wtorek, 27 maja 2014

4 dni do ślubu!

karczma na przyjęciekościół i organista
✓ zespół weselny ✓ kapela góralska 
✓ samochód weselny  ✓ transport dla gościnoclegi dla gości
✓ kwiaty ✓ wódka, cytrynówka napoje, owoce ✓ tort i ciasta
podziękowania dla rodziców ✓ plan sali weselnej etykiety na stoły
✓ obrączki ✓suknia i cuda wianki ✓ garnitur i cuda wianki
✓ fotograf

... i wciąż mamy wrażenie, że o czymś ważnym zapomnieliśmy ;-) 
macie jakieś pomysły? 

poniedziałek, 26 maja 2014

5 dni do ślubu!

Dzisiejszy dzień upłynie mi szybko, ponieważ muszę odwiedzić karczmę, pensjonaty, w których będą zakwaterowani goście, dopiąć opłaty na ostatni guzik i wykonać milion telefonów. A z racji takiej, że w kilku komentarzach pojawiły się zapytania o nasze obrączki ślubne, dziś przedstawiam Wam je w całej okazałości:


Szukaliśmy klasycznego modelu, w żółtym złocie, i kształcie bardziej kwadratowym niż zaokrąglonym. Jeśli mam być szczera, to długo nie szukaliśmy, ponieważ pierwszym jubilerem, do którego zajrzeliśmy, był właśnie Apart, z którego pochodzą nasze obrączki. Różnorodność tej szczególnej biżuterii może po prostu zwalić z nóg, jednak kilka fajnych, klasycznych modeli również bez problemu można tam znaleźć.


I tyle złota na dziś - godzina dziesiąta wybiła, czas na dopinanie ostatnich przedweselnych, grubszych spraw. Jak wczoraj aury przedślubnej nie było, tak dziś zdecydowanie jest ;-) Miłego dnia!

niedziela, 25 maja 2014

6 dni do ślubu!

6 dni przed ślubem postanowiłam pomalować sobie mój 4centymetrowy (tak, aż taki!) odrost, który udało mi się ostatnio wyhodować. Wybrałam znów Garnier Olia, tym razem odcień 10.1. Kolor nie wyszedł mi do końca taki, jakiego oczekiwałam (co nie jest nowością u mnie ;-)), jednak wiem, co zrobić, żeby do soboty był idealny. W wolnej chwili, w mam nadzieję niedalekiej przyszłości, poświecę mu oddzielny wpis, pokazując Wam dokładnie efekty przed i po.


Na dzisiejszy dzień miałam ambitniejsze plany, które w ostateczności zredukowały się do... przespacerowania całego dnia wzdłuż i wszerz naszego pięknego miasta i pochłonięciu tony lodów. No ale jednogłośnie postanowiliśmy jutro wstać wcześnie i nadrobić zaległości - co właściwie postanawiamy od kilku dni ;-) Także ja objadłam się lodów i padłam na cycki, a Skalski właśnie mi oznajmił, że kupił bilety na cudny film "Godzilla", który zaczyna się za kwadrans, i który nie jest totalnie w moim typie. Jak widać, nie czuć żadnej ślubnej aury wokół nas, poczekajmy do jutra ;-)




sobota, 24 maja 2014

7 dni do ślubu!

Postanowiłam przedstawić Wam, jak realnie wygląda tydzień przed ślubem. Mam nadzieję, że uda mi się codziennie naskrobać tu te trzy zdania, które kiedyś będzie mi również miło powspominać ;-)

Co czuję tydzień przed ślubem? Huśtawkę między "przecież prawie wszystko jest już gotowe", a "właściwie to nic nie jest zrobione!". I właściwie to tyle ;-) Telefon świadkowej z zapytaniem o sukienkę na drugi dzień świętowania uświadomił mnie, że... właściwie skupiłam się tak bardzo na swojej sukni ślubnej, że kompletnie zapomniałam o drugiej sukience. Niech żyje Mohito, sklepik, który czasami daje radę, przynajmniej w tym przypadku. Będzie pastelowo z domieszką mojego ukochanego złota:


+ Świeża, poranna przesyłka do Skalskiego, czyli od razu widać, kto na czym skupia się tydzień przed ślubem ;-)


Do jutra, hej! ;-)

wtorek, 20 maja 2014

My wedding: Etykiety na stoły weselne - jabłka w roli głównej.

W poprzednim poście pokazałam Wam, jak szybko i zgrabnie usadzić gości na weselu - dziś pokażę Wam, jakim małym trikiem i niewielkim kosztem możecie stworzyć nietypowe etykiety na stoły, żeby każdy szybko znalazł swoje miejsce na sali weselnej ;-)

DIY:
jabłka + wykałaczki + wydrukowana lista gości + zielone kartki papieru


Listę gości wycinamy w kształcie białych listków, z zielonego papieru wycinamy podobny kształt, nieco większy:


Na każdą wykałaczkę nabijamy dwa listki i wbijamy w jabłko obok ogonka. Ta-da!


