środa, 25 września 2013

Moja suknia ślubna - poszukiwanie zakończone!


Kiedy patrzę na powyższe zdjęcie, zdecydowanie całe życie było mi bliżej do minimalistycznego i prostego stylu Emmy niż stylu "na bogato" Liv (dla niewtajemniczonych, do tej po prawej). Aż tu nagle przyszło mi znajeźć idealną suknię ślubną i wszystko wszystkim się poprzestawiało ;-) Ale od początku.



Zacznę od tego, że rozpatrywałam różne opcje kupienia/uszycia/wypożyczenia sukni ślubnej: 
- Szycie ze zdjęcia od razu odpadło, ponieważ nie wyobrażam sobie, że zlecę uszycie idealnej krawcowej mojej sukni z równie idealnego zdjęcia, a po założeniu jej uznam, że... to nie to. Byłoby to spełnienie moich najskrytszych koszmarów, dlatego ta opcja nie wchodziła w żadną rachubę.
- Z wypożyczeniem długo walczyłam, ponieważ nasłuchałam się opinii "kobiet, które ślub i wesele mają za sobą i dobrze wiedzą, co jest najlepsze" i popieram, że wydanie kilku tysięcy na sukienkę, w której wystąpię jeden raz, a potem będę zastanawiać się, gdzie ją schować, albo najszybciej sprzedać, nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem. Odwiedziłam kilka pobliskich salonów i niestety opcja oddania sukni w ciągu 5 dni nie jest dla mnie, osoby, która będzie miała dwie oddzielne sesje ślubne, i to w dwa różne dni, do tego zależne od szalonej, podhalańskiej pogody. Nie mam zamiaru martwić się od dnia ślubu, czy łaskawie zdążę zrobić sobie zdjęcia, zanim będę musiała oddać suknię ;-) A od tego zdecydowanie odciągnęła mnie opcja numer trzy, w poniższym punkcie.
- Kupno sukni ślubnej okazało się opcją dla mnie. Trafiłam na salon, który ma dla mnie suknię idealną, do tego w cenie takiej, jaką zaproponowali mi za wypożyczenie! 

Ale na początku nie było tak kolorowo, jak miało być ;-)


Z racji tego, że 2 tygodnie temu byłam na Podkarpaciu, i znałam rozbieżność między cenami w różnych częściach Polski, zaglądnęłam do rodzinnego Leżajska, gdzie znajdują się 3 salony (aby nie reklamować żadnego, nazwijmy je Salon V., Salon Te. i Salon J. - niech resztę podpowie Wam wujek Google).

Do Salonu V. skierowała mnie przyjaciółka i całe mnóstwo znajomych, które hurtowo wychodziły za mąż przez ostatni rok, publikując tu i ówdzie zdjęcia właśnie w sukienkach z tego salonu. Nie ukrywam, że zachwyciłam się nie jedną, dlatego było to pierwsze miejsce, gdzie zaczęłam poszukiwania. Po przekroczeniu progu trafiłam do kameralnego salonu pełnego sukien, że tak powiem, "na bogato" ;-) Przemiła pani przedstawiła mi jasno ofertę, ceny, terminy, a ja nurkowałam między wieszakami i stojakami, szukając tej jedynej. Minusem dla mnie było to, że nie znalazłam sukni bez diamentów, kamieni czy koronek, a na takiej mi zależało, no bo wiadomo - góralski, wyszywany pas ewidentnie byłby przysłowiowym kwiatkiem do kożucha ;-) Jednak gwarantuję, że każda fanka diamentów, która chce wyglądać jak milion dolarów, znajdzie tam suknię dla siebie.
Ocena od 1-6 za salon i suknię: 5 (tylko dlatego, że mam kwiatki, a nie diamenty).
Ocena od 1-6 za obsługę: 6.


