czwartek, 29 grudnia 2016

Instagram MIX - grudzień 2016!


Uwielbiam pisać wpisy "Instagram Mix", bo chyba najłatwiej przychodzi mi przelewanie tu wszystkich pozytywnych emocji, których doświadczam. Właściwie, ostatnio stwierdziłam, że chyba zastanowię się nad napisaniem książki w stylu "Skalska na Podhalu", bo to, jak się tu znalazłam i co wydarzyło się przez pierwsze cztery lata mojego mieszkania tu, nie może zostać zapomniane i pozostawione bez echa. Choć, tak właściwie, patrząc na to z drugiej strony, pewnie mało kto i tak by w to uwierzył ;-)
Do sedna, bo znów zaczynam swoje.

Grudzień zaczęłam hardkorowo - termin porodu miałam na 8 grudnia, ostatniego dnia listopada miałam już tak serdecznie dość, że usiadłam i prawie wymiękłam, co bardzo rzadko mi się zdarza. Dziękuję wszystkim obserwującym mój Instagram Matkom Wariatkom, które poleciły mi mnóstwo przetestowanych metod do wykurzenia Stanleya z brzucha - dwa lata temu, rodząc Zośkę dwa tygodnie po terminie śmiałam się z tego, w tym roku śmiało mogę powiedzieć - JAK SIĘ CHCE URODZIĆ WCZEŚNIEJ, TO SIĘ DA! I tu oczywiście zgadzam się, że termin porodu nie jest przypadkowy, dziecko ma siedzieć w matce do końca, bo tylko wtedy osiągnie status cudownego, dożywionego i błogosławionego, ale pogadamy, jak któraś z Was będzie pod koniec ciąży, ze świadomością, że zdrowe cztery kilo w brzuchu przekroczone, Wasz kręgosłup od ciężaru wysiądzie, a obok Was będzie siedziała rozwydrzona dwulatka, która tu i teraz chce się huśtać na Waszej nodze, albo nagle zachce się jej dwa razy dłuższych spacerów. 
Wracając do tematu, o 3 w nocy spakowałam się i zarządziłam w domu wyjazd do szpitala. Trochę bałam się, że odkryją tam, że symuluję akcję porodową (tak, łudziłam się, że przejdzie to bez echa), w samochodzie obmyślałam plan, co powiem na rejestracji, żeby broń Boże nie odesłali mnie do domu, a Jędrkowi zabroniłam cokolwiek tam mówić ;-) Na szczęście o 3 nad ranem nikomu tam nie chce się dyskutować, więc odesłali mnie na obserwację na patolę, mój ulubiony do tej pory oddział. Tak rozpoczęłam wczasy, a co lepsze, położyłam się z książką i naprawdę stwierdziłam, że przecież kiedyś się zacznie. Na szczęście trafiłam w ręce dwóch WSPANIAŁYCH lekarek, które ograniczyły mi mój "all inclusive" i po tajemniczych czarach, wieczorem dostałam takich skurczy, że wspomnienia sprzed dwóch lat wróciły i znów rzucałam mięsem na cały ród męski i zaklinałam się, że jak kiedyś znów zachce mi się dzieci, to niech mnie ręka Pańska strzeże... O 3 w nocy (ta trzecia godzina mnie prześladuje) przeniosłam się na porodówkę, o 4 dojechał biedny Jędrek (on już po pierwszym porodzie powinien mieć złoty pomnik w centrum Zakopanego), chwilę po 6 było po wszystkim. (Niby krótko, ale jak to oczywiście ja, nastawiłam się, że "drugi poród już ekspresem", i oczekiwałam 15 minut, więc 3 godziny były dla mnie wiecznością.)
Nie ważne, czy 22 czy 3 godziny, ważne, że Stanley wytańczył na porodówce dziesiątkę od jury, ja to przeżyłam sto razy lepiej, niż dwa lata temu i zdrowo wróciliśmy do domu. Jak przystało na małych, zakopiańskich celebrytów, Staszek od razu trafił na ramy mojej ulubionej gazety i wszystko wróciło do normy, hej!


CO U ZOSI
Wiecie, że koleżanka skończyła trzy dni temu dwa lata? Skłamałabym, gdybym powiedziała, że wiem, kiedy to zleciało. Pozostając przy pozytywach, przestała znęcać się nad Staszkiem, nawet pozwala mu na pół sekundy popatrzeć na swoją Pandę (o dotknięciu nie ma mowy). Zaczęła mówić do tego stopnia zrozumiale i dosadnie, że kiedy spadła z łóżka i siarczyście zaklęła, zaczęłam się nad sobą zastanawiać. No i zdradzi wszystko, koniec z tajemnicami i sekretami u Gąsieniców.


CO U STASIA
Jutro skończy 4 tygodnie, za 3 dni skończy miesiąc, dacie wiarę? ;-) Jestem przerażona, bo jeśli ja widzę bez wagi, że bardzo szybko rośnie (w sumie powtórka z rozrywki z Zonią), to na wtorkowym badaniu mogę się zdziwić, za miesiąc podać pierwszy dietetyczny słoiczek z zupą, a za dwa wysłać go do przedszkola! A tak całkiem serio, to prócz tego, że pomylił mu się dzień z nocą (i śpiewa po góralsku z Matką od 2 w nocy do rana, a potem śpi do obiadu, czego Matka już uczynić ni jak nie może), patrząc na to, że potrafi spać przy żywotności swojej siostry, która ostatnio nie jest niegrzeczna, a opętana, wybrałam się wczoraj, żeby przebadać mu słuch, ale wszystko ok, chyba po prostu jest dzienną oazą spokoju.


