środa, 25 marca 2015

Strój dnia: Denimowa, pastelowa i wiosenna Mama!


Chyba nie muszę tłumaczyć, jak pierwsze wiosenne i słoneczne dni poprawiają mi humor i ułatwiają codzienne spacery - koniec z przedzieraniem się przez śniegi! Koniec z ciężkimi butami! Koniec z grubymi kurtkami! I teraz, znając moje szczęście, pochwaliłam się i jutro spadnie śnieg ;-) Ale urlop mam w grafiku (urlop macierzyński to nie urlop - zapamiętać), a tam, gdzie jadę jest ciepło, więc tu niech nawet żabami sypie.
Dziś wersja pastelowa, denimowa, lekka i wygodna. Jasny denim w roli głównej - te spodnie to mój ulubiony model boyfriendów, a kupiłam je sto pięćdziesiąt lat temu w H&M i teraz nagle znów się w nich zakochałam. Krótką kurtkę kupiłam za złotówkę w secondhandzie i polubiłam nie mniej niż spodnie. Do dżinsu dodałam ulubioną koszulę w kratę i wygodne trampki (cud! tak! trampki w marcu! i to na Podhalu!) i wyjechałam na spacer, bo grzechem z takiej pogody nie korzystać, a święta za pasem, grzeszyć nie wolno.


 Koszula i spodnie: H&M. Kurtka: secondhand.

Chciałam pokazać Wam też cudną stylówkę Zosi, jednak pozwoliła tylko pokazać swoje buty ;-)


Enjoy!

poniedziałek, 9 marca 2015

Dobre miejsce w Zakopanem: Geek Code - najlepsze koszulki w mieście.

Na dobre rozpoczęcie tygodnia mam dla Was kolejne dobre miejsce w Zakopanem ;-)

Zawsze zastanawiały mnie tłumy turystów walące prosto z Krupówek do dostępnych tu sieciówek, typu H&M, Reserved, czy kilku innych. Kiedy zaczęłam pracować w jednej z nich odkryłam, że większość turystów argumentuje kupowane tu rzeczy jako "pamiątki z Zakopanego", czego totalnie nie ogarniam ;-) No bo te sieciówki ani z dużym wyborem asortymentu (w porównaniu z innymi miastami w Polsce, skąd Ci turyści przyjechali), a nazywanie sukienki z Reserved pamiątką z Zakopanego (gdzie jeszcze tego samego dnia, można zobaczyć kilka osób w tej samej sukience na Krupówkach) jest trochę dziwne. A może to ja jestem dziwna ;-) 
W każdym razie, jeśli chcecie fajną pamiątkę z Zakopca oraz zapewnienie, że nie miniecie nikogo w tej rzeczy na najsłynniejszej ulicy w Zako, mam dziś dla Was dobry adres!

Geek Code, to sklep, w którym ostatnio się zakochałam i możecie być pewni, że jeszcze co najmniej kilka razy usłyszycie o nim w moich postach. RED is BAD, EVC DSGN, Piepon, ALOHA FROM DEER, The Mountain - to tylko niektóre dobre metki w tym sklepie:




A żeby nie zamykać się w kręgu koszulek, w Geek Code dostaniecie też fajne bluzy, legginsy, poduszki, pościel czy nawet skarpetki i stroje kąpielowe! A komu dalej mało, ten może usiąść sobie na wygodnej kanapie w sklepie i przeglądnąć ogromny katalog z wzorami na zamówienie, bądź zamówić koszulkę z własnym nadrukiem ;-)


Uprzedzając pytania, oczywiście, że nie wyszłam z pustymi rękami - poniższa Mona z kotem w swetrze (EVC DSGN) to moja nowa miłość na rozpoczęcie tej wiosny i już wkrótce zobaczycie ją w całej okazałości:


Kto w Zako, musi udać się na ulicę Staszica 12 (idąc od dołu Krupówkami, przy oczku wodnym w lewo i po 50 metrach dojdziecie do celu), a najlepiej dojść do słynnego oczka wodnego, gdzie odpowiednia osoba z reklamą sklepu przekieruje Was w dobrą stronę. A kto nie w Zako, a też by chciał, to walić do e-sklepu, schowanego w linku poniżej ;-) Enjoy! 

Geek Code webside - link
Geek Code facebook - link
Geek Code instagram - link

środa, 4 marca 2015

WŁOSY: Pielęgnacja włosów w ciąży, czyli prawda o szybkim wzroście, gładkości, cudowności i... wypadaniu.

