czwartek, 29 października 2015

WŁOSY: Moja jesienna regeneracja włosów - kauteryzacja w domu.


Jesień to idealny czas na regenerację włosów zniszczonych przez letnie słońce i przygotowanie ich odpowiednią pielęgnacją przed zimą, mrozami i czapkami.
Jak już Wam wspomniałam we wpisie "Semi Di Lino Reconstruction by Alfaparf Milano, czyli zabieg kauteryzacji w domu.", ja w tym roku postawiłam na szybką i dosadną regenerację olejem bambusowym, czyli kauteryzację.
Teoria była w poprzednim wpisie, dziś czas na praktykę.

Do wykonania jednorazowego zabiegu potrzebuję poniższej dawki (+ szampon i prostownica), a ile potrzebujecie Wy, to oceńcie sami, czytając wpis z powyższego linku.


1. Włosy myjemy szamponem regenerującym. I tu muszę dodać, że mam włosy bardzo grube, bardzo ciężkie i zniszczone zabiegami fryzjerskimi, przez co podczas mycia plączą się okrutnie i próba rozczesania ich bez użycia maski/odżywki nie wchodzi w rachubę. A tu tak trzeba! Dlatego mój sposób jest taki, że przed myciem szczotkuję je z głową opuszczoną w dół (w takiej pozycji, w jakiej wiszę nad wanną przy ich myciu), następnie delikatnie zapieniam przy nasadzie, wykonuję masaż skóry głowy i delikatnie przeciągam po całej długości. Dzięki temu unikam klasycznemu szorowaniu włosów (co jest złe złe złe!), a mimo to, włosy mam idealnie umyte.

2. Po myciu rozczesujemy włosy. O ZGROZO! Pomimo tego, że mam swój trik z głową opuszczoną w dół, samo rozczesanie włosów bez odżywki zajmuje mi około 10 minut. Następnie rozdzielamy je na 2centymetrowe pasma i podpinamy.

3. Na każde pasmo nakładamy olejek i przejeżdżamy prostownicą kilkakrotnie, żeby ciepłem zamknąć go wewnątrz włosa. I nie bać się odgłosów, które będą przypominały palenie włosów (tak, dobrze przeczytaliście), jeśli dokładnie naniesiecie olejek, włosom nic złego się nie stanie. I tak pasmo po paśmie, całą głowę.

4. Kiedy mamy już zamknięty olejek we włosie, myjemy ponownie głowę szamponem.

5. Po myciu nakładam maskę regenerującą na 5 minut. Spłukuję wodą.

6. Na koniec, na umyte włosy i osuszone ręcznikiem aplikuję lotion. I koniec!

Poniżej przedstawiam Wam moje efekty przed i po. 
ZAZNACZAM:
 - Na poniższych zdjęciach mam sfotografowane włosy tuż po wykonaniu zabiegu i wysuszeniu ich suszarką. Bez użycia szczotki ani prostownicy (takie zdjęcia nie miałyby najmniejszego sensu, po wyprostowaniu włosy zawsze wyglądają super).
- Między pierwszym, a drugim zdjęciem jest różnica 3 tygodni - kuracja trwała 1 raz w tygodniu przez kolejne 3 tygodnie.
- Dwa różne kolory włosów przez światło, dlatego zamieszczam Wam oba porównania.



Jak naprawdę oceniam ten zabieg?

Jak gołym okiem można zobaczyć, włosy są bardziej ujarzmione, całkiem inne w dotyku i bardziej podatne na układanie. Prostowanie zajmuje mi zdecydowanie mniej czasu, ograniczam się teraz tylko do przeprostowania końców, które zawsze żyją u mnie swoim życiem. Włosy w samym dotyku są zdrowsze, jak już wcześniej sprawdziłam, efekt ten utrzymuje się do 3 miesięcy, zabieg jest łatwy do wykonania w domu, cena kosmetyków przestępna, dlatego osobiście szczerze polecam.
(Za kosmetyki dziękuję Hairstore, Wam polecam zaglądnąć do ich asortymentu, gdzie kupicie wszystkie cuda, potrzebne do tego zabiegu w promocyjnych cenach).

Jeśli macie jakieś pytania, czekam w komentarzach pod tym postem, hej! ;-)

3 komentarze:

  1. Ja właśnie planuję kupić nożyczki, aby ściąć zniszczone kłaki :D

    OdpowiedzUsuń
  2. A można nałożyć olejek kokosowy?

    OdpowiedzUsuń