czyli list do Świętego Mikołaja.

Byłam grzeczna, na pewno grzeczniejsza niż w tamtym roku, dlatego pozwoliłam sobie na odrobinę szaleństwa. Oto moje najnowsze must have, które ostatnio wymarzyły mi się, do zrealizowania w pierwszej kolejności, w miarę możliwości.

Krótkie, sztuczne futro. W tym roku żaden z ogólnodostępnych w sieciówkach płaszczy na zimę nie podoba mi się, a w czymś chodzić muszę, dlatego dla odmiany futro, jeśli znajdę odpowiednie. A jedno na oku już mam. 


Czarna koronkowa mini z rękawami. Klasyk dobry do wszystkiego i na każdą okazję. W tym roku marzy mi się na Sylwestra. Prócz asos.com nie mam zielonego pojęcia, gdzie rozpocząć szukanie, dlatego gdyby ktoś gdzieś widział, to za wszelkie info będę wdzięczna.


Półmęskie botki do kostki, najlepiej czarne. Mega wysokie na zimę już mam, teraz potrzebuję bardziej uniwersalnych. (Ja wiem, że tu powinny być Louboutiny albo co najmniej Jimmy Choo, ale aż tak grzeczna nie byłam.)



Jedną z trzech torebek, kolejność nieprzypadkowa. Pierwsza - karmelowa torebka z Zary, którą kupuję już pół roku i dalej jej nie mam.


Druga - Mizensa Jacky, klasyk.


Trzecia - Roma z czarnego krokodyla, od Sabriny Pilewicz. ( I jeśli nie Święty Mikołaj, to nie zapowiada się, że w najbliższej przyszłości będę ją mieć.)



Dodatków mam mnóstwo i mogłabym powiedzieć, że na razie nie potrzebuję niczego, ale fajnym, złotym lub srebrnym zegarkiem na męskiej bransolecie, nie pogardziłabym. Podobnie jak z powyższą torebką z Zary, kupuję już dawno, a jeszcze nie kupiłam.



A na koniec, najbardziej przyziemnie i kosmetycznie uszczęśliwi mnie niebieski BIOVAX, Loreal Lash Architect 4D lub Miss Dior Cherie, bo mi się kończą, a ich nigdy za wiele w mojej kosmetyczce ;-)


Rozkręcać się mogę dużo bardziej, ale podliczając to wszystko, cena i tak wychodzi w kosmos, dlatego póki co, w tym roku więcej materialnych życzeń nie mam. Reszta po nowym roku ;-)

(Zdjęcia wykorzystane we wpisie dostarczyli mi www.asos.com, www.zara.com, www.sabrinapilewicz.com, www.lorealparis.pl i www.etorebka.pl)

czwartek, 10 listopada 2011

Hello November.

All the other kids with the pumped up kicks
you better run, better run, outrun my gun.


Dziś już całkiem jesiennie. Jest zimno, a co gorsze, przed szesnastą robi się taki zmrok, że robienie fajnych zdjęć na zewnątrz można sobie wybić z głowy. Dziś nam się udało, dlatego przedstawiam Wam jesienny zestaw, w skład którego wchodzi jeden z moich ulubionych ażurowych, kremowych swetrów, zestawiony z shortami w kolorze zgniłej zieleni. Bardzo lubię połączenie kremu, brązu i zieleni (typowo jesiennych kolorów), dlatego o tej porze roku bezkarnie ich nadużywam. Botki, botki, botki... Wysokie wiązane botki kupiłam w Centro podczas otwarcia Millenium Hall, bo tak mi się spodobały (nawet bardziej spodobała mi się ich cena), że musiałam je kupić.

Kawa za kawą z Krakowianką, zmiana tematu. Scenariusz i dużo wina. Będziemy aktorzyć, ja będę wydawać córkę za mąż, będziemy dużo grać, dużo śpiewać i tańczyć. Zapraszam wszystkich, którzy mieszkają w moich okolicach (i nie tylko) za tydzień w niedzielę do naszego Domu Kultury, gdzie jeszcze raz wystawimy "Na wsi wesele!". Rozszerzona wersja, jeszcze lepsza niż 3 lata temu, dlatego gwarantuję 2 godziny wspaniałej zabawy podczas naszego występu. 20 listopada, niedziela - wbić w grafik. Enjoy!


Kurtka i spodenki: Next. Sweter, czapka: H&M. Buty: Centro. Torebka: Dunnes Stores.


+ zachęcam do polubienia Kasia Skalska na Facebooku >KLIK<, gdzie bywam między wpisami na blogu, bywam częściej.