piątek, 11 sierpnia 2017

PAZNOKCIE: EVO Nails 201 Be Delicious! (+ przedłużenie Evo Nails Builder Gel).


Jutro idę na wesele - tak, tak, wiem, jakbym co tydzień nie chodziła, jednak tym razem idę bardziej jako gość niż służbowo ;-) Takie uroczystości poprzedzone są u mnie kilkudniowymi przygotowaniami, ogólnie wszystko musi być na picuś glancuś i już. Jak wiecie (albo i nie, to właśnie się dowiadujecie), kupiłam sobie sukienkę z asymetryczną falbaną na jedno ramię, w kolorze pudrowego różu (w sumie przesuńcie wzrok na prawo, w zdjęciu profilowym widnieje w całej okazałości), z butami jeszcze walczę, ale najprawdopodobniej i tak druga para pojedzie w samochodzie, torebka będzie wiklinowa (jeśli ktoś sobie tego nie wyobraża, to powiem, że całkiem niegłupio to wygląda, wpadnijcie jutro na INSTAGRAM, albo wkrótce na bloga, mam nadzieję, że jakieś względne zdjęcie przywiozę i wrzucę). Pazury u stóp mam białe, co mogliście zauważyć w poprzednim poście, jednak kiedy spróbowałam w tamtym tygodniu położyć biel na dłonie, chyba nie do końca mnie przekonała i wybrałam przepięknego nudziaka od EVO Nails - 201 Be Delicious! Kolor jest kremowy, mleczny, delikatnie wpadający w róż, aby było cacy, trzeba nałożyć dwie warstwy. Jak widzicie również, u mnie, przeciwnika wszelkiego typu zdobień paznokci, nagle zawitała srebrna naklejka, bo ostatnio przechodzę jakieś babskie zdziczenie i nie podoba mi się żadna biżuteria. Właściwie miałam nawet problem z dobraniem czegoś na jutro, ale ostatecznie będę mieć srebrne kolczyki i naklejki na pazurach - takie we mnie szaleństwo, że chyba oszaleję!
I tyle na dziś, do zaś, hej!

czwartek, 10 sierpnia 2017

Strój dnia: Miejska sielana na Podhalu, czyli elegancka bluzka, dziurawe portki i torebka koszyk.


Dziś miejska sielana - dziurawe portki (najbardziej aseksualne spodnie świata według mojego Męża, które ja uwielbiam) i piękna, biała bluzka na jedno ramię, czarne sandały na słupku i torebka, którą jak wiecie, zrobiłam sobie sama, i ostatnio nie odstępuję jej na krok - zróbcie sobie, a przekonacie się sami o jej uniwersalności, link na dole wpisu ;-)

Ja, co prawda, w tym stroju pojechałam do Biedronki, ale nie było to najmądrzejsze posunięcie - żadna ze mnie Żona Hollywoodu, spiesząc się, z pełnym wózkiem, bardzo źle wchodzi się w zakręty na tych obcasach i już. Jednak, odkąd zyskałam życiowy status "mother of 2", zdjęcia na bloga robię na spontanie, bez przemyślenia, bo po prostu nie mam już gdzie tego wcisnąć w grafik, więc dobra i chwila w drodze po zakupy. W sumie, czy miałam dwie godziny, czy pięć minut, efekt wychodzi ten sam - patrzcie ile czasu marnowałam, kiedy nie miałam dzieci!


Bluzka i spodnie: Zara | Buty: Aldo | Torebka: Zrobiłam sama - link do wpisu.

https://www.instagram.com/kasia.gasienicowa/

środa, 9 sierpnia 2017

WŁOSY: Jak stonować i delikatnie ochłodzić słoneczny blond, bez uzyskania szarych włosów? Beżowy blond, Kallos 8.0 + 9.0 + 9.1.


Dzisiejszy wpis będzie pełen sprzeczności, potwierdzeń, zaprzeczeń, obalania mitów i łamania stereotypów, czyli jak to teraz postanowiłam ochłodzić mój dziki blond (bo to, co uhodowało mi się na głowie przez ostatni miesiąc, nie nadaje się pod żadne inne określenia). Na dzień dobry, jak można będzie zauważyć na załączonych obrazkach, jestem ciepłym typem urody: mam brzoskwiniową skórę, rumienię się w każdej, najmniej odpowiedniej sytuacji, kiedy byłam mała miałam całą buzię w ciepłych piegach, a przez naturalny, mysi blond zawsze przebijał złoty refleks. Jak mądre książki głoszą, ciepły typ urody musi uciekać przed szarością na głowie, gdzie pieprz rośnie. I teraz pytanie dnia: czy blondynki o ciepłym typie urody skazane są na złote włosy?

