środa, 21 września 2016

KOSMETYKI: Wrześniowe denko kosmetyczne oraz kilka nowości.

 Denko, czyli postanowiłam opowiadać Wam o moich kosmetykach, ale dopiero po zużyciu ich, co uważam za bardziej wiarygodne i sensowne. Dziś podsumuję 8 pustych opakowań i przedstawię Wam wstępnie 6 nowości u mnie w kosmetyczce. Start! ;-)

DENKO!


1. AVON Planet SPA, oczyszczający peeling do twarzy z marokańskim olejkiem arganowym -
 wielokrotnie powtarzałam Wam, że nie jestem fanką AVON'u, jednak i takie perełki się u mnie zdarzają. Miałam jazdę na piękny zapach tego peelingu, więc kupiłam. Powinnam zacząć od tego, że od peelingu oczekuję peelingowania, nie masażu kremem, co zagwarantował mi ten kosmetyk. W moim odczuciu nie oczyszczał mi skóry i był trudny do zmycia, jedynie to pachniał tak dobrze i mdląco, jak chciałam.
W skali od 1 do 6 : 2 i nie kupię go więcej.

2.  BIELENDA, super power mezo tonik, czyli aktywny tonik nawilżający - 
 dla mnie PETARDA! Silnie nawilżał, a kiedy używałam go wieczorem pod krem, łagodził mi skórę, z czym u mnie naprawdę nie radzi sobie każdy tonik. Moja przesuszona skóra go uwielbia, a mój wymagający nos kocha jego zapach, stąd też
w skali od 1 do 6 : 6 i na pewno kupię go ponownie.

3. L`OREAL, NUTRI - GOLD olejkowy rytuał, czyli olejek to twarzy - 
zdarza się czas, kiedy muszę odstawić kremy do twarzy i zastąpić je czymś naprawdę mocnym i dosadnym, dlatego jakiś czas temu kupiłam ten mix 8 regenerujących olejków (róża, pomarańcza, lawenda, gernium, jaśmin, majeranek, rozmaryn, marakuja) i uwielbiam stosować go na przemian z kremami. Pachnie obłędnie, do jednorazowego użycia potrzebuję trzech kropli olejku, więc jest bardzo wydajny, a moja skóra regeneruje się przez całą noc, bo dopiero rano usuwam ostatnie, pozostałe po nim filtry z twarzy. Uwielbiam i polecam!
W skali od 1 do 6 : 6 i na pewno kupię go ponownie.

4. BIELENDA, super power mezo krem, czyli krem nawilżający - 
no kolejna petarda dla mnie. Nawilża, ma bardzo lekką konsystencję, w połączeniu z w/w tonikiem pozwalał mi spać spokojnie i nie martwić się o moją skórę ;-)
W skali od 1 do 6 : 6 i na pewno kupię go ponownie.


5 i 6. PURE BODY LUXURY, masła do ciała - 
oba opakowania dostałam do przetestowania, na co mój wielki brzuch bardzo się ucieszył, a nos zwariował, bo przecież to "kokos i mięta" oraz " migdały i shea"! I cały czar prysł po otworzeniu opakowania. Masło o konsystencji bardzo wodnistego kremu, który nic a nic nie nawilżał, a jedynie spływał z ciała i obklejał ubranie, czego NIENAWIDZĘ. Nie mam pojęcia czym pachnie, bo na pewno nie tym, czym obiecuje mi producent na opakowaniu. Żeby nie było, dałam szansę i posmarowałam się raz jednym, raz drugim i... z hukiem wyrzuciłam do śmieci całe opakowania, bo nawet nie chciałam ich nikomu dawać za darmo. Okrutne, ale prawdziwe, dlatego
w skali od 1 do 6 : 1 i nie kupię ich na pewno więcej.

7. STARA MYDLARNIA, masło do ciała śliwka i figa -
po złym doświadczeniu poszłam do drogerii, żeby poszukać nowego masła, które ostatnio uwielbiam ja i mój brzuch i trafiłam na STARĄ MYDLARNIĘ, która wcześniej u mnie jeszcze nie gościła. Siostra znawczyni powiedziała, że skład dobry, więc wzięłam i... zakochałam się! W końcu masło, pachnie i tak nawilża, że ten stopień zaryzykuję się porównać z niezawodnym dla mnie olejem kokosowym. Ja i mój brzuch kochamy i polecamy.
W skali od 1 do 6 : 6 i na pewno kupię ponownie.


8. ROSSMANN, ISANA ultramocny lakier do włosów - 
miałam pominąć, ale napiszę ;-) Jak się człowiek spieszy, tam się diabeł cieszy - nie używam żadnych lakierów do włosów, ale miałam ważne wyjście i musiałam szybko jeden nabyć. Rossmann mam najbliżej, pieniędzy dużo wydać nie chciałam, więc za jakąś piątkę kupiłam Isanę, no bo przecież i tak potrzebowałam na jeden raz. Uczesane, wymodelowane, wygładzone włosy (wtedy jeszcze koloru ciemnego brązu) utrwaliłam tymże lakierem i... zostawił on na mojej fryzurze taki filtr, że wyglądałam jak z łupieżem, ba! z zaawansowaną łuszczycą. Nie powiem Wam, jakie słowa leciały wtedy u mnie w łazience i ile spóźniłam się na uroczystość, bo musiałam drugi raz umyć głowę, po prostu oszczędzę Wam tego, domyślcie się sami. Żeby nie było, lakieru użyłam później jeszcze kilka razy i efekt niestety był taki sam.
Dlatego, w skali od 1 do 6 : 1 i nie kupię ich go pewno więcej.

NOWOŚCI!


1. ZIAJA, oliwkowy tonik z wit. C - 
już chwilę używam i jestem zachwycona atomizerem, czemu wcześniej na to nie wpadłam? ;-) Szybko się nakłada, szybko wchłania i odświeża, idealny w podróży, czy jak zachęca producent na opakowaniu, po ćwiczeniach. 

2. LIRENE, Shiny Touch, czyli fluid rozświetlający - 
nie zliczę, które opakowanie z kolei, szóste na pewno. Sprawdzony, ulubiony i już.

3 i 4. SORAYA, Aquacell, ultranawilżający krem na dzień i na noc - 
jak wiecie, nigdy nie kupiłam dwóch takich samych kremów do twarzy pod rząd, dlatego choć w/w Bielenda na pewno powróci do mojej kosmetyczki, tak teraz przyniosłam do domu te dwa. Jeszcze nie testowałam, dlatego na opinię kremu (jak i wszystkich, dzisiejszych nowości) musicie poczekać do kolejnego denka ;-)

5 i 6. SEMILAC 121 RUBY CHARM i mostek ledowy -
dawno nie było tu hybrydowych pazurów, bo zrobiłam sobie małą przerwę, dając moim paznokciom trochę dychnąć świeżym powietrzem. Ale teraz koniec, dziś kurier przywiózł mi mostek LED, który ma być petardą, a czy będzie, to dowiecie się na dniach ;-)

Miłego dnia!

3 komentarze:

  1. Ja Ci mogę polecić peeling do ciała sprawdzony,dobry i ładnie pachnący :ziaja krystaliczny peeling cukrowy zmuszająco-wygladzajacy. A do twarzy dobrze spisuje się pasta ziaji do głębokiego oczyszczania twarzy i liści manuka. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. ten semilac i krem z bielendy są obłędne<3 Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń