środa, 26 września 2012

but I've gotta slow it right down
back to the moment the very start...


Co Wam powiem, to Wam powiem, ale 600 000 wyświetleń bloga czasami wisi mi na sumieniu. Patrząc na częstotliwość publikowania nowych postów i codzienne statystyki, czasami autentycznie jestem zdziwiona, że tyle osób codziennie sprawdza, czy nie ma tu nic nowego. Mogłabym obiecać poprawę i masę nowości, ale chcąc być szczera z każdym zaglądającym tu z osobna, mam taki armagedon w życiu, że ostatnią rzeczą, o której myślę, jest blog. Może gdyby doba miała 48 godzin...
Co u mnie? Z ciekawszych rzeczy na pewno muszę nadmienić, że bardzo cieszę się, że u mnie w pracy pojawiają się osoby, które trafiają tam z mojego bloga. (I tu odsyłam na facebooka Kasia Skalska, gdzie pojawiły się dwie fajne oferty salonowe, które osobiście polecam). Drugą ciekawą rzeczą niech będzie to, że jestem totally in love, co podobno udziela się wszystkim dookoła. Żałuję tylko, że nie udziela się  właścicielowi mieszkania, w którym jeszcze przebywam, który ostatnio dał mi wypowiedzenie. Jednak patrząc na to, że ostatnio podupadam na zdrowiu i nie wolno mi się denerwować, postanowiłam spróbować kierować się ciut bardziej sercem niż rozumem i ciut przystopować. Efekty moich postanowień lada moment będą widoczne i zapewne zaskakujące nie tyle dla Was, co dla mnie, ale nauczona doświadczeniem, nie będę zapeszać. Jak ogarnę, będę miała na pewno więcej czasu dla blogowej Kasi Skalskiej i opowiem.
A teraz pamiętajcie, że lato się skończyło, koniec tańczenia na ruchomych schodach, przyszła jesień, czas na elegancką jazdę. Bawcie się dobrze, uczcie się pilnie, i szykujcie deski i narty, bo górale mówią, że zima będzie cudowna, hej! ;-)

3 komentarze:

  1. Heh, tez sobie ciagle obiecuje, ze bede wiecej pisac i dodawac zdjec ale ani czasu, ani pieniedzy na cos nowego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny post, tylko bywaj częściej ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. o coś nowego prosimy :))

    OdpowiedzUsuń