Po każdej koloryzacji moje włosy są piękne, jednolite i cacy, po dwóch tygodniach pojawia się odrost, który przy jasnych włosach wygląda jakby był czarny, co doprowadza mnie do szału, a po miesiącu (o ile zdarzy mi się jakimś cudem tyle wytrzymać), kiedy już wszystko wypłucze się na amen, a odrost sugeruje, że mój mózg jeszcze walczy, pojawia się totalna masakra. I dziś postanowiłam pokazać Wam poniżej, jak naprawdę wygląda mój dziki blond, z którego można wytyczyć pełną gamę odcieni złotych. (Tydzień temu stwierdziłam, że mam wesele, poczekam jeszcze tydzień. Na zdjęciach można to zawsze oszukać - podnieść głowę do góry, zarzucić włosy na bok, założyć opaskę, czy zastosować dziesiątki filtrów - jednak, gdy Mąż pyta, kiedy pomalujesz sobie włosy, wiedz, że JEST BARDZO ŹLE.) Attenzione, zdjęcia bez najmniejszych obróbek:


Powiem Wam szczerze, że boję się szarości na mojej głowie, dlatego postanowiłam... kupić farbę z szarym odcieniem. Próżno szukać logiki, a cytując klasyka "kobieta zmienną jest", postanowiłam na własnej skórze przekonać się, jak to z tą szarością dla ciepłych typów urody jest - zawsze da się naprawić, gdyby nie daj Bóg noga się podwinęła, ewentualnie można ściąć, fryzura na zapałkę aktualnie najmodniejszą fryzurą wg Elle.
Ale kończąc z żartami (tak, mam dziś dobry dzień), dużo tej szarości nie domieszałam, zastosowałam ją jako mały dodatek do natury, żeby jednak trochę ochłodzić, stonować i uzyskać naprawdę naturalny beż, bardziej chłodny, niż ciepły. Kiedy nałożyłam mieszankę na włosy, nie do końca byłam pewna, czy będzie git, jednak teoretycznie liczby nie kłamią, musiało wyjść i już.

W skrócie, najprościej:
- odrost: 2 części 9.0 + 1 część 9.1 + oksydant 9%
- długość: 2 części 8.0 + 1 część 9.0 + 1 część 9.1 + oksydant 6%
(Specjalnie nie podaję gramów czy mililitrów, bo każda Babeczka musi sama oszacować ilość swoich włosów i dostosować proporcje mieszanki.)


I wyszło naprawdę jednolicie, nie ma słonecznego blondu, nie ma szarych włosów, jest coś na miarę chłodnego beżu, o ile mogę to tak nazwać. Zresztą, zobaczcie sami, dla mnie jest to odcień, którego dawno nie miałam, ale przy którym chyba chwilę pozostanę, bo na razie mi się podoba ;-) A wracając do pytania z początku wpisu, blondynki nie są skazane na złote włosy, ale też nie powinny stawiać na szarości - trzeba dobrze wyliczyć, wymieszać i nawet słoneczne blondyny da się odpowiednio ochłodzić, hej ;-)


A teraz, standardowo, sto tysięcy PS ;-)

PS1 Kallos, którego używam, jest farbą tanią i wydajną, jednak nie jest petardą w długości trzymania się na włosach. Ja włosy odświeżam co 2,3 tygodnie, dlatego naprawdę nie jestem specjalnie wymagająca, i mi odpowiada ;-)
PS2 Na pewno jeszcze lepszy efekt osiągnęłabym rozjaśniając najpierw odrost rozjaśniaczem, jednak włosy odświeżam zazwyczaj będąc sama w domu z dziećmi, kiedy mam 15 minut na nałożenie farby, podczas drzemki Staszka. O podwójnym nakładaniu farby nie ma mowy.
PS3 Nigdy nie stosowałam ciemnych farb tej marki, dlatego nie potrafię wypowiedzieć się, jak szybko się wypłukują.
PS4 Długo gimnastykowałam się, żeby zrobić zdjęcia uzyskanego koloru, bo na każdej ścianie, w każdym świetle, ten kolor jest inny. Na białej ścianie jest beżowy, wczoraj wrzuciłam na instastory zdjęcie, gdzie wygląda dużo chłodniej - na pewno jest chłodny, beżowy i bardzo naturalny, polecam! (I już martwię się, czy za 3 tygodnie będę umiała wymieszać podobny odcień :P)
PS5 Stopniowanie moich włosów dalej podsumujmy minutą ciszy.

Enjoy!

niedziela, 6 sierpnia 2017

DIY: Torebka z wikliny, okrągły koszyk na pasku.


