poniedziałek, 21 października 2013

Seconhadowe love, czyli moje ulubione secondhandy w Zakopanem.


Lubię czytać i słuchać, kiedy ludzie narzekają, że Zara jest droga. Nie ukrywam, że znam "od podszewki" firmę, wiem, gdzie i jak robią swoje ubrania, wiem też, że tak naprawdę w tym sklepie (jak i w większości podobnych), płacimy olbrzymie sumy tylko za metkę. Jednak nie ukrywam też, że uwielbiam Zarę za minimalizm oraz surowość w kształtach i teksturach. Setny raz powtórzę, że gdybym miała wybrać jeden sklep, z którego miałabym skompletować 100% mojej szafy, byłaby to właśnie Zara. Zara i już ;-)
Jednak jestem żywym przykładem na to, że nie trzeba zarabiać milionów, żeby taką szafę posiadać. Na chwilę obecną moja szafa składa się w większości właśnie z Zary, w małym stopniu z H&M (pracownicza karta zniżkowa robi swoje) oraz tego, co dostaję w ramach blogerskiej reklamy. Wszystko możecie przeczytać pod każdym "Strojem dnia", a kiedy widzicie Zarę, możecie być na 95% pewni, że wyniosłam to z secondhandu. Bo właściwie to tego dążę w dzisiejszym wpisie - mam swoje dwa ulubione secondhandy w Zakopanem, nie będę ukrywać, że oba znajdują się na ulicy Piłsudskiego, w których zawszę trafię na przysłowiowe, zarowe perełki. Cen możecie śmiało zazdrościć, zdaję sobie sprawę, że są naprawdę śmieszne, jak za rzeczy, które po wypraniu są jak nowe ;-) Dziś, trafiłam na -50% ceny, wyniosłam 3 pary boyfriendów po 2,50, marynarki i płaszcze po 3-7 złotych, grube swetry w podobnej cenie i koszule za grosze - brzmi fajnie prawda?
Dzisiejszym wpisem, mam nadzieję, uświadomiłam niektórym, że posiadanie wymarzonej szafy wcale nie musi nieść za sobą wyczyszczenie konta w banku ;-) Na potwierdzenie powiem, że w sklepie za podobny, wełniany płaszcz, zapłacicie około 600-700 złotych, koszulę od 70-130, a boyfriendy od 170-250 - wystarczająco przekonałam? Skalskiego, narzekającego na moją szafę, która przez takie zakupy rozrasta się w zastraszającym tempie, przekonałam. Mam nadzieję, że Was też ;-) Miłego dnia, ja zabieram się za wielkie pranie, hej! ;-)

PS Gdybym nawet zarabiała te miliony, nigdy nie zrezygnowałabym z secondhandowych perełek - jest satysfakcją, kiedy zakładasz fajne rzeczy, fajnej marki, i masz świadomość, że nikt nie założy tego samego ;-)

7 komentarzy:

  1. też uwielbiam second-hand'y (bądź po prostu lumpy :D) . Radość z zakupienia takiej rzeczy jest zdecydowanie większa :) Sama kupiłam ostatnio płaszczyk na "cieplejszą" jesień, ale widząc Twoje zakupy korci mnie, aby wyruszyć na łowy, które są bardziej ekscytujące niż te w galerii :) Dokładnie nie widać Twoich zdobyczy, ale po "fakturze" niektórych widzę, że jest to coś ciekawego :)


    pozdrawiam!
    MissKate :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiu, a gdzie dokladnie te secondhandy? Bo akurat jutro wpadam na 3 dni do Zakopanego i chetnie je równiez odwiedzę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. od oczka wodnego na Krupówkach, jakieś 50 metrów ulicą Piłsudskiego ;-)

      Usuń
  3. Zgadzam się w zupełności, wydawanie fortuny na ubrania to nic trudnego. Znalezienie i wyszukanie czegoś okazyjnego, fajnego i w dobrym gatunku to już sztuka :) Pozdrawiam znad morza :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam buszować w seconhandach, ale wolę pod tym kontem Nowy Targ.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja nie mam daru do znajdowania takich perełek w secondhandach ;-) Dlatego tym bardziej podziwiam Ciebie i zazdroszczę zdobyczy :-D
    Buziaki,
    mika

    OdpowiedzUsuń
  6. czy te second handy jeszcze istnieją? pytam, bo zazdroszczę łowów a w najbliższych dniach będę w pięknych okolicach :)

    OdpowiedzUsuń