niedziela, 9 listopada 2014

Czas dla dziecka: Historia mojej ciąży & jak moja intymna sypialnia stała się pokojem dla dziecka.

Oto nastał ten moment, kiedy wkraczam w 9 miesiąc ciąży i w każdej chwili mogę zniknąć stąd na dłuższą chwilę, dlatego postanowiłam opowiedzieć Wam o tym, jak odkryłam, że brakuje w naszym domu Zochy oraz o tym, jak moja intymna, pielęgnowana sypialnia, w ciągu pół roku stała się pokojem dziecięcym, pewnie na kolejne pół roku. No i o tym, jak mi to w ogóle nie przeszkadza ;-)


Pierwszy objaw ciąży?
Moja ciąża była w stu procentach planowana, dlatego pierwszy test zrobiłam zanim miał pojawić się okres (co z perspektywy czasu uznaję za chore, ale jak zobaczycie, będę bardzo narwana w kilku ciążowych kwestiach, więc robienie testu o wiele za wcześnie jest tylko namiastką). Na teście druga kreska wyszła tak blada, że tylko ja ją widziałam (ale widziałam!), dlatego w trybie natychmiastowym udałam się do lekarza. Mistrzu (tak będę go tu nazywać), kiedy usłyszał, że nawet termin okresu nie minął, popatrzył na mnie jak na wariata, jednak na USG pokazał mi pęcherzyk ciążowy. Był to 5 tydzień ciąży, a co za tym idzie, sam początek, a pęcherzyki w tym okresie w 50 procentach same obumierają - wiecie co czułam, kiedy wyszłam ze zdjęciem pęcherzyka i świadomością, że mam się zgłosić za 2 tygodnie, kiedy to będę, albo nie będę w ciąży? Kiedy miałam to zdjęcie w ręce i chciałam już od razu całemu światu powiedzieć, a nie mogłam? Przez moje narwanie były to najdłuższe 2 tygodnie mojego życia.


Czy miałam mdłości?
Pierwsze trzy miesiące były dla mnie okrutne - jako osoba, która w życiu nie miała mdłości, nagle doznałam ich w najgorszej i najmocniejszej wersji. Najpierw był ślinotok - i tu proszę sobie nie wyobrażać mnie z wodospadem cieknącym z kącika ust ;-) Po prostu czułam, że cały czas muszę przełykać ślinę. Byłam też cały czas głodna, a samo otwarcie lodówki (ba! pomyślenie o otwarciu lodówki) kończyło się sprintem do toalety, z którą zaprzyjaźniłam się na te pierwsze miesiące, jak z żadnym innym sprzętem w domu. Nietolerancja na smak i zapach pasty do zębów była równie mocna, ale oszczędzę Wam opisu codziennego mycia zębów, bo moglibyście pożałować, że to przeczytaliście. Brzuch rósł, reszta ciała chudła, przez co w 2 miesiące schudłam 6 kilogramów. Punktem ostatecznym mdłości I trymestru było moje wesele, gdzie byłam chuda, ale mogłam już wszystko jeść ;-)

Dobra rada Skalskiej:
Internet jest zbawieniem w wielu kwestiach, ale również czasami bywa przekleństwem. Kiedy tylko coś mi się działo, wujek google podsyłał mi tak przeróżne odpowiedzi, że raz wydawało mi się, że umieram, a wujek mówił, że to normalne, a raz czułam się dobrze, a wujek podsyłał mi takie anomalie, że miałam wrażenie, że jestem ich wszystkich posiadaczką. Doszło do tego, że idąc do Mistrza z wynikami badań, które zawsze odnotowywał w mojej książeczce ciążowej jako "norma", ja na siłę chciałam wmówić mu, że na bank mi coś jest. Popadłam w taką paranoję, że w 5 miesiącu ciąży, w wyszukiwarce zostało zablokowane mi wyszukiwanie czegokolwiek ze słowem "ciąża", zablokowane prawie siłą... ;-) Ale dzięki temu, po rozmowach z Młodymi Mamami i otrzymaniu mądrych książek (o których poniżej), nagle ozdrowiałam! Gdybym mogła cofnąć czas, na pewno sama oszczędziłabym sobie frustracji i stresu, nie czytając ślepo tego, co podsyła mi internet.