Zanim przejdę do sedna dzisiejszego wpisu, chciałabym napisać poemat, który mam nadzieję przeczytacie ;-)
Pochodzę z Podkarpacia, z terenów, gdzie jest dość bogate zagłębie wikliniarskie, a jak zapewne wiecie po sobie, im więcej czegoś macie w swoim otoczeniu, tym bardziej jest to dla Was nudne i szukacie czegoś nowego. Całe życie walczyłam z polską wikliną - koszyki wydawały mi się tylko dla mojego dziadka na rower, po zakupy, grzebiąc w pamięci, w domu większość rzeczy miałam pochowane właśnie w wiklinowych koszyczkach i pudełkach, i ogólnie wolałam zwykłe, szare, papierowe pudła, niż wiklinę. Kiedy pięć lat temu przeprowadziłam się do Zakopanego, ku mojemu zdziwieniu, Jędrek w pokoju miał półki i szafki z... wikliny. Nie muszę dodawać, że od razu je zlikwidowałam, oddając Teściowej, która lubi mieć wszystkiego dużo. I tak, człowiek przez te pięć lat chciał wprowadzić Skandynawię do Zakopanego, śnieżnobiałe pomieszczenia z okładek magazynów, jednak po urodzeniu dwójki dzieci, trochę światopogląd uległ zmianie i moja Skandynawia przemieniła się w 100% Countryside, błogie boho, i nagle do pełnego szczęścia zabrakło mi... polskiej wikliny! No dobra, "zabrakło", to dużo powiedziane, ale lubię śledzić nowości handmade prosto z Polski, a ostatnio natknęłam się na torebkę wyreklamowaną przez Kasię Tusk (klik).

(zdjęcia: robotyręczne | makelifeeasier)

Nie będę ukrywać, że ten koszyk wyglądał mi bardzo znajomo, przysięgam Wam, że w takim samym koszyku trzymałyśmy gumki do włosów z siostrą, kiedy byłyśmy małe! Drążąc dalej temat, trafiłam do sklepu, który tę torebkę wydał (klik). Niestety, jak zobaczycie, cena nie jest dla mnie przyjazna, a że wiem orientacyjnie, ile taki koszyk kosztuje, postanowiłam taką torebkę załatwić do swojej garderoby, ale trochę innym kosztem.


 DIY

KOSZYK- Zapewne bez problemu znalazłabym na Podkarpaciu za niewielkie pieniądze, w Zakopanem przeszukałam wszystkie możliwe zakamarki i ostatnią deską ratunku był Targ pod Gubałówką, gdzie znajduję wszystko... tylko nie koszyki. Zero, ani jednego. Po wbiciu odpowiedniej frazy w internet okazało się, że tych koszyków jest setki, oczywiście w przeróżnych cenach, średnio od 12-25zł, w zależności od rozmiaru. Jako poszukiwacz i fan rzeczy dobrych i najtańszych, mój znalazłam na olx za 20 złotych, z przesyłką do domu!

PASEK - I tu można kombinować, ile się da, co uczyni ten koszyk oryginalnym i ciekawym. Ja wszystkie paski ze zdjęcia kupiłam w secondhandzie po złotówce, jednak bez problemu można użyć zaległego w szafie paska od spodni, czy torebki. Sznurki z frędzlami to nic innego, jak ozdobne sznurki do firan. Ja dodatkowo, do mojego koszyka nie będę przytwierdzać pasków na stałe, tylko zrobię dwa uszka, przez co będę mogła zmieniać paski, w zależności od stroju i humoru ;-)


POMPON - Z racji tego, że pompony królowały przy torebkach przez ostatnie sezony, myślę, że większość kobiet posiada choć jeden w domu. Jeśli nie posiada, jak ja (no cóż, znów okazuje się, że z modą jestem na bakier), pompon z włóczki zrobicie w kilka minut, analogicznie do pomponów z tiulu - klik.


Wiklina zaczyna brylować na salonach, zobaczcie ostatnie wypociny Chanel, Diora, czy nawet ogólnodostępnej Zary - torby koszyki nie mają żadnej konkurencji. A jak widzicie, supermodną i superoryginalną torebkę zrobicie za mniej niż 30 zł, a uwierzcie, robi wrażenie, nie tylko w stylizacjach boho, co minimalistycznych. Ja swoją zabieram w sobotę na wesele, do eleganckiej sukienki w kolorze pudrowego różu, ale muszę jeszcze pojeździć po mieście i znaleźć do niej kawałek łańcuszka, żeby dodać mu trochę elegancji. Poniżej trzy moje ulubione wersje, zapewne z każdym kolejnym paskiem, każda następna będzie moją ulubioną ;-)


I na zakończenie dzisiejszych mądrości, mam dla Was dobrą radę - kupujcie koszyki, póki ceny nie są z kosmosu. A będą, wspomnicie moje słowa za kilka miesięcy.

PS1 Sarkazmów ze strony mojego Męża nie ma końca, a kiedy zobaczył, co wyciągnęłam z paczki, złapał za garnek i paradował po chałupie przez pół dnia, mówiąc że wyznacza nowe trendy. No cóż, kiedy pokazałam mu, ile zaoszczędził, było po temacie.

PS2 Zakochałam się też w innych koszykach, które idealnie można przerobić na torebki, na przykład ten -klik- i w sumie, według powiedzenia "szukajcie, a znajdziecie", znalazłam jeszcze dwa fajne, ale muszą przyjechać z Podkarpacia, to będziemy o nich rozmawiać.

