sobota, 21 listopada 2015

Instagram MIX - listopad 2015!


ZONIA po raz pierwszy!



 

 WŁOSY: Jak widać, w ciemnym brązie wytrzymałam miesiąc, a za obecne pojaśnienie odpowiada moja siostra 
(oj czego myśmy w duecie na włosach nie robiły :-))


Happy Family!


ZONIA po raz drugi!


MY HOME: DIY1. DIY2. DIY3



A po całą resztę zapraszam tu:
https://www.instagram.com/kasia.gasienicowa/

Enjoy! ;-)

środa, 4 listopada 2015

Bebetto Luca - moja opinia po roku używania.

Za miesiąc minie rok, odkąd przyjaźnię się z wózkiem Bebetto Luca! Myślę, że rok, to jest odpowiedni czas, by obiektywnie spojrzeć na funkcjonalność i stan tego sprzętu, dlatego, z racji tego, że już kilka razy pojawiła się prośba o taki post w komentarzach, dziś Wam o tym opowiem.

Tuż przed urodzeniem Zośki, szukaliśmy wózka - najpierw był przegląd: "Przegląd wózków wielofunkcyjnych - Bebetto Luca.", potem wybór: "Bebetto Luca 3w1 - mój wybór wózka dla dziecka!"
Nie będę tu opisywać wózka, bo wszystko znajdziecie w dwóch powyższych linkach, ja dziś skupię się na wrażeniach i stanie wózka po przeżyciu roku na Podhalu ;-) Jedyną informacją przypominającą model, to wersja wózka w kolorze 230, z białym, aluminiowym stelażem, pompowanymi kołami i kolorem nosidełka 131.

Ogólnie.
Stelaż + nosidełko - cudowna, lekka sprawa przy wyjazdach do przychodni na szczepienia. I to pierwsza myśl, która przychodzi mi do tego zestawu, bo używałam go sporadycznie, wolałam gondolę. Aczkolwiek kilka razy zdarzyło nam się z nim przespacerować. Wielki plus przy szybkim manewrowaniu w sklepach ;-)


Stelaż + gondola - producent na opakowaniu informuje, że stelaż + gondola to 13 kg, dodając wagę dziecka (tu Zoni, w kombinezonie i kocach, bo to był grudzień i zima), myślę, że u mnie wychodziło około 18 kg. I była zima, zima w Zakopanem, śniegi po pas, nieodśnieżone chodniki i codzienne spacery. Czy 18 kg to dużo? Jako młoda matka miałam tyle energii i adrenaliny, że po 6 tygodniach ważyłam mniej niż przed ciążą, ale w ogóle nie mogę powiedzieć, że było mi ciężko pchać ten wózek. Wydaje mi się, że gdyby Zonia urodziła się w lecie, a ja przyzwyczajona do jazdy po suchych chodnikach, nagle zostałabym zaskoczona przez zakopiańską zimę, mogłabym narzekać i coś jojczyć, jednak pierwsza zima za nami, a wózek odwalił naprawdę kawał dobrej roboty. Tłukliśmy nim niemiłosiernie przez te zaspy i wydaje mi się, że nie każdy wózek dałby radę w takich warunkach.


Stelaż + spacerówka - na spacerówkę przesadziłam Zonię dosć szybko, bo w marcu, kiedy jeszcze był śnieg, a Zonia miała około 3 miesięcy. Chyba wtedy zaczęło być mi ciężko z gondolą, Zonia zaczęła interesować się wszystkim dookoła i nie chciała leżeć na płasko, i pamiętam dzień, kiedy wyjechałam pierwszy raz ze spacerówką - pomyślałam, że jest to wózek idealny! ;-) Nie wiem dlaczego, bo wg producenta spacerówka jest tylko 1 kg lżejsza, jednak jakaś taka zgrabniejsza, mniejsza i bardziej zwrotna. Każda matka mi tu pewnie potwierdzi, jaką cudownością jest na przykład samodzielne otwieranie drzwi, nachylając się nad wózkiem - jak nie mogłam tego zrobić nad gondolą, tak nad spacerówką bez problemu. I chyba dzięki temu czułam się ze spacerówką, jak królowa szosy, przez co złego słowa na ten zestaw nie powiem.


A jak Zonia chce spać, to spacerówka rozkłada się na płasko i ma fajny podnóżek, a gondola nie ma.
A Zonia bardzo ceni sobie wygodę ;-)


Rozmiary.
 Wymiary gondoli 77x34x21(cm)
Wymiary siedziska spacerówki 50x31x24x23(cm)
Wymiary wózka złożonego 88x33(cm)
Wymiary wózka rozłożonego 119x106x61(cm)

Osobiście, w życiu bym tego nie zmierzyła przed kupieniem wózka, dlatego w ogóle mnie to nie interesowało wcześniej. Interesowało mnie najbardziej w rozmiarach, jak wysoko jest rączka, bo moje Mężo ma 2 metry wzrostu i też czasami chodzi na spacery ;-) Oczywiście regulacja rączki: min 76 max 112(cm), oczywiście dla niego o jakieś 5 cm za mało, ale musi cierpieć, co by za dobrze w życiu nie miał. To jest jedyny minus wózka, który każe tu przekazać moje Mężo.