Salon Te. to chyba najbardziej znany mi salon w tamtych terenach - ma bardzo dobrą reklamę, cudowne zdjęcia w sieci i kilka salonów na Podkarpaciu. A kiedy wyszłam z salonu V. i moja towarzyszka podróży poinformowała mnie, że mają nowo otwarty salon niedaleko, od razu udałyśmy się w jego kierunku. Przyznam szczerze, że wcześniej pisałam tam mailowo z zapytaniem co i jak, skoro mieszkam tak daleko i otrzymywałam tak pozytywne odpowiedzi, że byłam przekonana, że jak przyjadę, to od razu wyjdę z suknią. Salon niczego sobie - przestronny, duży, suknie pięknie wyeksponowane na manekinach. Zdecydowanie gorzej z obsługą - zacznę od tego, że kobieta siedząca za ladą nie była zainteresowana naszą obecnością (byłyśmy jedynymi potencjalnymi klientami w salonie), już nawet chciałam zacząć rozbierać manekina, żeby coś nią ruszyło, ale chyba wyczuła moje intencje i po 10 minutach zapytała, czy w czymś nam pomóc ;-) Przekazałam, że jestem zakochana w trzech sukniach (pokazałam trzy manekiny), powiedziałam na kiedy mi trzeba i zapytałam o cenę kupna. Wtedy kobieta popatrzyła w sufit i wyrecytowała mi pięciominutową regułę wypożyczenia i czegoś tam jeszcze, ale nic nie zrozumiałam z tego. Po ponownym zapytaniu tylko o cenę kupna sytuacja powtórzyła tak samo poprzednią regułę, a ja patrząc na moją towarzyszkę kiwnęłam głową, udając, że zrozumiałam. W jednej z tych trzech sukni mogłabym od razu wystąpić, właściwie to byłam zdecydowana, dopóki kobieta... nie zaczęła na mnie krzyczeć, kiedy zaczęłam wyciągać telefon z torebki (co by zrobić zdjęcie i wieczorem pokazać moim przyjaciółkom swój wybór). Ona nie krzyczała, ona po prostu darła się na mnie, czym byłam tak zażenowana, że zaniemówiłam. Moi drodzy, ja rozumiem, ja naprawdę dużo rozumiem, ale w butiku Paprocki&Brzozowski, u Zienia, w każdym chyba innym prócz Salonu Te., byłoby to nie do pomyślenia. Wydawało mi się, że jeśli kupuję sukienkę za 4 000 złotych, to nie kupuję bułki w Tesco za 40 groszy (oczywiście nic do tych bułek nie mam), jakieś najmniejsze zainteresowanie klientem powinno być. O przymierzenie sukni już bałam się zapytać, ponieważ pewnie musiałabym zapłacić jakąś zaliczkę, dlatego podziękowałam, wyszłam z salonu i cały czar prysł... ;-) Podsumowując: suknie bajkowe, obsługa fatalna. A jako, że ślub planuję jeden w życiu, doznałam urazu dozgonnego do tego salonu, zmieniając całkowicie o nim zdanie, być może tylko dlatego, że źle dobrali pańcię do obsługi.
Ocena od 1-6 za salon i suknie: 3 (nawet najpiękniejsze suknie stracą urok przy tragicznej obsłudze).
Ocena od 1-6 za obsługę: -100.


Mając popsuty humor po wyjściu z Salonu Te., poddałam się i pogodziłam, że wypożyczę w Krakowie i zrobię sobie sesję pod domem w dniu ślubu. Jednak moja towarzyszka, równie zbulwersowana całą sytuacją przypomniała sobie, że jest jeszcze Salon J. Wkurzone, padnięte, zrezygnowane (z perspektywy czasu potrafię sobie wyobrazić nasze miny po wejściu do salonu) dodarłyśmy na miejsce, gdzie przywitała nas przemiła kobieta. Normalnie ze skrajności w skrajność! Powiedziałam o pasie w kwiatki, co dodatkowo zainteresowało kobietę, po czym oznajmiła mi, że jestem drugą pseudo góralką w ich karierze i spełnią każde moje marzenie ;-) Po trzech minutach buszowania między manekinami, wraz z moją towarzyszką zatrzymałyśmy się przy tej samej sukience i od razu, zarówno ona jak i ja, wiedziałyśmy, że to TA. Wątpliwości miałam tylko co do materiału, jednak pani od razu wyskoczyła do mnie z próbkami materiałów, na które mogę go zamienić, co było strzałem w dziesiątkę. Wybrałam, kupiłam i jest, hej! ;-)
Ocena od 1-6 za salon i suknie: 6!
Ocena od 1-6 za obsługę: 6!