Oto mój pomysł na nietypowe etykiety na stoły, a czerwone jabłka z zielonymi listkami wyglądają po prostu bajecznie na białych stołach w drewnianej karczmie. Zamierzony efekt został osiągnięty, będzie git ;-) Zostawiam Was z moimi jabłkami, miłego dnia!

PS Pisanie postów jednak na coś się przydaje - po opublikowaniu jabłek zauważyłam, że wtedy już nie będę Panną, a Panią! Oba napisy już poprawione i zmienione, a ja chyba jeszcze długo się nie przestawię ;-)

sobota, 17 maja 2014

My wedding: DIY - Rozmieszczenie gości na weselu, czyli jak zrobić przejrzysty plan sali weselnej.

Dziś miał być post z etykietami na stoły weselne, jednak postanowiłam pokazać Wam wcześniej, co zrobić, aby te etykiety trafiły na właściwie miejsca. Post z inspiracjami, jak szybko i zgrabnie poradzić sobie z rozmieszczeniem gości na sali weselnej już powstał jakiś czas temu, dlatego dziś wspomogę się i potwierdzę to, co wtedy pisałam, jednak zamiast inspiracji podsyłam Wam dziś mój własny plan sali. 

Rozmieszczenie i usadzenie ludzi na weselu to wbrew pozorom połowa sukcesu do tego, żeby goście dobrze się bawili. Jestem zwolennikiem podpisywania miejsc dla gości, ponieważ byłam na kilku weselach, gdzie tego nie praktykowano, i ciocia pana młodego lądowała przy stole jego szalonych znajomych, a raz byłam na takim, gdzie brakło miejsca dla "mało lubianej" osoby w rodzinie, która na złość usiadła przy stole młodej pary ;-) Jakoś nie wyobrażam sobie takiej sytuacji na moim weselu, dlatego właśnie powstał u mnie w domu projekt rozmieszczenia gości 3D ;-)


DIY:
duży blok rysunkowy + kolorowe, samoprzylepne karteczki + długopis
(wszystko dostępne za grosze w każdym sklepie papierniczym)


Najpierw trzeba zacząć od wypisania wszystkich gości na liście oraz przerysowania na kartkę rozmieszczenia stolików (tu można podziwiać mój talent do rysowania prostokątów - naprawdę szkoda, że w liceum byłam w klasie matematycznej ;-))


Potem zaczyna się cała zabawa. Najpierw myślałam, że podzielę gości na grupy, które się szczególnie dobrze czują w swoim towarzystwie, i usadzę ich przy odpowiednich stolikach. Mogłam przewidzieć, że to byłoby za łatwe ... zrobił mi się totalny bałagan - nagle te "zgrane ekipy" liczyły więcej miejsc niż było przy stolikach, albo na odwrót.


 Dlatego moja dobra rada: trzeba podejść do sprawy trochę egoistycznie i zacząć od siebie ;-) Kiedy usadziłam znajomych wokół stołu nowożeńców, nagle wszystko samo zaczęło się klarować i naprawdę poszło łatwo. Zdecydowanym plusem takiego planowania jest to, że nie musi się kreślić, przerysowywać - wystarczy odkleić karteczkę z imieniem i przykleić w innym miejscu.


 Myślałam, że dłużej zejdzie mi to planowanie, jednak okazało się, że najwięcej czasu zajęło mi wypisywanie imion na karteczkach. Taki plan ukazuje jasno i przejrzyście miejsce każdego z gości i bardzo ułatwia dalszą współpracę z dekoracją sali. A kolejną dekoracją już na pewno będą moje etykiety na stoły, promis ;-)


Enjoy! ;-)

czwartek, 15 maja 2014

My wedding: DIY - Czerwone kokardy, czyli pomysł na ozdobienie wódki weselnej.

Jestem właśnie na etapie wprowadzania w życie ostatnich planów, co do wyglądu weselnego karczmy, dlatego mam dla Was garść małych, ale urokliwych projektów, które odwalają kawał dobrej roboty. Z racji takiej, że wesele odbywać będzie się w cudownej, drewnianej karczmie z drewnianymi ławami i efektownym grillem na środku, postanowiłam ozdabianie tego miejsca ograniczyć naprawdę do minimum. Kiedyś być może przekonacie się na zdjęciach, że jedyną ozdobą, która będzie ingerować w piękno karczmy będą białe obrusy, białe świece i minimalistyczne, najprawdopodobniej czerwone kwiaty na stołach. Potrzebowałam czegoś, co przełamie biel i padło na butelki, a właściwie wielkie kokardy, których... wcale miało nie być ;-) 