PS2 Tak, kombinuję też, jak odzyskać meble od Teściowej ;-)

Wpadnijcie w wolnym czasie na mój Instagram, gdzie zobaczycie dzisiejszą torebkę z wikliny w pełnych stylizacjach ;-) 
Miłego dnia, hej!

piątek, 4 sierpnia 2017

Instagram MIX - czerwiec i lipiec 2017!

Streścić 2 miesiące w jednym poście? Parzcie popołudniową kawę i lecimy z koksem, bo trochę się tego nazbierało!

CO U MNIE
Nie będę ponownie, a właściwie setny raz powtarzać się na temat moich obecnych włosów, bo wszystko przeczytacie w poszczególnych wpisach:
Właściwie "obecnych", to trochę źle napisane, bo jestem już minimalnie od koloru, który chcę uzyskać, a całość nauczyłam się tak czesać, a właściwie układać, że ostatnio nawet odważyłam się pojechać do pracy w rozpuszczonych włosach! Nie jest źle, będzie już tylko lepiej, choć powiem Wam w sekrecie, że ostatnio chodzi za mną długa grzywa rozrzucona na dwa boki... No cóż, na pewno nie wykona mi jej żaden fryzjer, a czy sama porwę się na ten szalony krok (jakbym jeszcze mało cyrku na głowie miała), zobaczycie pewnie na dniach :-)

Z babskich spraw, pewnie każdy wie, że kończą się już w sklepach wyprzedaże wyprzedaży z wyprzedaży, czyli mój ulubiony czas na zakupy! Mam zawsze jakieś takie szczęście, że wynoszę dużo i najtaniej - moją perełką w tym sezonie jest zdecydowanie sukienka z falbaną, w kolorze pudrowego różu, którą wyniosłam z Mohito przecenioną z miliona monet na 59,99! I to w niej wybieram się za tydzień na wesele, więc pokażę Wam ją wtedy w dużo lepszej scenerii, niż w tym ohydnie brudnym lustrze w sklepie.


I dużo tych sukienek ostatnio mam w szafie, właściwie nigdy tyle nie miałam, bo po prostu nie potrzebowałam (chodząc na dwa wesela w roku), jednak teraz, bywając na dwóch weselach tygodniowo, wcale, ale to wcale nie narzekam ;-) Ubolewam tylko, że schudłam w końcu do rozmiaru, którego nigdy nie miałam i moja ukochana, czerwona suknia z trenem wisi na mnie strasznie, a nijak nie da się jej zwężać. Oczywiście jest to cudowny pretekst do kupienia nowej, ale szukam już dłuższą chwilę i żadna nie podoba mi się aż tak. Pomożecie, Babki, w tych moich trudnych sprawach?


CO U ZOSI I STASIA
Początek lipca upłynął zdecydowanie na wakacjach u Dziadków na Podkarpaciu, gdzie zdjęcia doskonale oddają klimat tego, co tam się działo - Dziadek zrobił basen, Babcia kupiła Dino Skuter, który Zośka parkuje w swoim pokoju i się z nim nie rozstaje, Ciotka kupiła lalkę Grażynę, a Staszek prawie zagłaskał kota na śmierć, czyli dwutygodniowy high life!


4 września Zocha idzie do przedszkola, więc pierwsza wywiadówka za mną (co postarzało mnie automatycznie o sto lat, i przysięgam, że prosto z wywiadówki poszłam i kupiłam sobie krem przeciwzmarszczkowy), aktualnie jestem na etapie kompletowania wyprawki, czyli kupuję bloki i farby, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Przedszkolem jestem na starcie zachwycona nie mniej niż Zochan i mam nadzieję, że ten zachwyt utrzyma nam się jak najdłużej ;-)


FOTOBUDKA ZAKOPANE
Hula i ma się dobrze do tego stopnia, że nie zapeszając, mam nadzieję, że za miesiąc, góra dwa, ogłoszę Wam taką  petardę, że padniecie! Jeśli się uda, ja padnę na pewno.

Do ciekawych imprez, na których byłam w ostatnim czasie, mogę zdecydowanie zaliczyć kilka pięknych wesel, kilka grubych wyjazdów integracyjnych, piknik charytatywny w Nowym Targu, piknik rodzinny w przedszkolu z najpiękniejszym widokiem na Podhalu, w Bukowinie Tatrzańskiej, szaleństwo wśród tancerzy z Akademii Tańca z Lublina, którzy zawitali na Podhale... zresztą, wpadnijcie na facebook i instagram (zaraz po opublikowaniu tego posta lecę na film do Kina Letniego, a potem zabieram się za aktualizację zdjęć na w/w profilach), sami zobaczycie, co tam się działo:

FOTOBUDKA ZAKOPANE - facebook
FOTOBUDKA ZAKOPANE - instagram



NOWOŚCI - PAZNOKCIE
Trochę bawię się tymi paznokciami w wolnym czasie (czyli między godziną 23:30, a 2 w nocy), czasami nawet coś mi tam ładniejszego wyjdzie, więc chyba muszę zacząć robić zdjęcia, a nóż widelec jakaś podobna amatorka się zainspiruje. Pokochałam przedłużanie żelem, dzięki czemu w końcu mam paznokcie, a ostatnio dostałam jakieś piękne, kudłate i złote nowości, ale na razie nie mam pojęcia, jak tego użyć ;-) Spokojnie, dajcie mi chwilę, pierwszy eksperyment planuję na wesele, w następną sobotę, hej.

