niedziela, 29 maja 2016

Jak powstają zdjęcia na bloga, czyli Gąsienicowej team w akcji!


Nigdy nie mogłabym być fotografem - w życiu nie umiałabym znaleźć fajnego miejsca do zdjęć, nie umiałabym pokazać modelowi, jak ma pozować, a połączyć jedno z drugim to dla mnie już kompletna abstrakcja. Dlatego też, nocami śledzę mnóstwo blogów i to z nich czerpię wszelkie inspiracje. Ja jestem lewa w pozowaniu, jestem masakrycznie niefotogeniczna (żeby zrobić 10 dobrych zdjęć na bloga, najczęściej wybieram ze 100 i czasami wybrać nie mogę), a teraz jeszcze doszedł mój mini stylista, który pcha się przed obiektyw, jak tylko umie, przez co zdjęć trzeba zrobić nie sto, a dwieście. Ale w tym wszystkim najważniejsze jest to, że ja bardzo lubię blogować, w zamyśle tego bloga jest Kasia Skalska, czyli ja, więc musiałam pogodzić się z tym, że to ja będę na tych zdjęciach i dlatego dziś pokazuję Wam, jak to naprawdę wygląda, co przynoszę w aparacie do domu poza tymi kilkoma zdjęciami, które widzicie w ładnych, oficjalnych postach ;-)


Jak zapewne widzicie, większość moich "sesji" wykonuję w parku, bo lubię to miejsce w tym mieście. Bardzo chciałabym zapozować na dachu, w tłumie na Krupówkach czy tym podobnym miejscu, ale jestem tak dzika, że nie wyobrażam sobie, że ktoś mnie obserwuje, ktoś na mnie patrzy przy wykonywaniu zdjęć. Potwierdzi Wam to każda osoba, która robiła mi zdjęcia, że gdy tylko pojawiają się ludzie na horyzoncie, ja zarządzam przerwę ;-) Środek tygodnia w naszym parku jest idealny, dlatego najczęściej wtedy można mnie tu spotkać.


99% sesji wychodzi spontanicznie, tylko w 1% szykuję się i wychodzę z domu tylko na potrzeby wykonania zdjęć. Najczęściej wyglądam, jak na zdjęciach, tylko bez tych ładnych butów, które noszę w torebce i przechodząc przez park (mieszkam 200 metrów od parku, więc wszystkie drogi i tak prowadzą mnie tam), robię zdjęcia, a po 5 minutach kontynuuję spacer czy obowiązki matki, żony i wszystkich zawodów świata. W tym przypadku buty miałam w torbie, bo jechałam dokupić do nich lakier do paznokci, w drodze do doktorka, a następnie Biedronki. I oto cały sekret tej sesji.


Sekretem wszystkich moich sesji na blogu jest też fotograf, najczęściej mój Mąż, który ma niesamowitą cierpliwość do mnie. Nie znam drugiej osoby, która zniosłaby moje humory, moje darcie, sprawdzanie aparatu, pouczania i kłótnie, które wszczynam. Jędrek ze stoickim spokojem wyciąga aparat, każe mi się ustawić i cyka tych dwieście zdjęć w pięć minut, ale... jak widać ma w tym swój sposób ;-)


Mogłabym tu pisać i pisać, ale Zośce wyłażą hurtowo tylne zęby (takie mam problemy w domu!), spania w dzień nie ma i piszę tego posta już trzeci dzień, ale marniej mi poszło niż się spodziewałam ;-) Zdjęcia niech powiedzą Wam wszystko, w razie pytań walić w komentarzach, a ja tylko na koniec przypomnę tych kilka ładnych zdjęć, które mimo wszystko udało się zrobić:




https://www.instagram.com/kasia.gasienicowa/

2 komentarze:

  1. Uwilbiam taki styl pisania! Bardzo inspirujący, pełen energii i życia pełną piersią. Kąsek!
    PS. Czy krawcowa szyje też wysyłkowo? Sukienka prima sort!;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciesz się, że Twój Andrzej jest cierpliwy przy zdjęciach. Mój mąż jest tak narwany, że zdjęcia czegoś co uszyłam robimy kilka tygodni...ma-sa-kra....

    OdpowiedzUsuń