środa, 9 grudnia 2015

MY HOME: Żółta sofa z Ikea i pierwsze prezenty świątczne.


 Jeśli pamiętacie, to jest ta ściana, na której była najpierw parzenica, potem Audrey Hepburn (klik), potem znów parzenica, a do ubiegłego tygodnia była pusta szara ściana (na którą chwilowo powróciła Audrey, ale niestety to już nie było to) i pusty kąt. Myślałam, że w tym roku odwlekę zakup czegokolwiek w to miejsce (bo nie miałam żadnego pomysłu) i postawię tam choinkę, jednak podczas ostatniej wizyty w Ikea zakochałam się w tej sofie! Pasuje rozmiarem idealnie, goście już nie leżą na dywanie i całkowicie ożywiła szaro - biało - czarne pomieszczenie. Jeśli ktoś zastanawia się nad tym kolorem, to powiem, że też byłam bardziej przychylna do drugiego dostępnego koloru, szarego (patrząc, że ulubionym zajęciem Zoni jest aktualnie roztapianie czekolady na palcach i malowanie po wszystkim), jednak już po pierwszym dniu w domu, na sofie wylądowała kawa, czekolada, czerwone wino i mleko modyfikowane, a wszystko zeszło po jednym przetarciu ścierką z mydłem - no sofa cud! ;-)


Resztę gadżetów wyniosłam z H&M HOME.


Wracając do drugiej części tytułu dzisiejszego wpisu, to powiem Wam, że w tym roku wydarzyło się tyle w moim życiu, że stwierdziłam, że muszę nauczyć cieszyć się tym, co mam, bardziej to doceniać, spędzać więcej czasu z rodziną i znajomymi i nie wiecznie narzekać, że nie mam pieniędzy, czasu, ani humoru, tylko ścisnąć cztery litery, zrobić dwa przysiady i dwa głębokie wdechy i iść do przodu. Miałam kupić samochód, poleciałam na wakacje do Grecji, miałam kupić nowy stół do jadalni, kupiłam aparat, który był moim nieosiągalnym marzeniem od kilku lat, bo nigdy nie miałam tej odpowiedniej kwoty "na zbyciu", żeby go kupić. Kupiłam nawet pod choinkę mężowi PS4, choć pamiętam, jak jojczyłam na XBOX'a, którego w ostateczności pozbyłam się z domu i pierwsza leciałam z nim na pocztę, żeby szybko wysłać, żeby mąż się nie rozmyślił ;-) Wszystko mi się pozmieniało, bo kto wie, czy za rok nie przejedzie mnie koń na Krupówkach, czy te czubki ze wschodu nie zwariują do końca, a ja wtedy będę sobie pluć w twarz, że tyyyyle rzeczy nie zrobiłam w życiu. Prawda?

Koniec jojczenia, bo znowu zaczynam, wiem.

 
Powyżej Zonia, po lewej na początku świątecznego maratonu, po prawej na końcu. Bo tak w sumie, to już kończymy, w tym roku wyjątkowo wcześnie. Nawet wczoraj choinka wjechała nam do domu, ale pokażę ją Wam, jak znajdę chwilę czasu, żeby coś na niej powiesić, bo na razie stoi goła i wesoła. A najgorsze, że taka mi się podoba ;-)

PS Poszukuję prezentów dla rodziny płci męskiej (wiek 30+), bo ja nigdy nie wiem, co kupić facetom na gwiazdkę.
Pomóżcie w komentarzach, błagam ;-)

6 komentarzy:

  1. Pomysły na prezent:
    - skórzany portfel,
    - skórzane rękawiczki
    - prawidła cedrowe (do skórzanych butów),
    Swojemu tacie kupiłam akurat zestaw do szkicowania a dziadkowi komplet dwóch krawatów (czyli prezent dla eleganckiego pana idealny) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna ta sofa :) ja jeszcze nie wiem co kupić :p

    OdpowiedzUsuń
  3. podobają mi się sofy na wysokich nózkach :)
    PorcelainDesire

    OdpowiedzUsuń
  4. Mój tata zażyczył sobie na prezent pod choinkę... wagę łazienkową :D

    OdpowiedzUsuń
  5. To Twoje "jojczenie" mnie zmotywowało! jojcz częściej :D

    A może dobra książka dopasowana do hobby?
    Bo ja mojemu kupiłam wielką pufę piłkę do siedzenia i cieszy się jak dziecko ale to już taka drożdza impreza ;)

    OdpowiedzUsuń