Poniżej dwa linki tego, co udało mi się sfotografować i opisać, obiecuję poprawę i większą liczbę postów w tym temacie.

Semilac Semi Hardi Clear, Neess Extremely Hard Base i Evo Nails Builder Gel, czyli porównanie trzech produktów do przedłużania paznokci.
EVO Nails 204 Cut the jeans! 

PS1 Szukam lakieru hybrydowego, BIAŁEGO, sprawdzonego. Kogo nie zapytam, to albo się zwija, albo marszczy, albo rzeba nałożyć milion warstw. Pomożecie, Babki? Za każdy komentarz z góry dzięki!
PS2 Też tak macie, że niezależnie jaką firmę lakierów pokażecie na blogu, to pojawiają się anonimowe komentarze uwielbiające Semilac, wszystkie na jedno kopyto, jakby pisane z automatu?


OGŁOSZENIA PARAFIALNE Z ZAKOPANEGO
Jako pierwsza, podhalańska pogodynka oznajmiam, że istne tropiki zawitały ostatnio do Zakopanego (tropiki, czytaj: 30+) - nie myślałam, że to kiedykolwiek napiszę, ale jest ZA GORĄCO. Tak, wiem, w zimie jojczę na zimno, w lecie na gorąco, ale z dwojga złego jednak wybieram te tropiki, więc koniec żali na ten temat i zdjęcie sprzed dwóch tygodni, kiedy było w sam raz ;-)


Z bardziej kulturalnych informacji donoszę, że zaczął się sierpień, czyli do Kina letniego wybieramy się codziennie na Plac Niepodległości, na godzinę 21. Kto nie był, niech szybko nadrabia, bo i miejscówka dobra, i filmy też niczego sobie, hej.


ZDJĘCIE MIESIĄCA
Zdecydowanie Zocha na trzepaku, nic dodać, nic ująć.


Zapraszam na INSTAGRAM:

https://www.instagram.com/kasia.gasienicowa/

środa, 21 czerwca 2017

PAZNOKCIE: EVO Nails 204 Cut the jeans!


Niebieski, błękitny, baby blue, denim blue... Jakkolwiek przyjemnie by go nie nazywać, nigdy nie miałam tego koloru w gamie hybrydowych lakierów do paznokci. Dlaczego? Zawsze wydawało mi się, że to kolor zarezerwowany dla posiadaczek pięknych długich palców, równie pięknej płytki i nieskazitelnych skórek, no a ja, posiadaczka palców a'la parówki, z wiecznie łamiącymi się paznokciami, uważałam, że najnormalniej w świecie będę wyglądać komicznie (raz nawet kupiłam podobny, zwykły lakier i na jednym pomalowaniu niestety się skończyło). Teraz, kiedy przedłużam paznokcie żelem, postanowiłam zaryzykować i spróbować nowy kolor EVO Nails 204 Cut the jeans! Zanim zabrałam się za niego, kilkadziesiąt dziewczyn mi świadkiem, że na instagramowym lajfie wyrażałam się dość sceptycznie na temat tego koloru, jednak kiedy go nałożyłam... zakochałam się! I już wiem, że na tym błękicie nie skończy się moja kariera z pastelami ;-) Kolor idealny po nałożeniu dwóch warstw, cudownie pasujący do wszystkich odcieni denimu i najmodniejszej w tym sezonie biel. Nie pozostaje mi nic innego jak pokazać Wam ten kolor w całej okazałości na moich paznokciach i zagwarantować, że po nałożeniu na pewno zakochacie się równie mocno, jak ja ;-) Enjoy!

wtorek, 20 czerwca 2017

PAZNOKCIE: Semilac Semi Hardi Clear, Neess Extremely Hard Base i Evo Nails Builder Gel, czyli porównanie trzech produktów do przedłużania paznokci.


