wtorek, 23 lutego 2016

Mój powrót do formy sprzed ciąży, czyli co jadłam, co świczyłam, ile przytyłam i ile schudłam.


Na wstępie dzisiejszego wpisu chcę zaznaczyć, że nie jestem trenerem, siłownię omijam szerokim łukiem (choć cały czas obiecuję sobie, że to zmienię), korzystam z porad dwóch trenerów personalnych, z którymi mieszkam pod jednym dachem, ale i tak zawsze kończy się na "moich cudownych dietach i ćwiczeniach", od nich chłonę teorię, praktykę odwalam swoją. Wielokrotnie pytaliście mnie, co zrobiłam, że po ciąży wyglądam, jak wyglądam, dlatego dziś odsłonię przed Wami cały swój sekret ;-)


Przed ciążą moja waga wahała się zawsze miedzy 55 - 65 kilogramów (bez najmniejszego problemu umiałam zacisnąć pasa i schudnąć do 55kg, bez równie najmniejszego problemu umiałam szybko je nadrobić do 65kg). Wynikało to zapewne z setek diet, które obiecywały mi cuda, którymi się zachwycałam, radykalnie chudłam i potem super tyłam. Kiedy zaszłam w ciążę ważyłam 59 kilogramów, czyli byłam w środku mojej normy.


Odkopałam książeczkę ciążową, żeby podać Wam tu konkretne liczby i pierwszy wpis mam w 10 tygodniu, kiedy ważyłam 62 kilogramy. Sprawa z początkiem ciąży u mnie wyglądała tak, że pierwszy trymestr był fatalny (rzygałam jak kot, nie przyswajałam nawet wody, potrafiłam leżeć w łóżku cały dzień, mdliło mnie na wszystko - od widoku samej lodówki, na paście do zębów kończąc), był fatalny do tego stopnia, że w 2 miesiącu byłam już na zwolnieniu lekarskim, bo nie nadawałam się do jakiejkolwiek pracy. Co do wyglądu, to przez te pierwsze miesiące bardzo chudłam, bo patrząc na 10 tydzień, waga 62 kg nie jest szczególnie wysoka (aaa! potrafiłam być grubsza niż w 3 miesiącu ciąży, bez ciąży!).


Potem, kiedy weszłam w drugi trymestr, wszystkie mdłości, jak ręką odjął! Ba! Zaczęłam nadrabiać stracony czas i smaki. Książeczka jasno wskazuje, że moja waga na kolejnych badaniach wskazywała co raz to zawrotniejsze liczby: 63, 65, 66, 69, 71, 73 kg.


Na porodówkę trafiłam z wagą 75 kg, czyli w ciąży przytyłam 16 kg. Być może nie uwierzycie, bo powiecie, że na moich ciążowych zdjęciach w sukience i szpilkach zmienia się tylko brzuch, ale uwierzcie, zdjęcia zdjęciami, brzuch nie ważył 16kg. Przy wzroście 165cm, byłam trochę kobieta - rakieta, choć wtedy wcale tego nie widziałam (z perspektywy czasu uważam, że to dobrze, bo pewnie bym zabrała się za jakieś nie do końca zdrowe ćwiczenia). Pan Bóg naprawdę dobre geny mi załatwił, bo trzeciego dnia po porodzie, przy wypisywaniu, miałam już cały brzuch ściągnięty do rozmiaru sprzed ciąży. Moim głównym (przerażającym mnie wtedy) problemem było to, że nie mogłam zapiąć się w żadne spodnie - takie uroki naturalnego porodu i rozszerzenia kości miednicy ;-) Myślałam, że tak już zostanie, nawet pogodziłam się z tym i kupiłam nowe spodnie (bo rozszerzenie to miałam naprawdę kilka miesięcy), jednak i to wróciło do normy sprzed ciąży.


6 tygodni po porodzie stwierdziłam, że zacznę coś ćwiczyć w domu. Trafiłam na Mel B, którą wcześniej znałam tylko z Spice Girls ;-) Ta mega pozytywna babka sprawiła, że uzależniłam się od jej 10 minutowych treningów! Właśnie czegoś takiego potrzebowałam - nie byłam w stanie poświęcić godziny na skalpel, czy inne polecane cuda, bo Zośka spała po 20 minut w których musiałam zrobić wszystko w domu plus mój trening. 


Zaczęłam od dwóch treningów dziennie, bez sztywnego harmonogramu. Kiedy w jeden dzień robiłam nogi + pośladki, drugiego brzuch + abs, kiedy trzeciego dnia wypadło mi niezapowiedziane wyjście ze znajomymi (wtedy jeszcze nic nie umiałam planować) wtedy trening w ten dzień odpadał, a następnego dnia dodawałam do dwóch treningów z Mel B wariacką tabatę, która mnie rozgrzeszała. Starałam się ćwiczyć 4 dni, po czym robiłam dzień przerwy, jednak jak wyżej napisałam, różnie z tym było. 