Ulubione uroki II trymestru?
W drugim trymestrze mogłam wszystko, choć to wszystko było trochę na wariackich papierach - potrafiłam mieć przypływ energii rano, po czym w południe padałam, jak dziecko i spałam pół dnia, żeby wieczorem znów wrócić do życia. Jadłam wszystko, więc tyłam tyłam i, ku mojemu przerażeniu, tyłam. Tak, jedzenie wszystkiego i zwalanie tego na ciążę, było moim ulubionym urokiem tego czasu ;-)

Czy miałam jakieś zachcianki?
Tak szczerze, to nie. W pierwszym trymestrze jadłam bardzo dużo owoców, bo tylko one nie miały intensywnego zapachu (czytaj: nie śmierdziały mi, jak cała reszta). Być może to kwestia tego, że z natury jestem wszystkożerna i nie ma chyba dania, którego nie lubię. Po prostu lubię dużo i dobrze zjeść ;-)

Ile przytyłam w ciąży?
Patrząc na to, że wkraczam w 9 miesiąc, gdzie podobno już niewiele się tyje, dodając i odejmując wahania wagi z samego początku ciąży, do tej pory przytyłam zacne 10 kilogramów.


Czy chodziłam do szkoły rodzenia?
Nie. A czy to był dobry, czy zły wybór, opowiem Wam, jak urodzę. Oczywiście, że boję się porodu, ale nie tak bardzo, jak opisują to inne kobiety. Nie boję się krwi, nie boję się bólu (tak, wiem, mogę się zdziwić), a decydując się na dziecko, decydowałam się gratis na całą otoczkę. Uważam, że poród jest czymś naturalnym i trzeba to przeżyć. Bardzo pomogła mi książka "W oczekiwaniu na dziecko", która jako pierwsza z gatunku trafiła w moje ręce, w której można znaleźć odpowiedź na każde nurtujące pytanie. "Język niemowląt" natomiast, to konkretnie napisana książka, bez żadnego owijania w bawełnę, i promowania "jakie to wszystko jest cudowne" - jest cudowne, ale trzeba się tego nauczyć. Cieszę się niezmiernie, że wiele moich koleżanek również zdecydowało się na swoje pociechy w 2014 roku, przez co napatrzyłam się już trochę na te maleństwa, tym bardziej, że z porodem zostałam już tylko ja ;-)

Jedyne, czego się boję to to, że tak naprawdę nie wiem, kiedy to się zacznie. Jako, że wszystko mam zawsze zaplanowane, poukładane i rozpisane, tu sytuacja jest jedną wielką niewiadomą ;-)


Czy bardzo zmieniła się moja garderoba w ciąży?
I tu ukłon niski i podziękowania dla Młodych Mam, których radzę się w niektórych sprawach na facebooku, które piszą mi szczerze, a ja ich słowa biorę sobie głęboko do serca. Gdyby nie to, zapewne w 3 miesiącu ciąży, kiedy nie miałam jeszcze brzucha, miałabym już trzy szafy ubrań, które teraz okazałyby się zbędne. Przez całą ciążę moja garderoba powiększyła się jedynie o 2 pary spodni ciążowych. Prócz tych spodni, nie kupiłam nic ciążowego do ubrania.

Za to moje dziecko jest wyposażone w nadmiar ubrań, co najmniej do 3 roku życia, co zaowocowało nową szafą, która znalazła się w trybie natychmiastowym, w porównaniu z moją, o którą walczyłam rok ;-)



Więcej o ubrankach możecie przypomnieć sobie tu: "Wyprzedażowe ubranka, lato 2014.", a o całej reszcie w zakładce "DZIECKO" w kategoriach, po prawej stronie bloga. O wózku pisałam już tu: "Bebetto Luca 3w1...", a wszystko, co drewniane, zrobił mi jak zwykle Tatuś.


 Aktualizując post, który napisałam przed weekendem, przed wizytą u Mistrza, okazało się, że Zosi bardzo śpieszy się na świat i zostałam Skalską spakowaną do szpitala, leżącą i odpoczywającą w stu procentach, co by jeszcze co najmniej z tydzień na tych "wczasach" poleżeć. Życzcie mi powodzenia i do zaś! ;-)

25 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki za pomyślny obrót spraw. Poród to pestka jeśli tylko masz odpowiednie nastawienie i myślisz wyłącznie o maleństwie. U mnie wszystko poszło gładko, bez stresu, farmakologicznego wspomagania i znieczulenia. Miałam w ciąży podobne dolegliwości co Ty, korzystałam też z tych samych książek:) A poród był najważniejszym wydarzeniem w życiu.Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam za Ciebie kciuki i życzę powodzenia . Od dawna obserwuję Twój blog i z niecierpliwością czekałam na każde kolejne zdjęcie brzuszka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasiu, życzę Ci wszystkiego dobrego, i żeby poród szedł sprawnie i szybko :):* Odpoczywaj kochana, ślę wielkie całusy!!!:):*

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymam kciuki, bo to już chyba niedługo? :) sama w zeszłym roku wiosną przygotowywałamsię do powitania na świecie mojego synka :) aż łezka się w oku kręci jak to wspominam i czytając twój wpis na chwilę cofnęłam się te 17mc w stecz :) czy decyzja ostateczna co do imienia podjęta? Pozdrawiam Alicja.