Dziś chciałam poruszyć temat włosów podczas ciąży... i nie tylko. W poniższym poście znajdziecie opis tego, że w ciąży miałam włosy tak cudowne, jakich w życiu wcześniej nie miałam oraz to, czym aktualnie się na nich wyżywam, żeby cudowny stan trwał jak najdłużej.


 
Jak już pisałam, najpierw zaczęłam olejowanie, jednak musiałam z niego zrezygnować (a właściwie odłożyć w czasie), ponieważ mycie i wypłukiwanie z włosów oleju, co trwało dobre pół godziny, w pozycji pół-zgiętej nad wanną, z Zojdą w wielkim brzuchu, naprawdę nie wchodziło w rachubę. (Jednak wpis wciąż do poczytania - Olejowanie, link.)

Następnie postanowiłam, że skoro taka kuracja odpada, to sięgnę po sklepowy produkt - zastrzyki z keratyny marki Schwarzkopf (link). Nie będę Wam tu opisywać składu, no bo przecież na kosmetykach się figę znam ;-), jednak chcę przedstawić Wam opis działania na moich włosach.


W pudełku jest 8 ampułek wypełnionych bezbarwnym płynem, który dobrze rozprowadza się na włosach - nawet na moją masakryczną ilość włosów wystarczała jedna ampułka, co się bardzo rzadko zdarza. W roli przypomnienia, mam włosy grube, długie, suche i zniszczone zabiegami fryzjerskimi, a myję je dwa razy w tygodniu, dlatego, że w ogóle mi się nie przetłuszczają, i nie mam potrzeby częściej. Z prostego rachowania, kuracja zajęła mi miesiąc. 


Sposób użycia? Najpierw myłam głowę szamponem (wciąż wierna L`oreal Absolut Repair, wykańczam właśnie drugą butlę i poszukam czegoś ciekawszego ;-)), następnie wyciskałam płyn z ampułki na włosy, po 15 minutach, kiedy włosy nasiąkły, spryskiwałam je odżywką w spray'u, żeby rozczesać czuprynę. I finito, tak przez miesiąc, po którym moje włosy doszły do takiego stanu, że nie używam prostownicy ;-)



Kolejna ważna rzecz, to szczota, szczota i jeszcze raz szczota! Oczywiście odpowiednia do danych włosów. Ja od jakiegoś czasu używam płaskiej szczoty Remingtona (swoją drogą, nie wiem czy wiecie, ale to jest model, który odżywia włosy - zawsze mnie bawi to stwierdzenie), która dobrze i szybko rozczesuje moje włosy oraz idealnie sprawdza się przy prostowaniu ich suszarką. Dla mnie szczota na 5+.


I na koniec należy pamiętać, że systematyczne podcinanie włosów u fryzjera, to sprawa kluczowa w zapuszczaniu włosów. Brzmi jakbym zaprzeczyła samej sobie, ale taka jest prawda - włosy niepodcinane rozdwajają się na końcach, łamią i nigdy nie przekroczą pewnej długości. Znacie ten stan, kiedy zapuszczacie włosy i ni jak nie możecie przekroczyć pewnej granicy? Otóż to właśnie wina łamiących i wykruszających się włosów. A jeśli ktoś narzeka, że centymetr fryzjerski ma 5 normalnych centymetrów, i fryzjer zawsze tnie ile chce, to niech zmieni fryzjera na takiego z dobrym wzrokiem ;-)

Wracając do tematu włosów w ciąży, wraz z urodzeniem dziecka, rozpoczął się u mnie etap wypadania włosów, co jest zupełnie naturalną reakcją organizmu. Jeśli ktoś narzeka na wypadanie, bo ma pełną szczotkę włosów po dwóch dniach, to na pocieszenie powiem, że moją szczotkę czyściłam dwa razy podczas jednego czesania (opisy zatkanej wanny, prysznica i pędzące po podłodze tornada z włosów pozwolę sobie opuścić). Po raz pierwszy w życiu cieszyłam się, że mam tak dużo włosów! Taka makabra trwała dwa miesiące, teraz wszystko się unormowało i tylko czekam, aż z wiosną wybiją na mej głowie miliony małych, odstających i wkurzających antenek ;-)

Podsumowując, prawda jest taka, że w ciąży w organizmie kobiety hormony hulają jak głupie, co oczywiście nie przechodzi bez echa obok włosów. Ja w ciąży miałam włosy cudowne! - Grube, lśniące jak nigdy dotąd, a rosły jak szalone i zdecydowanie przekraczały standardową granicę 1cm na miesiąc. Obiektywnie nie mogę stwierdzić, czy to dzięki hormonom, zastrzykom z keratyny, czy mojej obsesyjnej pielęgnacji, jednak na pewno po części każdego. No nic tylko dzieci rodzić :D


Enjoy! ;-)