Na koniec zostawiłam dla Was największą ciekawostkę. Pisałam, że całe życie wiedziałam, jak ma wyglądać moja suknia ślubna, a kiedy przyszło do szukania, nic mi się nie podobało. Kiedy już sprecyzowałam, wybrała dodatki i wiedziałam, że ma być prosta, minimalistyczna, przysłowiowy worek na ziemniaki, wybrałam... totalne przeciwieństwo! Dlatego teraz szczerze powiem, że istnieje takie coś, że kiedy stanie się przed właściwą sukienką, to od razu wie się, że to TA. Osobiście jestem zakochana w swojej sukni i zarazem zdumiona, że sama wybrałam taki krój. Zobaczycie, Wy też będziecie zaskoczeni ;-)


Żadna z sukni zamieszczonych w poście nie pochodzi z wyżej wymienionych salonów. Są jedynie moimi inspiracjami, którym byłam wierna... zanim nie znalazłam swojej idealnej sukni ślubnej ;-)
Niestety, z racji tego, że słowo się rzekło i mój narzeczony nie zobaczy jej do ślubu, nie możecie jej zobaczyć też Wy. Ale podobno wyczekane smakuje najlepiej, jeszcze trochę cierpliwości i wszystkich Was zaskoczę, hej! ;-)

14 komentarzy:

  1. Z przyjemnością przeczytałam post, ponieważ za moment to ja udaję się na poszukiwania mojej sukni idealnej i już drżę z przerażenia. Czuję, że nie będzie to prosta sprawa. ;o

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, wypiłam prawie całą kawę, czytałam z wypiekami na twarzy, wyobrażając sobie że opowiadasz mi to wszystko osobiście. Gratuluje wyboru i zakupu sukni! Jestem meeeega ciekawa jaka ona jest ;)
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  3. Farba do włosów: Biokap szwedzki blond ;)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do sukni i całego Twojego posta, zgadzam sie z Toba w stuu procentach, poniewaz sama za jakis czas wychodze za maz i nic mi sie nie podoba ;(

    OdpowiedzUsuń
  5. W internecie można znaleźć mnustwo sukni ślubnych lecz trudno znaleźć tą idealną:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszę się ,że zanalazłaś tą wymarzoną!Ja na szczęście szukanie mam już za sobą:)

    OdpowiedzUsuń
  7. będziemy czekały z niecierpliwością na post w którym pokażesz nam swoją suknię:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Teraz jest taki wybór, że cieżko się zdecydować na jedną :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ahhh mimo ,że nie planuję ślubu uwielbiam oglądać suknie ślubne więc i Twojej nie mogę się doczekać

    OdpowiedzUsuń
  10. To teraz czekamy na relację z tego góralskiego ślubu! Oj kochani górale nasi. Kiedy ten dzień? Cobyśmy wiedzieły ile czakeć :D

    pozdrawiam
    nkkb

    OdpowiedzUsuń
  11. gratuluję znaleziska !:) Mam nadzieję,że i ja niedługo będę mogła poszukiwać swoja wymarzoną hihi

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja ślub miałam w ta sobotę, mój przyszły jeszcze wtedy mąz zobaczył mnie dopiero przed ołtarzem, dzień wczesniej po spowiedzi i próbie pierwszego tańca pojechał do rodziców;) Jego mina i łzy wzuszenia bezcenne gdy zobaczył mnie przed ołtarzem, warto zostawić te nutkę niepewności:)
    gratuluję i życzę wszystkiego dobrego!!!!!
    będzie lepiej niż może Ci sie wydawać, dla mnie ślub i wesele to jedne z najpiekniejszych chwil jakie mnie spotkały.
    A sukienkę miałam krótką z tiulem pod spodem i woalkę na głowie:)))

    OdpowiedzUsuń
  13. Znam te salony z autopsji i miałam takie same odczucia co do salonu Te.:P uciekałam stamtąd gdzie pieprz rośnie:)a koniec końców wybrałam suknię w salonie V:p

    OdpowiedzUsuń