Na wstępie powiem, że kosmetyczka, czy stylistka paznokci ze mnie żadna, ale lubię mieć paznokcie. Piszę "mieć", bo gdybym ich nie utwardzała i  nie przedłużała, to jako podwójna Matka Wariatka, myjąca gary, prasująca, piorąca, grzebiąca rękami w ogrodzie i harująca przy Fotobudce Zakopane jednocześnie, miałabym nie paznokcie, a palce zakończone wiecznie łamiącą się płytką, która ostatnio pogniewała się dodatkowo z hybrydami na dobre. Jeśli ktoś tu trafił przez przypadek, to dodam, że paznokcie robię sobie w domu (bo do żadnej kosmetyczki mi nie po drodze), najczęściej, kiedy dzieci już dobrze śpią, czyli około północy, kiedy to już światło u Gąsieniców jest tak cudowne (tak, sama wybrałam te piękne i niepraktyczne lampy do salonu), że ubytki tu i ówdzie są, kiedyś i kupię nowe lampy i dojdę do perfekcji, promis. O moich walkach z różnymi lakierami i kosmetykami do pazurów możecie przeczytać w zakładce paznokcie, po prawej stronie, dla leniwych wklejam link: KLIK.


Dziś chciałabym Wam przedstawić 3 kosmetyki, którymi w ostatnim czasie przedłużałam paznokcie i napisać Wam kilka osobistych słów w ramach małej recenzji dla amatorów i fanów ładnych paznokci.

1. Semilac Semi Hardi Clear - producent zapewnia, że jest to budujący lakier hybrydowy, o właściwościach miękkiego żelu. I z tym miękkim żelem bym się zgadzała w stu procentach - nie wiem dlaczego, ale po przedłużeniu (i wcale nie przedłużałam tak dużo, jak na powyższych zdjęciach) paznokcie były tak miękkie, że mogłam je modelować, jak plastelinę. Wchodząc do wanny już wiedziałam, że ciepła woda je dodatkowo tak zmiękczy, że będą do wymiany. I tak było, zupełnie nie wiem, dlaczego - posiadam pełny zestaw preparatów, baz i topów tej firmy, więc nie mieszałam z niczym innym, dobrze utwardzałam i odtłuszczałam (naprawdę chciałam dać szansę temu lakierowi i za którymś razem utwardzałam trzy razy dłużej, niż zakłada instrukcja), a mimo to, siostra moja świadkiem, paznokcie potrafiły być do wymiany po jednym dniu od zrobienia, bez szczególnego nieuważania na nie. Osobiście nie polecam go do przedłużenia, natomiast słyszałam, że do utwardzenia naturalnej płytki jest idealny. Niestety ja nie mam dużej płytki, muszę przedłużać, więc w moim przypadku Semi Hardi Clear jest w punkcie pierwszym, ale na miejscu ostatnim.

2. Neess Extremely Hard Base - odkryła moja siostra, a kiedy zobaczyłam jej długie, przedłużone pazury, musiałam mieć ten lakier od razu! Piszę lakier, choć producent jasno pisze na opakowaniu: "lakier hybrydowy baza różowy, UV gel" i rzeczywiście ma w sobie moc żelu, co już nie raz na Instagramie Wam powtarzałam. Pazury potrafiłam mieć nienaruszone do 1,5-2 tygodni, co u mnie jest naprawdę długim okresem i nie bez powodu ochrzciłam produkt hasłem: "prędzej złamię palec, niż paznokieć" ;-) Ostatnio jednak skończyła mi się ta baza i postanowiłam spróbować jeszcze czegoś innego.

3. EVO Nails Builder Gel Perfect Clear - budujący żel do paznokci, a z żelami, powiem Wam, dużego doświadczenia nie mam, jednak ciekawość zwyciężyła i stwierdzając, że skoro umiem przedłużyć na formach powyższymi bazami, to i z żelem spróbuję. I bardzo, ale to bardzo miło się zaskoczyłam! Ani to więcej roboty, a efekt jest o wiele lepszy - jednak żel to żel, paznokcie twarde jak skała (jak przeżyły ostatnią sobotę na dwóch weselach w pracy, to uwierzcie, że mają moc), chyba muszę się pogodzić z tym, że moje pazury obraziły się na hybrydę i przerzucić na jakiś czas na żel. Oczywiście jedno drugiego nie wyklucza, co pokazuję Wam w dzisiejszym poście, na zdjęciach mam paznokcie przedłużone właśnie tym żelem, a na nich lakier hybrydowy. I wilk syty, i owca cała! LOVE!


Dziś na paznokciach mam nowość od EVO Nails 204 Cut the jeans!, ale bliżej przedstawię Wam go w kolejnym poście ;-)

poniedziałek, 19 czerwca 2017

WŁOSY: Nawilżający i rozświetlający olejek Alfaparf, rozświetlający i wygładzający włosy olejek Wella oraz krem wygładzający, czyli mój sposób na regenerację po rozjaśnianiu i puszenie się włosów.

Aby wejść dobrze w temat, odsyłam na samym początku do trzech wpisów:

 
  Dziś chciałabym Wam przedstawić kosmetyki, które tym razem stosuję, żeby zagwarantować włosom szybką i dosadną regenerację oraz kosmetyki, które obecnie stosuję na co dzień, dzięki którym włosy nie puszą mi się po wysuszeniu suszarką, bez modelowania na szczotce.

