poniedziałek, 11 maja 2015

30 Days Challenge: Dzień 10 - zawartość mojej kosmetyczki i kosmetyki potrzebne mi do codziennego makijażu.

Ja wiem, ja wiem, że daję przysłowiowe cztery litery z serią 30 Days Challenge, ale teraz ściskam te cztery litery i mam nadzieję, że polecę z pozostałą dwudziestką nieco szybciej ;-) Jeśli ktoś nie pamięta - "30 Days Challenge, czyli tego o mnie nie wiecie".


Dziś pokażę Wam zawartość mojej codziennej kosmetyczki, czyli 8 skalskich rzeczy, niezbędnych do przeżycia.


1. Puder Lirene Intensive Double Cover, numer 707 Beżowy - jestem mu wierna już co najmniej 2 lata i w życiu nie spotkałam ładniej kryjącego i wygładzającego fluidu. Pompką wydzielam odpowiednie porcje i taka buteleczka starcza mi na miesiąc z hakiem. Byłam, jestem i jeszcze długo będę mu wierna.
2. Róż do policzków (nigdy nie zwracam szczególnej uwagi na markę, biorę albo różowy, albo morelowy, w zależności od nastroju dnia, w którym go kupuję) - nakładam dwoma szybkimi ruchami na kości policzkowe.
3. Pędzel do różu.


4. Zalotka do rzęs - używam codziennie, ponieważ mam rzęsy długie i grube, ale proste jak druty. Dwoma ruchami zalotka wygina mi je pod niebo na cały dzień.
5. Tusz do rzęs L`oreal Voluminous Million Lashes Excess - aktualnie trzeci raz ten sam, co chyba nigdy mi się nie zdarzyło. A dlaczego? A dlatego, bo dobrze pogrubia, dobrze wydłuża rzęsy, no i wytrzymuje cały dzień bez ani jednego kruszka pod okiem.
6. Eyebrow Stylist Wibo, brązowy żel stylizujący do brwi - prawda jest taka, że jestem za leniwa, żeby wybrać się do kosmetyczki na hennę, a ta robiona w domu, przeze mnie, pozostawia wiele do życzenia. (Potem wysłuchuję od męża przez dwa dni, jaka to Kleopatra jestem.). Ten żel fajnie, delikatnie, ale zarazem dobrze i ekspresowo zaznacza moje brwi - i wilk syty i owca cała.
7. Konturówka o ust, kolor naturalny - tu akurat wyniosłam ostatnio z Rossmann`a Miss Sporty. Konturówką nie tylko obrysowuję usta, ale również delikatnie je wypełniam, przez co zastępuje mi błyszczyki i szminki (bo na co dzień trochę wyleczyłam się z intensywnych kolorów i klejących błyszczyków - dużo się z Zojdą całujemy i Zojda nie lubi :P).
8. Eyeliner - mam w kosmetyczce, ale tak naprawdę używam tylko na ważniejsze wyjścia. Na co dzień zostaję tylko przy tuszu.


Zrobienie makijażu rano zajmuje mi niecałe 4 minuty, na ważniejsze wyjście do 7 minut (przy dziecku można nauczyć się wszystkiego) i tyle, oto cała moja kosmetyczna tajemnica ;-) Enjoy!

7 komentarzy:

  1. Skalska, bycie mamą ewidentnie Ci służy! ;-) co do kosmetyczki, u mnie jest podobnie. Mniej znaczy więcej!
    Pozdrawienia z chłodnej stolicy!

    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też muszę potrenować do września :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To prawda- dziecko potrafi nas nauczyć przygotowywać się dużo szybciej niż dotychczas. Co ciekawsze, brak czasu nie wiąże się wcale z pogorszeniem wyglądu. Wszyscy chwalą i mówią, że macierzyństwo służy. Ciebie też to dotyczy Kasiu- wyglądasz świetnie!

    OdpowiedzUsuń
  4. o proszę, jaki piękny uśmiech :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale ładnie wyglądasz jak się uśmiechasz! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podpatrzyłam i zakupiłam konturówkę. Znalazły się usta i teraz posyłam cmoki do lusterka. Tyle lat w nieświadomości... Dorota

    OdpowiedzUsuń
  7. ten tusz jest super, wiele razy na sesjach make-up artist też używali go do makijażu i dlatego kupiłam :)

    OdpowiedzUsuń