wtorek, 31 maja 2016

2 rocznica ślubu, czyli przeżyjmy to jeszcze raz!

Dwa lata do przodu, sto pięćdziesiąt tysięcy miłości więcej, niż rok temu.
❤ 
Nie ma się co rozpisywać więcej, zapraszam do dwóch galerii poniżej, hej!

Galeria ze ślubu i wesela:
kasia-skalska.blogspot.com/2014/07/my-wedding-historia-pewnego_1.html

  Galeria z pleneru ślubnego:

http://kasia-skalska.blogspot.com/2014/08/my-wedding-moj-plener-slubny-nosal-cafe_19.html

niedziela, 29 maja 2016

Jak powstają zdjęcia na bloga, czyli Gąsienicowej team w akcji!


Nigdy nie mogłabym być fotografem - w życiu nie umiałabym znaleźć fajnego miejsca do zdjęć, nie umiałabym pokazać modelowi, jak ma pozować, a połączyć jedno z drugim to dla mnie już kompletna abstrakcja. Dlatego też, nocami śledzę mnóstwo blogów i to z nich czerpię wszelkie inspiracje. Ja jestem lewa w pozowaniu, jestem masakrycznie niefotogeniczna (żeby zrobić 10 dobrych zdjęć na bloga, najczęściej wybieram ze 100 i czasami wybrać nie mogę), a teraz jeszcze doszedł mój mini stylista, który pcha się przed obiektyw, jak tylko umie, przez co zdjęć trzeba zrobić nie sto, a dwieście. Ale w tym wszystkim najważniejsze jest to, że ja bardzo lubię blogować, w zamyśle tego bloga jest Kasia Skalska, czyli ja, więc musiałam pogodzić się z tym, że to ja będę na tych zdjęciach i dlatego dziś pokazuję Wam, jak to naprawdę wygląda, co przynoszę w aparacie do domu poza tymi kilkoma zdjęciami, które widzicie w ładnych, oficjalnych postach ;-)


Jak zapewne widzicie, większość moich "sesji" wykonuję w parku, bo lubię to miejsce w tym mieście. Bardzo chciałabym zapozować na dachu, w tłumie na Krupówkach czy tym podobnym miejscu, ale jestem tak dzika, że nie wyobrażam sobie, że ktoś mnie obserwuje, ktoś na mnie patrzy przy wykonywaniu zdjęć. Potwierdzi Wam to każda osoba, która robiła mi zdjęcia, że gdy tylko pojawiają się ludzie na horyzoncie, ja zarządzam przerwę ;-) Środek tygodnia w naszym parku jest idealny, dlatego najczęściej wtedy można mnie tu spotkać.


99% sesji wychodzi spontanicznie, tylko w 1% szykuję się i wychodzę z domu tylko na potrzeby wykonania zdjęć. Najczęściej wyglądam, jak na zdjęciach, tylko bez tych ładnych butów, które noszę w torebce i przechodząc przez park (mieszkam 200 metrów od parku, więc wszystkie drogi i tak prowadzą mnie tam), robię zdjęcia, a po 5 minutach kontynuuję spacer czy obowiązki matki, żony i wszystkich zawodów świata. W tym przypadku buty miałam w torbie, bo jechałam dokupić do nich lakier do paznokci, w drodze do doktorka, a następnie Biedronki. I oto cały sekret tej sesji.


Sekretem wszystkich moich sesji na blogu jest też fotograf, najczęściej mój Mąż, który ma niesamowitą cierpliwość do mnie. Nie znam drugiej osoby, która zniosłaby moje humory, moje darcie, sprawdzanie aparatu, pouczania i kłótnie, które wszczynam. Jędrek ze stoickim spokojem wyciąga aparat, każe mi się ustawić i cyka tych dwieście zdjęć w pięć minut, ale... jak widać ma w tym swój sposób ;-)


Mogłabym tu pisać i pisać, ale Zośce wyłażą hurtowo tylne zęby (takie mam problemy w domu!), spania w dzień nie ma i piszę tego posta już trzeci dzień, ale marniej mi poszło niż się spodziewałam ;-) Zdjęcia niech powiedzą Wam wszystko, w razie pytań walić w komentarzach, a ja tylko na koniec przypomnę tych kilka ładnych zdjęć, które mimo wszystko udało się zrobić:




https://www.instagram.com/kasia.gasienicowa/

piątek, 27 maja 2016

Strój dnia: Drugi trymestr ciąży, czyli Matka w czerwonej sukience i najpiękniejszych sandałach świata.


Jak już Wam wspomniałam w ostatnim poście, twardo stoję w drugim trymestrze ciąży, wypełzłam z łazienki, która przez ostatni miesiąc była moim najważniejszym pomieszczeniem w domu, chodzę do doktorka, czwarta Gąsieniczka ma już 6 cm i byle do grudnia. Zdjęcia robię jak zwykle w drodze do doktorka lub na badania, a że dużo mam tych wizyt, zapewne uda mi się tu gościć częściej.

Dziś Matka Polka na galowo, w środku tygodnia i w środku miasta, czyli wszyscy w promieniu 300 metrów byli ubrani na sportowo (no bo to zdjęcia w parku), ja oczywiście na przekór wszystkim i wszystkiemu - w czerwonej sukience i najpiękniejszych sandałach, jakie w życiu miałam na nogach. Do tego, dosłownie za moim fotografem zaczynał się Targ Staroci, czyli idealnie wkomponowałam się w scenerię dzisiejszego miasta. Ale o co chodzi? Mi, Matce Polce w dobrym humorze, nie wolno? Dziś mam wyjątkowo dobry humor i wszystko mi wolno ;-) Enjoy!


Sukienkę uszyła mi znajoma krawcowa za jedną czwartą ceny sklepowej (kurcze, odkryłam, że dobra krawcowa to skarb!), buty DeeZee, na paznokciach Semilac Banana, a na nadgarstku czerwony samochód z Yes, no bo chciałam czerwony samochód na urodziny, to Mąż mi kupił.


czwartek, 26 maja 2016

26 maja 2016, mój drugi Dzień Matki i do tego podwójny podwójnie!

Pojawiam się tu po miesiącu, właściwie to zniknęłam na miesiąc z bloga, facebooka (uwierzcie, ale laptopa otwierałam przez ten czas raz lub dwa razy w tygodniu), na Intagramie też szału nie było - co to się porobiło? A powinnam Wam tu teraz pokazać mój florall tatoo, opowiedzieć o trzech miesiącach Zochy w żłobku i o tym, jak zaaklimatyzowałam się po powrocie do pracy, ale... o niczym z tych rzeczy napisać nie mogę, bo żadna z nich nie jest już aktualna. Od miesiąca łazienka (a właściwie muszla klozetowa) znów jest moją sypialnią, kuchnią i salonem, znów na własne żądanie zafundowałam sobie rzygający początek lata, czyli czysta powtórka z rozrywki sprzed dwóch lat. 

Ale Moi Mili! Powoli wracam do żywych, wypełzłam z łazienki do salonu, otworzyłam laptopa i w ten piękny, symboliczny dzień chcę Wam tu zdradzić, że w grudniu będzie nas #ugąsieniców czwórka! ;-) 


Jak widać na załączonym obrazku, Zocha nie jest zachwycona utratą statusu Juniora w rodzinie, ale mam czas do 8 grudnia (gdyby ktoś chciał przepis na grudniowe dzieci, to walić do mnie śmiało). Tym razem przynajmniej mam pewność, że niezależnie, jak termin się przedłuży, kolejnych Świąt nie spędzę na porodówce ;-)

Tak jak dwa lata temu, wkraczając pewną nogą w drugi trymestr, powoli przestaję chudnąć i wyglądać jak żywy trup, zaczynam nawet coś jeść prócz jabłek i bananów i patrząc w przeszłość pocieszam się, że teraz będzie już tylko lepiej. W drugiej ciąży jest zupełnie inaczej - wcześniej, jak źle się czułam, to całymi dniami leżałam w łóżku z filmami, teraz Zocha mi nie pozwala, nawet nie mam kiedy ponarzekać i po prostu nie ma, że boli. Efektem niech będą zdjęcia, które pojawią się tu już w kolejnym poście, obiecuję, że długo na nie nie będziecie czekać. Tytułem wstępu wiecie, dlaczego mnie tu nie było, myślę, że po raz pierwszy mam poważne usprawiedliwienie i realne zapewnienie postanowienia poprawy, hej.

Także ja, podwójna Matka życzę tu i teraz wszystkim Mamom dużo dużo zdrowia i jeszcze więcej cierpliwości - resztę sobie same wypracujemy! ;-)