wtorek, 29 stycznia 2013

Witaj Warszawo!

Jest dobry wieczór, jest niezawodna Nokia, są włosy a'la Chuck Liddell i są Skalscy w pasiakach, czyli wszystko po staremu.
Innych zdjęć nie ma, bo ferie warszawskie rozpoczęte, co znaczy, że Warszawa zawitała do Zakopanego i trzeba pilnować, co by miasto przez te dwa tygodnie nie zniknęło z mapy Polski. Bo, drodzy państwo, będę okrutna, ale kiedy mówili mi tydzień temu w pracy, żeby psychicznie szykować się na przyjazd wyżej wymienionych, nie zdawałam sobie do końca sprawy, co to znaczy. A teraz, po dwóch dniach, całkowicie umocniłam się w fakcie, że jeśli tak wygląda "Warszawa" to chwała Panu, że mieszkam tak daleko od niej ;-) (I tak, uznajmy, że na Podhale przyjeżdżają wyjątki, które zawsze są. I tak, uznajmy, że tylko te wyjątki są be, a Skalska o Warszawie nie wie nic.)
Ale jadąc do Zakopca, pamiętajcie, że nie ma tu nic "na pół". Jak jest pięknie, to dech zapiera, a łzy stają w oczach. Jak sypnie śniegiem - brniesz przez zaspy albo godzinami kidasz przed domem. Jak wieje - łeb urywa, a kiedy grzeje - marzysz tylko o tym, by zanurzyć się w zimnym potoku. Wynika z tego jasno, że nie jest to miejsce dla mięczaków, a z górali nigdy nie wolno robić idiotów. Bo Wy przyjedziecie, zabawicie się, na "mocie Pani takie kusące łocy, ze kie tak na wos patrze, to byk jesce tatom zostoł" stracicie wszystkie argumenty, w dwa dni całą swoją pensję, pensję partnera, a jak dobrze pójdzie to i emeryturę teściowej. Góralom nic nie będzie, bo z tak twardymi charakterami to można ich jedynie w czółko cmoknąć, budżet Zakopanego wzrośnie, bo forma obskubywania turysty jest tak zgrabnie zamaskowana, że spłukany przyjezdny z uśmiechem i pustym portfelem w dniu wyjazdu deklaruje rychły powrót w to "magiczne miejsce", a ja po takich dwóch tygodniach albo zwariuję, albo przesiąknę góralskim charakterem na dobre.



I na tym postanawiam skończyć na dziś, za pomoc w napisaniu wpisu dziękuję pani Paulinie Młynarskiej i pani Beacie Sabale - Zielińskiej, które stworzyły lekko gorszącą, ale prawdziwą książkę "Zakopane odkopane", którą wyżej pozwoliłam sobie zacytować. Polecam Wam też to dzieło ze względu na przepiękne zdjęcia (łącznie z tym na okładce) prosto z Podhala, autorstwa mojego kolegi, najlepszego fotografa, jakiego tu poznałam - Bartka Jureckiego. 
Tyle - byle do połowy lutego, hej!

PS Zapraszam na facebooka, gdzie bywam częściej - SKALSKA NA FACEBOOKU-

4 komentarze:

  1. Co ci powiem to ci powiem,ale ci powiem... przeczytałam książkę jednym tchem... mój sp.dziadek był góralem , który zakochał się w ceprze-mojej babci, która pomimo cepr charakter iscie góralski ma do dzis.. może go to tak zachwyciło. Prawda jest taka,ze cale swoje życie płakał za górami i zaraził tym mojego sp.ojca, który pomimo,ze urodzony w wielkopolsce kochał góry bardziej niż swoja matkę. Czytałam to książkę i mówi prosto i pięknie i nie owija w bawełnę.. świetna książka o Podhalu i góralach.Pozdrawiam.Hej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ładnie :) takie papużki jesteście :)
    Pięknie razem wyglądacie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojjj Kasiu smutna prawda jest taka, że Warszawa kocha Zakopane, gdzie tłumnie przyjeżdża i zostawia ciężko zarobione pieniądze, ale niestety bez wzajemności... Zakopane Warszawy nie kocha, oooo nieee... Kiedyś stojąc na przystanku ( w Zakopcu :) ) pewien właściciel busa awanturował sie głośno: Ahhh te Warszawiaki, mówią, że ze stolicy, a pewnie mieszkają 30 km pod Warszawą... cóż...
    Góry kocham, polskie i nie polskie, ale w Góralskiej Stolicy Polski niestety się odkochałam... z powodu tej niechęci do Warszawiaków właśnie...
    Jakby co Górale w Warszawie mile widziani :P, Zapraszamy Serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Uśmiechnęłam się sama do siebie przeglądając Twój blog, bo właśnie 29.01 przygotowałam na swoim blogu recenzje tej książki nie mając pojęcia o istnieniu Twojego bloga ;) To się nazywa zbieg okoliczności ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń