czwartek, 31 marca 2016

Instagram mix - Marzec u Skalskiej - wiosna, żłobek i totalny nieogar!

Ajajaj... Marzec był dla mnie zdecydowanie najbardziej intensywnym miesiącem od dwóch lat i naprawdę cieszę się, że dziś się kończy ;-) Jak wiecie, po dwóch latach wróciłam do pracy, Zocha zadomowiła się w żłobku, nadeszła wiosna, więc wymyśliłam kolejne remonty, przebudowy i zdobienia naszego domu, przez co mój Mąż już prawie całkowicie osiwiał i ten miesiąc był tak intensywny i szybki, że zupełnie nie wiem, kiedy przeleciał mi między palcami. Dziś kolejny skrót, w ramach rekompensaty za moją dość długą nieobecność tu, ale w kwietniu zapowiada się więcej "wolnego" i postaram się pisać systematyczniej. Tymczasem startujemy z marcowym skrótem!


W mojej szafie nic nowego - szpilek na nogach nie miałam już sto lat, dlatego myślę, że gdybym teraz założyła je, to bym się mogła zabić ;-) Obcasy zamieniłam na kilka par bardzo wygodnych butów sportowych, w których po prostu jest mi najwygodniej biegać przez pół dnia w pracy. Czarno mam strasznie w szafie, ale to mój ulubiony kolor i jak przed każdą wiosną zarzekam się, że będę czerń przełamywać kolorami, tak w tym roku jest moim zdecydowanym numerem jeden i zostawiam ją w spokoju.


Zofianna poszła do żłobka, a właściwie chodzi już od końca lutego. 3 tygodnie ryczała strasznie, teraz sama rozbiera się przy swojej półce, niezmiennie bierze pandę pod pachę i hula przez pół dnia. Wszystko jej pasuje, Paniom Ciociom coś tam nie wszystko, ale nie każdy może mieć wszystkiego ;-)


Pazury, pazury... Na środkowym zdjęciu pokazałam Wam, jak urosły mi paznokcie po miesiącu stosowania Semilac'ów. Były piękne... i po dwóch dniach w pracy wyłamałam wszystkie. Teraz już nauczyłam się bardziej na nie uważać, ale są znów na etapie odrastania, więc jeszcze chwilę i pokażę Wam wszystkie nowe kolory na sobie. A kolorów dostałam w prezencie całą pakę na Dzień Kobiet, więc będzie dużo malowania ;-) Dzięki Semilac!


Włosy mam wciąż te same, w tym miesiącu królowały warkocze mojej siostry i... grzywka Zofianny obcięta nożycami kuchennymi (tak, obcięła matka, tak, fryzjerka).


DIY w tym miesiącu, hardkorowo, w liczbie pojedynczej - stanik z paskami, link do wpisu. A po prawej zapowiadajka naszego zakochanego balkonu i schodów, o które walczyłam z wszystkimi trzy lata, aż się jak zwykle mój Tatko Mistrz ulitował i będzie pięknie! Pokażę już w kwietniu ;-)


Co nowego w Zakopanem? Podobno kwiecień - plecień, ale w tym roku, do tego przysłowia idealnie pasowałby marzec. Jednego dnia była zima, drugiego słońce i zielona trawa, trzeciego taka wiosna, że chodziłam bez kurtki, a czwartego zamieć śnieżna - pogodowych atrakcji nie brakowało, teraz jest super, ciepło, słonecznie i mogłoby już tak zostać ;-) Trzecie zdjęcie zna dobrze każdy, kto śledzi mój instagram - Galeria Krupówki. I tu muszę, a właściwie chcę napisać wytłumaczenie moich okropnych hasztgów z insta, które poruszyły co niektórych. Mój stosunek do obiektu jest podwójny: po pierwsze, oceniam go jako osoba, która kocha Zakopane od urodzenia, osoba, która bardzo ceni sobie widok pięknych, naszych gór i wszelakiego przejawu folkloru i zabudowy zakopiańskiej, i z tejże strony uważam, że ten obiekt wygląda jak krematorium, nie ma w nim nic z zabudowy, ani góralskiego folkloru (którego na Krupówkach w szczególności oczekuję i oczekujemy), jest paskudny, ohydny i nie powinien nigdy stanąć w tym miejscu, w którym stoi. I nie wycofam się z żadnego dodanego hasztagu i będę to powtarzać, dopóki ten budynek tam stoi. Drugą moją stroną jest strona osoby, która żyje i mieszka w Zakopanem - nie oszukujmy się, mamy tu dwa konkretne sklepy odzieżowe na krzyż, sto pięćdziesiąt Biedronek i dwie duże siłownie. Dla mnie, mieszkanki tego miasta, taka galeria jest potrzebna i jeśli pojawią się tam nawet dwa kolejne, fajne sklepy, to będzie super. Dlatego, jak Galeria Krupówki jest paskudna, tak trochę potrzebna, ament.


Będzie dziarrando! Moim marzeniem jest cały rękaw z kwiatów, ale mogłabym o tym mówić godzinami, dlatego wszystko opiszę Wam w kolejnym poście ;-)


Pozdrawiam, ja uciekam do pracy, a Was zapraszam na Instagram:

https://www.instagram.com/kasia.gasienicowa/

niedziela, 13 marca 2016

Strój dnia: Czerń i neonowy róż, czyli babeczka, żona i matka na luzie.


Ani to nie był dobry dzień na robienie zdjęć, ani odpowiednia pogoda na taki strój, ale dawno mnie tu nie było i chciałam Wam przypomnieć, jak wyglądam ;-) I nic nie bójcie, herbata z korzeniami, cytrusami i pigwówką zwalczyła wszelkie początki choroby, więc wszystko jest ok, będę żyła.

Dziś zrobiona na czarno (ostatnio żadna nowość) z moim ulubionym kolorem, którym przełamuję wszystko, neonowym różem. Zazwyczaj mam go jeszcze na ustach, bo znalazłam fantastyczną szminkę, ale o moich ulubionych szminkach jeszcze w tym tygodniu postaram się Wam tu napisać odrębny wpis. Dziś bez szminki, bo tak spieszyłam się z domu, że po prostu zapomniałam, a zdjęcia nie były w planie.


Neonowe buty z DeeZee są idealne do biegania po mieście (ach, nawet nie wiecie, jak ostatnio zaczęłam doceniać płaskie buty), neonowe akcenty na moim ulubionym kominie, który mam już dobre kilka miesięcy i noszę prawie bez przerwy, ale dopiero teraz jakoś przedstawiam Wam go tu. Komin Maiko, fantastyczna Babeczka, no i projektuje i szyje po polsku, a to cenię najbardziej.


Kurtka: Mango. Sukienka: H&M. Komin: Maiko. Buty: DeeZee.
♫ Megitza Trio - Noc i dzień