    OdpowiedzUsuń
  5. No kombinezoników jak szalona nakupowałaś :) Obyś połowę zużyła :) Polecam Ci po powrocie ciuszki poukładać komplecikami tj. np. body, półśpioszki, bluzeczka, żeby mężowi było łatwiej pomagać :) A i tobie takie szybkie zestawy zaoszczędzą czasu na szukanie każdej części osobno.
    Moja malutka 12 dni po terminie się urodziła. Na szczęście naturalnie udało się :) Trzymam kciuki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam to szczęście i wygodę, że ani jednego kombinezonu nie kupiłam ja, właściwie tak samo, jak 90% ubranek dla Zochy, które dostałam w prezentach ;-)

      Usuń
  6. uśmiecham się teraz do monitora! :)
    ciuszki przepiękne, śpioszki, kurteczki, zestaw tygryska :D jest tego tyle w sklepach, ze ciężko wybrać, najlepiej wziąć wszystko :)
    trzymam mocno kciuki za rozwiązanie! :) i zdrową Zosię! :)
    a czytając od poczatku Twojego bloga coraz bardziej chce męża górala! :D przeniosłabym się z podkarpacia szybciutko w góry, zwłaszcza do Zakopanego!

    OdpowiedzUsuń
  7. Powiem szczerze że pierwszy raz się tak uśmiałam czytając twój wpis. Na prawdę. Opowiadałaś to tak interesująco i śmiesznie, że aż nie chciałam kończyć. Życzę dużo zdrowia dla ciebie i Zochyyy. Wszystkiego dobrego ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. ooo kurcze - POWODZENIA :) pomyslnego rozwiazania no i czekamy na mala Zosienke :))
    zdrowka dla Was i duzo odpoczynku ;) :***

    OdpowiedzUsuń
  9. Aż przez myśl mi przeszło - kurcze, jak fajnie! Mimo iż sama do posiadania dziecka się nie śpieszę ;) czuć taką pewność i radość w tym co piszesz, że chcesz być matką całą sobą, że już w sumie nią jesteś!! Powodzenia życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Odpoczywaj, ile możesz i koniecznie śpij, ile tylko się da!!! Ja właśnie chciałam ostatni tydzień odpocząć i w dniu, w którym zaczęłam swój zaplanowany odpoczynek z tygodniem do daty porodu, Młody postanowił wyjść. Tego tygodnia brakowało mi potem przez jakiś rok ;) Powodzenia, zdrowia przede wszystkim dla Ciebie i Maleństwa!
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  11. Życzę powodzenia i szczęśliwego rozwiązania :) Świetny post, uśmiałam się i mimo, że sama nie jestem i nie byłam w ciąży sądzę, że sama byłabym taką wariatką (mam nadzieję, że się nie obrazisz, bo dla mnie to taka pozytywna wariatka:)) Też lubię mieć wszystko zaplanowane i lubię wiedzieć. Jak zacznę kiedyś szaleć to pokażę mężowi ten post żeby wiedział, że nie byłam wyjątkiem :) Buziaki dla Zosi, oby poród był tylko formalnością.

    OdpowiedzUsuń
  12. trzymam kciuki żeby wszystko poszło gładko, a pójdzie, bo dzielna z Ciebie babeczka:)
    czekam na radosny post! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. POWODZENIA! Trzymam kciuki :)))))

    OdpowiedzUsuń
  14. Powodzenia!
    .... i z niecierpliwością czekamy na Ciebie i Zosieńkę

    OdpowiedzUsuń
  15. Czekamy na dobrą wiadomość! obądźcie dzielne :D

    tojasolange.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Wszystko gotowe, więc maleństwo może już się pojawić :) powodzenia!

    ps. zdjęcie pokazujące przyrost brzuszka jest rewelacyjne, bardzo fajny pomysł ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Serio planowałaś ciąże? W sensie przed ślubem?

    OdpowiedzUsuń
  18. Sama dziecka jeszcze nie planuje ale te dziecięce ciuszki są słodkie ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Szczęśliwego rozwiązania. Rodzinka nam się powiększy. Pozdrowienia. Kinga N. Jasło

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie wiem kto planuje ciąże przed ślubem, ale niech Ci będzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja planuję i to w pełni świadomie - chciałam urodzić pierwsze dziecko w tym roku, inaczej się nie dało :P

      Usuń