Jak już mówiłam sto razy, nie przywiązuję dużej uwagi do szamponów i mój obecny, któremu jestem wierna od kilkunastu opakowań kosztuje nie więcej niż 10 złotych, odżywka, a właściwie maska również, lubię natomiast od czasu do czasu zafundować szybką i dosadną regenerację. Jak wiecie również, nie jestem osobą zbytnio cierpliwą, dlatego lubię kuracje szybkie, ale efektowne, i kiedy już uda mi się trafić na jakąś perełkę, wysyłam ją dalej w świat przez post na blogu. I oto dziś jestem nie tyle z perełką, co z prawdziwą perłą! Gwarantuję, że nie będzie drogo, a efekt będzie wart miliony monet ;-)
Po myciu włosów nie nakładam od kilku myć odżywki, tylko funduję włosom OLEJEK NAWILŻAJĄCY Z ALFAPARF (KLIK). W opakowaniu jest 6 ampułek z olejkiem, na Instagramie mówiłam Wam, że do mojej ilości włosów będę stosować po dwie, jednak przy pierwszym użyciu okazało się, że nawet na moją ilość włosów wystarczyła tylko jedna! Nakładam go na osuszone ręcznikiem włosy, dobrze rozprowadzam na całych włosach, trzymam 15 minut i spłukuję, nie stosując już żadnej odżywki. Olbrzymi plus za super miękkie włosy po wysuszeniu, wygładzenie, ujarzmienie no i piękny zapach - trzymanie tego olejku na włosach to czysta przyjemność ;-)


Drugi olejek, który będę stosować, to OLEJEK ROZŚWIETLAJĄCY Z ALFAPARF (KLIK), niebieski olejek zamknięty w 12 ampułkach. Ten olejek już wcześniej stosowałam, fantastycznie wygładza i regeneruje wrażliwe włosy, pięknie ujarzmia loki, dlatego wszystkie moje klientki z kręconymi włosami go uwielbiały, efekt wygładzenia widać już po pierwszym użyciu, stosować go będę analogicznie do powyższego, ale dopiero, jak skończę całe opakowanie tego nawilżającego. Minusem olejku rozświetlającego jest to, że ma dużo bardziej wodnistą konsystencję i muszę stosować dwie ampułki na jeden zabieg i nie pachnie już tak super, jak ten nawilżający. Ale super za to są efekty, co już kiedyś sprawdziłam na sobie i nie tylko, dlatego dalej polecam i dalej będę go stosować sama.


Po spłukaniu powyższego olejku rozczesuję włosy i nakładam 2,3 pompki OLEJKU ROZŚWIETLAJĄCEGO I WYGŁADZAJĄCEGO WŁOSY, OIL REFLECTIONS WELLA (KLIK) - olejek bez spłukiwania, ogromnie wydajny, ponieważ nie da się go więcej użyć na raz, bo za bardzo obciąży włosy (dla porównania powiem Wam, że stosowałam przeróżne olejki drogeryjne i wylewałam prawie po pół butelki na raz, bez większego rezultatu). W linku powyżej podsyłam Wam 100ml i powiem Wam, że mi ta butelka spokojnie starcza na dobre 3,4 miesiące! Oczywiście w zależności od potrzeby, najczęściej po wysuszeniu włosów rozcieram jeszcze jedną porcję w dłoniach i przeczesuję włosy, przez co wyodrębniają mi się pasma, a włosy układają się same. Szczerze polecam.


Zdarza mi się, że mam ważne wyjście, a nie lubię nakładać lakieru na rozpuszczone włosy, dlatego wtedy stosuję WELLA SP STYLING SATIN POLISH, SATYNOWY KREM WYGŁADZAJĄCY (KLIK) - nie skleja i nie tworzy "skorupy" na włosach, jak lakier, a równie dobrze je wygładza i utrwala. Osobiście dodam, że jedna pompka spokojnie starcza mi na wygładzenie całych włosów, czyli jest to kolejny kosmetyk w ekonomicznej cenie. Ale jeśli ktoś raz spróbuje, przekona się, że jest to kosmetyk wart każdej ceny! Ja uwielbiam go też za to, że ma w sobie satynowy, perłowy połysk, przez co nie potrzeba już żadnego nabłyszczacza. Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam!


I tyle, jak widzicie, wcale nie trzeba wydać fortuny, żeby odżywić włosy porozjaśnianiu oraz wcale nie trzeba dużo się gimnastykować, żeby ujarzmić przysłowiowego lwa na głowie, po wysuszeniu włosów suszarką. Na koniec dodam, że polecam Wam sklep Hairstore.pl, gdzie znajdziecie te kosmetyki (i nie tylko te!) w fantastycznych cenach, bardzo często trafiam tam na najlepsze rabaty na kosmetyki do włosów. Zresztą, sami sprawdźcie ;-) Ejoy!

poniedziałek, 12 czerwca 2017

WŁOSY: Kąpiel rozjaśniająca oraz Kallos 8.0 + 10.31, czyli powrót do blondu po koszmarnej wizycie u fryzjera.