 Ale zacznę znów od końca, czyli od tego, czego starałam się za wszelką cenę uniknąć. Jeśli kiedyś przyjdzie Wam do głowy pomysł własnoręcznego zdobienia wódki weselnej, na pewno zaczniecie szukanie od wpisania "etykiety/naklejki na wódkę weselną" w internecie ;-) Przepraszam, ale... ja nie ogarniam ;-) No chyba, że chcecie zaserwować butelki z etykietą Domestosa, Durexów, czy... sami zobaczcie:


Po drodze, w poszukiwaniach były naklejki z Parą Młodą (na które już prawie byłam zdecydowana), zawieszki grające marsz Mandelsona, a nawet ubranka na wódkę weselną. (I tu moja wyobraźnia rozhulała się na dobre - wyobraźcie sobie kilkaset miniaturowych, komicznych par młodych, z czego po kilka na każdym stole!). Firmy stają na głowie, żeby zadowolić gust klienta, zastanawiam się tylko, co siedzi w głowie tym ich klientom ;-)

Nadszedł czas na moją propozycję - oto efektowny i bardzo tani pomysł na ożywienie jasnych, weselnych stołów - czerwone kokardy na wódkę weselną.

DIY:
czerwona wstążka i... dużo cierpliwości ;-)
(Polecam kupić wstążkę w hurtowniach lub jak ja, na allegro, ponieważ przybliżając ceny -
 pasmanteria: 1zł za metr, allegro: 6zł z przesyłką za 32 metry. Ja zużyłam na kokardy 3 x 32 metry, co urosłoby mi na konkretną cenę w stacjonarnej pasmanterii.)


Ta - da!


W kolejnym poście z inspiracjami weselnymi pokażę Wam, co ostatecznie wykombinowałam z etykietami dla gości weselnych. Zapowiadając, szyszki zostały zastąpione kolorem, bardzo smacznym kolorem ;-) Miłego dnia!

wtorek, 13 maja 2014

Strój dnia: Black & white.



Kurtka: Next. Spódnica: H&M. Buty: Reserved. Torebka: stylowebuty.pl. Okulary: Ray-Ban.

Tegoroczny maj jest wyjątkowo okrutny dla mnie, aczkolwiek jakby na niego nie patrzeć, to przecież bardzo dobrze się skończy ;-) Na ostatniej prostej do mojego wesela dzieje się jak zwykle najwięcej - szyszki zastąpiłam jabłkami, folklor został przysłoniony przez klasykę bardziej, niż ktokolwiek by się tego spodziewał, noclegi dla gości opłacone, więc można już przyjeżdżać ;-) Do tego, kiedy już mi zdrowie pozwala i wychodzę z łóżka, to pląsamy sobie wieczorami ze Skalskim do naszej piosenki na pierwszy taniec, która... być może jednak zostanie zmieniona. Ale czymże będzie zmiana piosenki, przy własnoręcznie (znaczy się przy bezcennej pomocy Mami) obcięta suknia ślubna, prawda? ;-) Nadszedł czas, kiedy stwierdziłam, że jednak tego dnia, którym jest dzień ślubu i wesela, ni jak nie powinno się za bardzo planować - znów wszystko wyszło jednym wielkim spontanem i chyba rzeczywiście tylko spokój mnie uratuje. Także, chyba w całej okazałości widzicie mnie tu po raz ostatni jako Pannę Skalską - następnym razem zawitam osobiście jako Pani, hej!

środa, 7 maja 2014

Ciepły czy zimny brąz, czyli analiza kolorystyczna dla każdej brunetki.

Popularność wpisu pod tytułem: "Ciepły czy zimny blond, czyli analiza kolorystyczna dla każdej blondynki." była ogromnym zaskoczeniem dla mnie - choć post ukazał się we wrześniu ubiegłego roku, ja do dziś dostaję kilka wiadomości dziennie z pytaniami od Was. Co prawda rozpoznanie typu kolorystycznego nie jest dużą filozofią, jednak jak większość z korespondujących ze mną dziewczyn przekonało się, staram się znaleźć w zakamarkach internetu odpowiednie zdjęcia, żeby jasno i wyraźnie Wam to zobrazować, co trochę mi zajmuje z odpisaniem. Ale co się odwlecze, to wiadomo ;-)

Dziś, idąc za ciosem, chcę równie jasno pokazać Wam dwa typy brunetek. Cytując tamten post, analiza kolorystyczna, to dobranie kolorów, które będą współgrały z odcieniem cery i kolorem oczu, a nie będą wyglądały nienaturalnie, wręcz sztucznie i karykaturalnie. Każda brunetka powinna wiedzieć, że istnieją TYLKO DWA typy: typ ciepły i typ zimny. Nie ma czegoś takiego, jak typ mieszany - dobra analiza potrafi jasno sprecyzować dany typ. I nie ma czegoś takiego, że da się typ zmienić, co znów spróbuję udowodnić poniżej.

