wtorek, 5 kwietnia 2016

Floral tattoo, czyli rękaw z kwiatów - mój kolejny tatuaż.

Jeśli śledzicie mój Instagram (KLIK), gdzie ostatnio bywam zdecydowanie częściej niż na blogu (między pracą, żłobkiem, remontami i świętami mam tylko tyle czasu, żeby wrzucić coś szybko na Insta), to wiecie, że planuję kolejny tatuaż.

Moim skrytym marzeniem są duże tatuaże, motywy kwiatowe, najlepiej, a właściwie najpierw, na ręce. I właśnie taki "rękaw" postanowiłam sobie sprawić. Ale zanim do tego doszło, jak wiecie sprawiłam sobie dwie dziary: "faith hope love" na nadgarstku (zawsze wiedziałam, że to będzie mój pierwszy tatuaż), w ubiegłym roku doszedł do cytatu motyw liści (wielu osobom mówiłam, że to mój zakopiański żywopłot, który ostatecznie oplecie mi całą rękę, a na końcu zejdzie na plecy, gdzie będzie wielka donica z napisem "Zakopane", i co najgorsze, wiele z tych osób mi uwierzyło).

Przez długie lata miałam wpajane, że tatuaże mają kryminaliści, żebym zastanowiła się, jak będę wyglądała wytatuowana na starość (mówione takim tonem, że wiedziałam, że będę stara i paskudna), jednak kiedy poznałam mojego Męża, wytatuowanego "kryminalistę" zrozumiałam, że tatuaż jest czymś osobistym, czymś, co idealnie potrafi wyrazić daną osobowość. Do tego jestem aktualnie kobietą zadowoloną z życia, pracującą, wychowującą dziecko, zajmującą się domem, ogrodem, na kupnie psa i kota, rzec bym zaryzykowała, że aktualnie jestem kobietą spełnioną, dlatego to, co inni o mnie myślą jest naprawdę na dalszym dalszym planie. Mówiłam Wam też, że ten rok poświęcam sobie, a czym jest wymarzony tatuaż, jak nie dopełnieniem tej mojej całości? ;-)

Ale wróćmy do tatuażu, bo znów zaczynam swoje - zakochana jestem w rękawach z czerwonych róż, jednak róże ostatnio uderzają we mnie z każdej strony i mam ich przesyt, są zbyt popularnym motywem, co mnie odrzuca (tak, jak był etap znaku nieskończoności, nieskończoności - miłości, piórek, ptaków, tak teraz są róże). Szukałam czegoś innego, ale podobnego, i znalazłam piwonie, inaczej zwane peoniami! To jest to, co chcę! Przeglądnęłam Internety w poszukiwaniu fajnych wzorów i mam mnóstwo, choć mój tatuator i tak ma dla mnie wzór petardę. Pierwszym etapem mojego rękawa będzie peonia na całym przedramieniu, mój żywopłot będzie przerobiony na liście piwonii. Potem planuję kwiaty na ramieniu, a na końcu kolorowanie. Pewnie całość zajmie mi 10 lat, ale nie jestem taką ryzykantką, żeby zrobić całość na raz ;-)

I tak postanowiłam - 10 maja (niestety takie terminy) zaczynam. A poniżej kilka wzorów, którymi się inspirowałam.


Kiedy piwonia zagości na mojej ręce, opowiem Wam też o najlepszym i najgorszym studio tattoo w Zakopanem, do drugiego którego niestety miała pecha trafić. Polecą nazwiska i adresy oraz chyba jednak rozpocznę cykl "najgorsze miejsce w Zakopanem", bo ostatnio dużo ich staje na mojej drodze ;-)

A Wy, którą wybralibyście - różę, czy piwonię?