CO U MNIE
Pamiętacie, jak po urodzeniu Zośki bulwersowałam się, jak ktoś zapytał mnie, co całymi dniami robię w domu? Moi Mili, odwołuję to! Posiadanie jednego dziecka to pikuś przy posiadaniu dwójki! Teraz, jak ktoś skieruje do mnie to pytanie, dostanie od razu w twarz.
Natura wynagrodziła mi ciężki poród i tydzień po tym wydarzeniu weszłam w swoje ulubione spodnie i wyniosłam ze sklepu body w rozmiarze XS, co mnie ucieszyło, jak wariata! ;-) Jak dziś wspomniałam Wam na Instagramie, właśnie wchodzę na plan treningowy, a że powrót do formy po ciąży z Zośką cieszył się dużym zainteresowaniem, tym razem też co jakiś czas będę wrzucać tu efekty mojej pracy. Waga nie gra tu roli, bo po ciąży zostały mi niecałe 2 kg, jednak zaczynam pracować nad wyrobieniem satysfakcjonującej mnie rzeźby, od zlikwidowania bezdupia i pracy nad talią zaczynając. Są plusy: trener personalny pod dachem, są minusy: status wiecznie samotnej matki z dwójką, ale jak zamierzam Wam pokazać, dla chcącego nic trudnego! Szczytową formę i pozbycie się wszelkich oznak dwóch ciąż planuję na weekend majowy, wtedy też pokażę Wam zdjęcia "przed" i "po". Zanim wypełznę z domu, zaczynam w legginsach, jak skoczek narciarski, miesiąc detoksu, Mel B i tabaty, mojego niezawodnego, domowego trio. Nie pytajcie, kiedy to robię, bo ani nie zrywam się o 5 rano, ani po ciężkim dniu, późnym wieczorem - treningi z Mel B trwają po 10 minut, tabata jeszcze mniej, dlatego każdy, bez wymówek, może znaleźć na to czas w ciągu dnia, ament ;-)


KOSMETYKI I PAZNOKCIE ORAZ INNE NOWOŚCI
Miałam tu umieścić denko kosmetyczne, bo trochę mi się tego ostatnio nazbierało, ale postanowiłam zrobić z tego osobny wpis.
Poniżej, po lewej, świąteczne, babskie prezenty, po prawej otulacz Staszka. I jak Zośka dałaby się dwa lata temu za niego pokroić, Staszek go nienawidzi... Ale o tym również wkrótce ;-)



OGŁOSZENIA PARAFIALNE Z ZAKOPANEGO!
Co jak co, ale nikt mi tu nie zaprzeczy, że zakopiańska porodówka, to zdecydowanie porodówka z najlepszym widokiem w Polsce - rodzisz z widokiem na Gubałówkę, wczasujesz się z widokiem na Tatry. Jako że nie wybieram się tam w najbliższej przyszłości, wstawiam tu zdjęcia, żeby sobie kiedyś przypomnieć ;-)
A w sobotę Dwójka pokaże Sylwestra w Zakopanem - dziś widziałam, że scena hula, muzyka gra, nic tylko przyjeżdżać i oglądać! Ja tradycyjnie, jak i skoki narciarskie, mając kilometr i do skoczni i na Równie Krupowe, zasiadam przed telewizorem :P



ULUBIONE ZDJĘCIE MIESIĄCA!
Zosia i Adaś - prawie bliźniaki, prawie rodzeństwo, dwie Gąsieniczki, hej!


Zapraszam na INSTAGRAM

7 komentarzy:

  1. Zosia to zdecydowanie moja ulubienica <3 Oprócz gratulacji z okazji narodzin Stanleya i życzeń urodzinowych dla Zojdy, to trzymam kciuki za Ciebie i powrót do formy!

    Koniecznie zakładaj konto na yt, bo piszesz tak genialne i śmieszne posty, że aż samo się o to prosi! :D
    I chciałabym jeszcze wyrazić swoją ogromną prośbę - opisz proszę jak pojawiłaś się na Podhalu i jak poznaliscie się z Jędrkiem, bo mnie moja zwykła babska ciekawość zeżre :D o ile oczywiście to nie jest tajemnicą państwową :D

    Pozdrawiam Cię serdecznie, hej!

    OdpowiedzUsuń
  2. wow xs to ja bez ciąży nawet nie mogę wejść :D
    Zdrowia dla Was wszystkich i siły dla Ciebie żebyś dała radę !

    OdpowiedzUsuń
  3. Napisz proszę jak wygląda Twój detoks?

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasiu, ja również jestem bardzo ciekawa jak to się stało, że znalazłaś się na Podhalu i bardzo chętnie poczytałabym o tym jakie przygody spotkały Cię na początku po przeprowadzce.
    Wpis jak zawsze cudowny, pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja również chętnie poczytam o Twojej historii z Zakopanym, hej! 😊

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakie i ilu minutowe robisz tabaty?

    OdpowiedzUsuń