niedziela, 8 stycznia 2017

KOSMETYKI: Denko kosmetyczne - styczeń!


1. Balsam do ciała Indigo, wersja AROME 99
2. Krem do rąk Indigo, wersja SEVENTH HEAVEN 
3. Masło SHEA Indigo, wersja POP SUGAR

Jak pisałam w poprzednim poście ("Semilac 140 Little Stone + Semilac 130 Sleeping Beauty oraz podsumowanie regeneracji paznokci z Indigo.") zużyłam wszystko ekspresem, ale nie żałowałam sobie i dzięki temu, po trzech miesiącach dłonie i paznokcie mam jak nówki sztuki. W skali od 1 do 6: 6 i kupię ponownie (a już na pewno od razu ten krem do rąk!).


4. Farba do włosów Kallos KJMN - wersja z keratyną i olejkiem arganowym.
Mam bardzo dużo, bardzo gęstych włosów, więc gdybym chciała malować je w domu farbami z drogerii, spokojnie zużywałabym 4 opakowania na jeden raz. Szukałam czegoś ekonomiczniejszego i dobrego i po kolejnych próbach i błędach natrafiłam na te farby. Nie ma nic lepszego dla mnie, niż stosunek farby do oksydantu 1:1,5, bo kupuję dwie farby i mieszanki wychodzi mi aż za dużo. Cena śmiesznie niska, dużo odcieni blondu, osobiście przetestowałam 4 i za każdym razem byłam zadowolona z efektu końcowego. Ostatnio, po porodzie jednak chyba hormony mi do głowy uderzyły i zrobiłam sobie taki meksyk rozjaśniaczem i dziwnymi mieszankami drogeryjnymi, że o ratowaniu tego postanowiłam poświęcić oddzielny post, bo naprawdę warto, ku przestrodze ;-)
A wracając do dzisiejszej farby, w skali od 1 do 6: 6 i kiedyś na pewno kupię ponownie.

5. Krem do twarzy Soraya AQUACELL, regenerujący krem kompres na noc.
 Konsystencja błękitnej galaretki, co niestety nie sprawdza się u mnie dobrze i na mojej przesuszonej wiecznie skórze wchłania się w trybie natychmiastowym, więc taki krem starcza mi na tydzień z hakiem. Co oczywiście nie zmienia faktu, że fajnie nawilża, pachnie i drogi też nie jest, jednak nie zachwycił mnie aż tak, żebym kupiła go teraz ponownie. W skali od 1 do 6: 4.

6. Sól do kąpieli Purity White Tea.
I tu wyjdzie znów moja obsesja do zapachów, bo pachnie tak obłędnie, że można w wannie odlecieć. Chyba powróciła moja miłość do zapachu herbaty i jak tylko wejdę do drogerii, to kupię zapas tej soli na cały rok. W skali od 1 do 6:6.


7. Oliwkowy tonik z wit. C ZIAJA.
Pamiętam, jak w poprzednim denku się nim zachwycałam, po drugiej butelce mam już go jednak dość i choć w skali od 1 do 6 daję mu 5+, tak na razie nie kupię go ponownie.

8. LIRENE, Shiny Touch, czyli fluid rozświetlający.
Nie zliczę, które opakowanie z kolei. Ostatnio pojawiła się masa komentarzy i wiadomości o niego (i tak, moje Drogie Panie, też płakałam, jak wycofali Double Cover!). Ten też daje radę - sprawdzony, teraz ulubiony i już. W skali od 1 do 6: 6!

 9. Preparat przyspieszający wzrost paznokci LOVELY.
O MAMO, nigdy więcej. Chciałam kupić coś szybko, kiedy rozpoczęłam regenerację bez hybryd, a wiadomo, jak się człowiek spieszy, to... dupa straszna. Mam wrażenie, że preparat wręcz osłabiał mi paznokcie i nie łudźcie się, puste opakowanie nie świadczy, że go zużyłam - Zofia pewnego pięknego dnia podlała nim kwiatki. (Też zdechły :P). Znalazłam jednak coś lepszego, ale pokażę i opowiem o tym w kolejnym poście. W skali od 1 do 6: 1 i nigdy więcej go nie kupię.


Zanim przejdę do tuszy, musicie wiedzieć, że u mnie z tuszami, jak z kremami do twarzy - mam ich zawsze dużo, ale chyba jeszcze żaden nie powalił mnie tak na kolana, żeby kupić go dwa razy pod rząd.

10. Tusz do rzęs Maybelline NY Lash Sensational.
Jeden z nielicznych z gumową szczoteczką, który nie skleja mi trzech warstw tuszu na rzęsach. Muszę powiedzieć, że był na tyle dobry, że zaryzykowałabym i kupiłabym drugi raz pod rząd. W skali od 1 do 6: 5+.

11.  NYC Big Curl Mascara.
Nie kupiłam, dostałam ze Stanów, ale oczekiwałam większego curl i wow, a nic takiego nie było. Używałam sporadycznie jako drugą warstwę, bo po pewnym czasie odkryłam, że w tej roli nawet daje radę. W skali od 1 do 6: 2 i nie kupiłabym go ponownie.

12. Maybelline NY Great Lash.
Tak naprawdę do użycia go zmusiła mnie moja siostra, która jest jego fanką. Ani specjalnie nie wygląda, ani szczoteczka nie powala na kolana, prawdę mówiąc nie zwróciłabym na niego uwagi w sklepie, co byłoby błędem! Tusz naprawdę daje radę, pięknie rozdziela i wydłuża rzęsy. W skali od 1 do 6: 5 i kupiłam ponownie, co zobaczycie w kolejnym poście.

Bo właśnie w kolejnym poście pokażę Wam kilka nowości kosmetycznych, od cieni do powiek, których nie używałam do tej pory, przez inną, równie wydajną farbę do włosów, po porównanie matowych błyszczyków Kylie J z matowymi błyszczykami Lovely. Wszystko w kolejnym poście, teraz miłego dnia, hej!

6 komentarzy:

  1. Maybelline NY Lash Sensational jest zdecydowanie najlepszym tuszem jaki do tej pory miałam, uwielbiam go całym sercem ;) zużyłam już chyba z 4 opakowania i póki co nie zamieniłabym na żaden inny, chyba, że przypadkiem trafi się coś lepszego.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiedziałam że Kallos ma farby do włosów ;), produktom od Indigo muszę się bliżej przyjrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie poczytam o matach, z lovely szczególnie, może mnie czymś zainspirujesz jeszcze, u mnie świeży post z matami z golden i jednym odcieniem lovely, ale w kredce 😊

    OdpowiedzUsuń
  4. Też używam fluid LIRENE Shine Touch i też jestem zadowolona. A co do tuszów, próbowałam wiele, ale moja miłość to MAYBELLINE COLOSSAL VOLUM Black.

    OdpowiedzUsuń
  5. też mam ten tusz który Ci się tak spodobał, ja wykończyłam kilka kolorków z semilaca w tym miesiącu i masło do ciała z natury :)

    OdpowiedzUsuń