Muszę wspomnieć o jednej, podstawowej rzeczy, która moim zdaniem była najważniejsza w pierwszych miesiącach po porodzie, a mianowicie o spacerach z wózkiem. Zocha urodziła się pod koniec grudnia, 3 tygodnie później pokazałam jej zakopiańską zimę (a zima jeszcze wtedy była, w przeciwieństwie do obecnej ;-)). Wytyczyłam sobie 9 kilometrową trasę po Zakopanem i pokonywałam ją codziennie (zajmowało mi to od 1,5 - 2 godzin). Dotleniałyśmy się, ja się ruszałam, a Zocha hartowała, być może dzięki temu do dzisiaj nie była jeszcze konkretnie chora (odpukać!).


Co jadłam? We wszystkich dietach i ćwiczeniach gubi mnie to, że ja KOCHAM JEŚĆ ;-) Widzieliście, żeby kiedyś na moim Instagramie pojawiła się jakaś sałatka, przekąska, albo inne lekkie danie? Prawdziwie serwuję Wam to, co jem, dlatego królują tam pieczone karczki, schabowe, pieczone ziemniaki, bekony i tatary (no i od samego pisania już jestem głodna). Ja po prostu jem i ćwiczę dla rozgrzeszenia, potem znów jem i znów ćwiczę i tak w koło ;-)

Mój przykładowy tydzień z Mel B:
Poniedziałek: nogi + pośladki
Wtorek: ABS + brzuch
Środa: ramiona + nogi + tabata
Czawartek: pośladki +  ABS + tabata
Piątek: WOLNE!
Sobota: tabata x2
Niedziela: nogi + pośladki

... i tak w kółeczko ;-)

Wszystkie potrzebne mi filmiki zamieszczam poniżej:








Oczywiście Mel B ma jeszcze kilka innych treningów, jednak te stały się moimi ulubionymi i ćwiczę tylko te. Oglądnijcie też pozostałe, być może akurat w innych się zakochacie ;-)

Teraz, 14 miesięcy po porodzie, ważę 55 kilogramów przy wzroście 165cm, jednak znów potrafię chudnąć i tyć, ale działa to tym razem na poziomie 51 - 55 kg. Jestem już typowym rozmiarem S, nie jak wcześniej S/M. Staram się dalej ćwiczyć z Mel B i tabatą co najmniej 3 razy w tygodniu, jem dalej to, na co mam ochotę i mam ostatnio ambitny plan wykupienia sobie karnetu na siłownię (uważam, że jak już go kupię, to będę musiała chodzić), tylko zastanawiam się, gdzie tę siłownię jeszcze wcisnę w swój grafik ;-)


Oto cała historia i ten sekret, o który nie raz pytaliście. Osobiście uważam, że jeśli ktoś nie choruje przewlekle, nie ma powikłań poporodowych, to WSZYSTKO SIĘ DA! WYSTARCZY CHCIEĆ ;-)

Zapraszam na Instagram, gdzie bywam częściej (klik w zdjęcie):

www.instagram.com/kasia.gasienicowa

6 komentarzy:

  1. Ja 16 dzień ćwiczę z Mel B. Na youtubie znalazłam playlistę z całotygodniowym planem ćwiczeń!! Są super! Konkretna babka z niej :) lubię praktycznie wszystkie ćwiczenia i codziennie jakieś wykonuję. Na szczęście jest to fajnie rozplanowane, raz ok.50min, potem ok.30, znowu 50,potem ok.40 itd. Zobaczymy ile jeszcze tak pociągnę, ale na razie nie odpuszczam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj ciekawe czy ja będę miała w sobie tyle zapału ;) Póki co, jestem na etapie powolnego przybierania kilogramów, więc wszystko przede mną :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tez staram sie powrócić do formy bo chorobie ze sterydami gdzie mi przybyło 8kg, ale na szczęście powoli jakoś idzie. Ale to cu dużo mowić wyglądasz świetnie Kasia ;) zaraz biore się za Mel B

    OdpowiedzUsuń
  4. Ślicznie wyglądałaś z brzuszkiem :) na pewno ci sięuda!
    PorcelainDesire

    OdpowiedzUsuń
  5. ja osobiście polecam wyzwania ze strony motywacjanonstop.pl . Są to wyzwania dwutygodniowe, codziennie inne ćwiczenia, z równymi trenerami, trwające około pół godziny ;) ćwiczę tak ponad meisiąc i jeszcze mi sie nie znudziło ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. A czy karmiłaś piersią? To też bardzo pomaga w gubieniu kilogramów :) Ja po 3 miesiącach od porodu zaczęłam wyglądać prawie jak przed ciążą.
    Pozdrawiam Basia

    OdpowiedzUsuń