 BRUNETKA, TYP CIEPŁY:
Ten typ charakteryzuje się ciepłym, brzoskwiniowym odcieniem skóry, ciepłym odcieniem oczu (od soczystej zieleni, po karmel i ciepłą czekoladę), często kobiety posiadają piegi, przebarwienia i bardzo łatwo się rumienią. Kolor włosów dla takich brunetek to oczywiście wszelkie ciepłe brązy - miodowe, karmelowe, czekoladowe, słoneczne, rude, złote... Jeśli staniecie przed półką z farbami do włosów w sklepie, zobaczycie, że takich brązów jest dużo więcej niż blondów. Analogicznie, typ ten powinien unikać zimnych odcieni oraz czerni, która zabija całe "ciepło". A jak to wygląda w praktyce? Oto poniżej przedstawiam Wam kilka Pań, które i są typem ciepłych brunetek i mają dobrze dobrany kolor włosów:


BRUNETKA, TYP ZIMNY:
Główna cecha charakterystyczna to zimna, porcelanowa, przezroczysta cera, lazurowe, błękitne, jasne oczy, ale również ciemnobrązowe, prawie czarne. Kolor włosów to każdy zimny, naturalny, stonowany, wpadający nawet w popiel. Ten typ urody bez wahania może postawić na czerń. Jeśli refleksy, to również w zimnych odcieniach. Poniżej kilka dobrych przykładów:


 A TAK NIGDY NIE ROBIMY!

- ciepły kolor włosów albo celowa przesada z solarium, żeby na siłę zrobić sobie "ciepłą" urodę - nic nie da się na siłę, sami zobaczcie, ile wyrazistości i charakteru traci dany typ kolorystyczny.
- łączenie zimnego koloru z ciepłym typem urody doda nam dobre 10 lat do metryki, uwierzcie ;-)
 

Na dobrze dobrany brąz na pewno łatwiej trafić niż na dobrze dobrany blond, jednak jak już coś, to lepiej błądzić w odcieniach swojego typu kolorystycznego, niż popełniać tak drastyczne błędy, jak autorzy powyższych, radykalnych błędów. Znów powtórzę, że przejście na przeciwny typ gwarantuje Wam brak wyrazistości i ewidentne postarzenie, czego chyba żadna kobieta nie chciałaby doświadczyć ;-)
 Nie ma też czegoś takiego, jak "wyrobienie" sobie nowego typu urody, czyli jeśli ktoś jest piegowaty, nigdy nie uzyska porcelanowej cery, jeśli ktoś ma złoty pigment we włosach, w zimnych odcieniach zawsze będzie wyglądać źle, i na odwrót. W razie pytań jestem w komentarzach i na facebooku, hej! ;-)

wtorek, 6 maja 2014

30 Days Challenge - Day 9: Perfumy, których używam.


MÓJ WYBÓR NA DZIEŃ:
 1. Niezawodne, zielone jabłko, czyli Donna Karan New York - Be Delicious.
Połączenie soczystego jabłka z aromatami egzotycznych kwiatów i drzew, oczywiście wszystko zamknięte w szklanym flakonie w kształcie jabłka. Zapach świeży, bardzo długo utrzymujący się, dlatego na co dzień jestem wierna "jabłkom", nie tylko wersji zielonej, ale również czerwonej, czy złotej ;-)


 2. MÓJ WYBÓR NA WIECZÓR:
 Shine bright like a diamond, czyli Giorgio Armani - Emporio Diamonds.
Zapach bardzo indywidualny, konkretny, mocny i wyrazisty, co bardzo cenię w zapachach na wieczór. Połączenie aromatu drewna, piżma i pomarańczowego pieprzu - dla mnie prawdziwy diament, któremu również jestem wierna! ;-)

Tym razem, flakon dostałam od perfumerii internetowej Juliett, która oferuje oryginalne zapachy z bardzo dobrymi rabatami. A poza tym, drogeria jest czynna całodobowo, a paczka wysyłana dosłownie w trybie natychmiastowym, co osoby niecierpliwe, takie jak ja, na pewno docenią najbardziej ;-)


 3. MÓJ WYBÓR NA CO DZIEŃ:
Lekkie mgiełki do ciała marki Avon to coś, co zawsze mam w torebce. Zużywam ich hektolitry, są świeże, w cudownych połączeniach zapachowych (np. granat i mango, fiołek i liczi, czy śliwka i wanilia). Co prawda nie utrzymują się długo na skórze, jednak mgiełka ma być wyjściem awaryjnym i dla mnie zdecydowanie jest ;-)


Enjoy! ;-)