Co za tragedia stała się dwa tygodnie temu przypomnieć możecie sobie w poście: "Co zrobić, kiedy fryzjer zepsuje nam włosy na amen, a my jeszcze zapłacimy mu za to dwie stówy.", w ogromnym skrócie, nie wiem, dlaczego chciałam kombinować, ale kobieta zmienną jest, miałam przypływ chwili i chciałam przyciemnić odrost i wyrównać kolor, właściwie nadać jakiegoś charakteru moim ówczesnym włosom (zresztą zapraszam do wpisu, wszystko wyłożone czarno na białym). Po straceniu dużej części włosów, ładnego koloru i dwóch stówek z portfela, znów obraziłam się na śmierć i życie na kolejny salon i zaczęłam naprawiać robotę kolejnego "mistrza". Najpierw w ruch poszedł szampon oczyszczający i soda oczyszczona, mieszanka, która potrafi ściągnąć dużą ilość farby z włosów, przeczytajcie i zobaczcie sami: "Jak szybko wypłukać farbę z włosów? Szampon oczyszczający i soda oczyszczona!". Dziś pokażę Wam kolejny etap mojej roboty, aż do efektu końcowego.

Na Instagramie relacjonowałam Wam każdy etap na bieżąco, po kolei, dziś spróbuję to opisać.

Przed: Katastrofiren, nie będę, a właściwie nie chce mi się już o tym mówić, przeczytajcie tu: "Co zrobić, kiedy fryzjer zepsuje nam włosy na amen, a my jeszcze zapłacimy mu za to dwie stówy."


Etap 1: Kąpiel rozjaśniająca.
Rozjaśniacz (ja używam tego z Joanny, nie mogę się do niego z niczym przyczepić, a cenę też ma wyjątkowo niską), osydant 9% (nie mniej, bo na moje włosy oporne na rozjaśnianie słabszy nie działa, nie więcej, bo w sumie dwa tygodnie temu nałożony miałam kolor na platynę, więc dużo nie trzeba będzie rozjaśniać), szampon (tak, zwykły szampon do mycia włosów).
Wszystkie te składniki łączę, to znaczy, do rozrobionego rozjaśniacza dodaję miarkę szamponu, czyli tyle, ile używam do jednego mycia. Dodaję go dlatego, że potrzebuję płynnego podjaśnienia całych włosów, szybko i zgrabnie, a że nakładam sobie sama preparat na włosy, gdybym robiła to pędzlem, zapewne przy mojej ogromnej ilości włosów, tył miałabym już biały, a przód dalej ciemny. Rozjaśniacz z szamponem ma konsystencję szamponetki i na ciemniejszy odrost nakładam szybko pędzlem, rozcierając i zapieniając ręką, a długość malaksuję nad wanną. Taka metoda równie dobrze rozjaśni włosy, a wiele ułatwi osobie, która robi to sama. Nałożenie mieszanki w tym wypadku zajmuje 3 minuty i włosy mogą wszystkie równo się rozjaśniać (samo rozjaśnianie trwało u mnie nie więcej niż 15 minut).


Etap 2: Koloryzacja.
Jak już wspomniałam, w pierwotnym zamyśle miałam ciemniejszy, naturalny odrost, więc kupiłam Kallos 8.0 jasny blond, całość chciałam wyrównać do koloru 10.31 Platinum Golden Ash Blond. Kiedy jednak rozjaśniłam włosy i wyglądałam jak Donald Trump, stwierdziłam, że w sumie dobrze czułam się jako blondyna, i stanę na głowie, żeby stonować jednolity kolor. Zmieszałam całą platynę, połowę jasnego blondu i dodałam od siebie resztkę jakiejś zimnej farby (ale było jej tak mało, że wiele nie wpłynęła na ostateczny kolor). I powiem Wam, że wyszło spoko, nawet bardziej spoko niż zakładałam! Oczywiście odrost jeszcze świeci mi się dobrze na żółto, ale jest to kwestia jednego, kolejnego malowania, żeby całość stonować.


I tym oto szybkim sposobem wróciłam na stare, dobre śmieci ;-) Teraz, kiedy już możemy się z tego pośmiać, poniżej przedstawiam porównanie przed i po. A jeśli kiedykolwiek będę miała jakiś przypływ chwili, to walnijcie mnie obuchem w łeb.
 
 
W kolejnym poście pokażę Wam mnóstwo wspaniałych kosmetyków, na bazie olejów, które zaczęłam stosować  po rozjaśnianiu, i w sumie dzięki którym włosy po tej dekoloryzacji już wróciły do bardzo dobrej kondycji, co mnie niezmiernie miło zaskoczyło!
 
Enjoy!