piątek, 31 maja 2013

30 Days Challenge - day 2.

dzień 2 - 5 faktów, których o mnie nie wiecie.

Po pierwsze - trzy lata uczyłam się języka niemieckiego w liceum, w klasie językowej, i umiem powiedzieć w tym języku pięć słów: tak, nie, dzień dobry, obecna i do widzenia. Oczywiście zupełnie nie ma się czym chwalić, nie wiem dlaczego to napisałam.

Po drugie - w życiu nie jadłam krewetek, ani kawioru. I w życiu nie zjem.

Po trzecie - panicznie boję się momentu składania przysięgi w kościele na ślubie. Już sama myśl o tym mnie paraliżuje, dlatego jak zemdleję czy dostanę ataku serca, w ogóle się nie zdziwię.

Po czwarte - chciałam tu napisać, kiedy wychodzę za mąż, ale po spędzeniu urlopu na Podkarpaciu i nasłuchaniu się, że podobno jakiś ślub cywilny w czerwcu biorę, powiem, że nie biorę. Mam wesele w czerwcu, ale nie moje. Idę na góralskie wesele i nie miałam pomysłu na sukienkę. Nie wiem, jak mogliście w ogóle przypuszczać, że mogłabym wystąpić na swoim ślubie w sukience z H&Mu ;-) Mój ślub będzie i w kościele i nie w czerwcu, hej!

I po piąte - dwa tygodnie temu stanęłam przed lustrem z nożyczkami w ręce i dwoma ruchami obcięłam sobie 20 centymetrów ukochanego włosia. Tydzień temu kupiłam farbkę i po dokładnym roku bycia brunetką, wróciłam do blondu. Niech żyją spontany, hej!

piątek, 24 maja 2013

Czas na majówkę.


Z racji tego, że mój urlop majowy przypadł na sam koniec, pakuję walizkę i uciekam na Podkarpacie. Zanim jednak wyjadę, chciałam Wam pokazać, co nałożyłam sobie na włosy - nie dość, że sama ścięłam, to sama pomalowałam, ale jest dobrze ;-) Zobaczycie po moim powrocie, miłego majówkowania, hej!

środa, 15 maja 2013

Weselne dylematy - pudrowa sukienka H&M.



Za miesiąc mam wesele i o ile nie wpadnie w moje ręce sukienka, która zwali mnie z nóg, to wystąpię w tej, w kolorze pudrowego różu, z H&M. Wszystkie zamieszczone powyżej dodatki mam, jednak nie jestem przekonana do żadnego z powyższych zestawów. Macie jakieś ciekawe pomysły, jak przełamać banał pudrowego różu?

sobota, 11 maja 2013

Necklace (DIY) - naszyjnik na bogato, czyli coś z niczego.


Przyznam szczerze, że stęskniłam się ogromnie za moimi zabawkami i tworzenie wymysłu, który dziś rano narodził mi się w główce, było czystą przyjemnością ;-) Naszyjniki kocham, wielkie naszyjniki ubóstwiam, jednak te drugie, jeśli już są w moim guście, są w równie kosmicznych cenach. A dlaczego przepłacać, skoro można stworzyć coś za grosze, coś unikatowego i czasami fajniejszego, niż w sklepie? Oto najnowszy naszyjnik, który stworzyłam w pół godziny, i który już wzbudził duże, pozytywne zainteresowanie w moim otoczeniu. Enjoy!


Bluzka, spódnica: H&M. Pas: sklep ze strojami regionalnymi. Naszyjnik: DIY.

piątek, 10 maja 2013

Regionalna karczma weselna - check!


Regionalna karczma, z kapelą, oscypkiem i góralską kwaśnicą - kiedy rozpoczynaliśmy planowanie naszego wesela, wesela ceperki z Podkarpacia i górala z Podhala, to była jedyna rzecz, w której zgadzaliśmy się w stu procentach. Potem okazało się, że chyba nie dane będzie nam rychłe ślubowanie, bo nagle chyba wszystkim tu się tego samego zachciało i wolnych terminów można szukać za trzy lata. Jednak w weekend majowy, kiedy szkalowaliście mnie w komentarzach, że "olewam" bloga, ja podpisałam umowę weselną z najwspanialszą karczmą w Zakopanem, karczmą znajdującą się na kilku z powyższych zdjęć, co lepiej, karczmą znajdującą się jakieś trzysta metrów od naszego domu. Jak sobie zacznę wyobrażać ten cudny dzień, który wkrótce nastąpi, serce rośnie fest ;-)

czwartek, 9 maja 2013

30 Days Challenge - day 1.


dzień 1: ostatni zakup, którym warto się pochwalić.

Ostatnim zakupem niech będą te cztery sukienki, które choć kupiłam niedawno, już miały swoje debiuty i są moimi faworytkami w szafie. Wszystkie są z H&M, z czego (od lewej) pierwsza kupiona została na wyprzedaży z 79,90 na 20,00, drugą kupiłam nową za 79,90, trzecią znalazłam w stanie idealnym, w secondhandzie za 15,00, a czwartą dorwałam na dziale dziecięcym za 39,90. 

PS I choć wpis ten powstawał od tygodnia, bo miałam prawie całe moje ukochane Podkarpacie u siebie na Podhalu, bo zasypały mnie umowy weselne, sale i kapele, bo chciałam celebrować święty, podhalański spokój bez laptopa i tak wyszło... ale wróć. I choć wpis ten powstawał od prawie tygodnia, teraz na zakup dzisiejszego wpisu wybrałabym zdecydowanie poniższą płytę, którą w końcu dorwałam, bo rozchodzi się w Biedronce z prędkością światła - klasyk, pozycja obowiązkowa w kolekcji każdego ;-)