Co do innych wymiarów, to chyba najlepiej porównać sobie z innymi wózkami, jeśli ktoś się waha, bo ja nie mam porównania. Mogę powiedzieć, że fajnie, jednym przyciskiem składa się do samochodu, rozkłada jeszcze szybciej, stacjonuje u nas w domu i jeszcze nikt się o niego nie potknął, dlatego do rozmiarów tego wózka również nie mogę się przyczepić.

Pompowane koła.
Pamiętam, jak wiele osób mnie przed nimi ostrzegało - że pękają na każdym zakręcie, że będę szukać i sprowadzać nowe koła, bo dętek to w ogóle nie dostanę. Ale ja się uparłam, bo bardziej przestraszyłam się piankowych, wygniecionych i uszczerbanych kół, które widziałam. Jak to ryzyk - fizyk, nasza Luca codziennie jeździ wcale nie po cudownych chodnikach, bardzo często po drodze Pod Reglami, kamieniach i dziurach, zjechała nawet z Gubałówki, i nasze koła są w stanie idealnym, od nowości.


Biały stelaż.
A mowili, że będę jeździć ze szmatką i pięć razy dziennie go czyścić, a że to każdą rysę będzie widać, a to, a tamto. Ja po prostu lubię biały kolor pod każdą postacią i wiedziałam, że stelaż musi być biały. Po roku stwierdzam, że jak na miejskie chodniki, wózek jest cudowny i przecieram go chusteczką nawilżoną naprawdę od wielkiego dzwonu (czytaj raz na 2 miesiące), po wycieczce w góry wyciągam same koła i wrzucam pod prysznic. Bywałam z nim natomiast u mamci na wsi i wtedy zaczynała się zabawa - jako pedantka, rzeczywiście potrafiłam go czyścić z kurzu raz dziennie ;-)
 Co do odrapań i rys, to powiem Wam, że biały stelaż był strzałem w dziesiątkę! Szanujemy i uważamy na wózek, jednak kilka zadrapań oczywiście się zdarzyło i wtedy z pomocą od razu przyszła...  biała farbka olejna lub zwykły korektor :P Rysa zniknęła w kilka sekund, w przypadku srebrnego lub czarnego stelażu myślę, że tak szybko by nie poszło.


Wypłowiały kolor.
I tu Wam powiem, że ja to w ogóle chciałam kolor czarny, jednak poszłam na kompromis z Mężo i wybraliśmy kolor ciemnoszary. Nie mogę powiedzieć, że wypłowiał, bo gdyby mi ktoś tak powiedział, to wyobraziłabym sobie jakieś plamy, odbarwienia, czy inne paskudztwa. Nasz kolor delikatnie pojaśniał, jednak zauważyć to można dopiero, kiedy przyłożę do niego parasolkę, która leży w pudle od nowości. Kolor jest minimalnie jaśniejszy, ale po całości.

Minusy.
Prócz tego, że jest za mała regulacja wysokości rączki dla mojego Mężo, zauważyłam jeszcze jeden minus. A właściwie zauważyłam nie tylko ja, jak się okazało. Kiedy przesiadłam się na spacerówkę, po jakimś tygodniu zaczęła mi opadać buda, a to niestety jest podstawowy problem, jeśli ma się do czynienia z silnymi wiatrami, opadami czy podskakiwaniem wózka na kamieniach. Dostawałam szału i zaczęłam googlować, jak to ja. Okazało się, że jest to bardzo częsty problem tego modelu (właściwie nie wiem jak z innymi), dlatego postanowiłam napisać do serwisu Bebetto. Na odpowiedź mojego maila czekałam, żeby Was nie skłamać, 2 godziny, a jeszcze tego samego dnia wysłano mi małą, zapasową część, którą podobno bez problemu miałabym sobie zamontować. Bezpłatna paczka przyszła na drugi dzień, jednak wcześniej znalazłam dobrą radę zaradnej matki (oczywiście w googlach), która dokręciła jedną śrubę i wszystko było cacy. Także, zanim części przyszły, ja już dokręciłam, co miałam dokręcić, i do dziś jest w porządku. Niech żyje sprawny serwis Bebetto! Niech żyją google!


Podsumowanie.
We wrześniu dokupiliśmy lekką spacerówkę, tak zwaną parasolkę, głównie na potrzeby wyjazdu na wakacje i strachu przed zniszczeniem wózka w samolocie (przyuważcie kiedyś na lotnisku, jak "delikatnie" panowie obchodzą się z wózkami, wrzucając je do samolotu). Jako, że jest lekka i fajna, zachwyciłam się nią, i jesień przejeździłam. Nie wyobrażam sobie jednak nie powrócić do Bebetto Luca na nadchodzącą zimę, czyli w Zakopanem już ;-) Po roku użytkowania, jestem nadal zachwycona tym wózkiem i dalej tak samo polecam.

PS
Polecam wszystkim, kilku znajomych pewnie może podpisać się pod dzisiejszym postem, kilka modeli wyjechało ze sklepu na moich oczach ;-)
Oto Zonia w Luce i jej best friend Szymek, również w Luce. 
Szymek grzeczny, Zonia jak zawsze ;-)