piątek, 13 stycznia 2017

Kosmetyki: Nowości kosmetyczne - styczeń!


1. Farba do włosów RR Line - w poprzednim denku kosmetycznym ("Denko kosmetyczne - styczeń!") przedstawiłam Wam farbę Kallos, z której byłam bardzo zadowolona, dziś przedstawiam Wam inną, równie wydajną, która miała dwa intrygujące mnie kolory, którymi stwierdziłam, że uda mi się "wrócić do natury". I właściwie jestem już po farbowaniu, udało się, ale o efektach będzie oddzielny post.


2. Podkład rozświetlający Lirene Shiny Touch - ostatnio temat rzeka. Poprzednio używałam Lirene Intensive Double Cover, jednak kiedy byłam najbardziej nim zachwycona, wycofali go. I zabolało to nie tylko mnie, o czym świadczą Wasze komentarze i maile. Powiem Wam szczerze, że ten jest lżejszy, mniej kryjący, ale daje na tyle radę, że aktualnie jestem mu wierna od roku i nie zamierzam tego zmieniać.


 3. Tusz do rzęs Maybelline The Colossal Go Extreme, leather black - o matulu, uwielbiam! Bardzo pogrubia i nie skleja. Kolejny Maybelline, czyli mogę stwierdzić, że uwielbiam wszystkie tusze tej marki.

4. Tusz do rzęs Lovely False Lashes - niepozorny, tani, jak barszcz, a delikatnie pogrubia i podkręca, idealny do codziennych "make up no make up".

5. Tusz do rzęs Maybelline NY Great Lash - jak wspomniałam, w wyżej wymienionym denku, siostra zaraziła mnie nim i mam już kolejny.

6. Lovely Dark Nude Make up Kid, czyli cienie do powiek - tego dawno u mnie nie było, bo cieniami maluję się od wielkiego dzwonu i miałam swoje niezawodne, wiecznie zakurzone palety, jednak postanowiłam wymienić sto nieużywanych paletek, na jedną, a fajną. I kupiłam tą, idealną do "smoky eyes", mojego niezawodnego makijażu na większe wyjścia. Kolory są cudowne: od jasnych matowych i błyszczących, po wszelkie nude, beże, brązy, po czarny. Podoba mi się to, że w jednej paletce są cienie do wykonania tego samego makijażu w wersji matowej i błyszczącej. Będę używać!

7. Studio Eyebrow Kit Miss Sporty, czyli zestaw do malowania brwi - malowanie brwi, czyli to, co kobiety, które nie posiadają makijażu permanentnego, czy dobrej henny, powinny mieć w jednym paluszku. Stosowałam już zestaw z Bourjois, Astora i Revlon'u, a ostatnio kupiłam ten, na spróbowanie. Za mało jeszcze nim pomalowałam, żeby odpowiednio zachwalić, czy zniechęcić, ale tak niska cena sprawia, że można śmiało spróbować.

 

 8. Baza pod lakier hybrydowy Semilac - przetestowałam bazę, bazę witaminową i bazę top 2w1 i powiem Wam, że tylko na zwykłej bazie trzymają mi się lakiery hybrydowe. Bazę witaminową próbowałam, kiedy zaczęły się moje problemy z pazurami, 2w1 zachwyciłam się, ale hybryda schodziła mi po trzech dniach, a z tą mam spokój na prawie trzy tygodnie (co u mnie jest bardzo długim czasem).

9. Semilac 033 Pink Doll - jak kupiłam, to od razu ściągnęłam poprzednie, trzydniowe paznokcie, bo musiałam spróbować! ;-) Mam chyba słabość do wszystkich czerwonych i neonowych kolorów, a ten jest cudowny! Mam go właśnie na pazurach już prawie tydzień, więc oszczędzę Wam widoku odrostów, ale jestem nim zachwycona do tego stopnia, że zrobię go sobie jeszcze raz, drugi raz pod rząd, co mi się rzadko zdarza, i Wam tu pokażę.

10. Utwardzacz do paznokci Essence - w denku obiecałam, że pokażę Wam cudowną rzecz do zapuszczania naturalnych paznokci. I oto ona! Ten utwardzacz naprawdę odwalał kawał dobrej roboty, i po dwóch warstwach był twardy, jak baza pod hybrydę. Mega wydajny, mega tani, warto spróbować, jeśli ktoś chce mieć długie, twarde paznokcie, bez żeli czy hybryd.


 11. Krem do twarzy Ziaja Z wit. C i HA/P - właściwie poszłam po inny, wyszłam z innym, czyli standard. Jestem po tygodniu używania go i jestem zachwycona! Już dawno żaden krem tak nie regenerował mi skóry, żebym rano mogła się pokazać bez make up'u! ;-)

12. Evree Multiolils Bomb, olejek do ciała - no cóż, ciało po dwóch ciążach pozostawia wiele do życzenia (co zobaczycie w maju, kiedy to opublikuję Wam zdjęcia tuż po ciąży i po okresie ciężkich ćwiczeń i wyrzeczeń), ale wierzę, że i to można pokonać i naprawić. Stosuję kilka fajnych kosmetyków, dziś polecam Wam ten olejek, który doskonale nawilża i nie brudzi ubrania, co u mnie naprawdę rzeczą, na którą zwracam dużą uwagę.


13. Matowy błyszczyk Kylie Cosmetics Mary Jo K, wersja z konturówką - pisałam nie raz, nie dwa, że jest to najpiękniejsza czerwień, jaką miałam!

14.  Matowy błyszczyk Kylie Cosmetics Koko K - wygląda, jak różowy wymieszany z beżowym, idealny na co dzień.

15. Czerwony, matowy błyszczyk Lovely Matt & Lasting - to była moja ulubiona czerwień, zanim kupiłam Mary Jo K. I ten też daje radę, co pokażę Wam w poście, który porówna obie te marki. 

Zastanawiacie się, jak można porównać Kylie Cosmetics do Lovely? Możecie się bardzo zdziwić ;-) Post ukaże się niebawem!


16. Konturówki Kylie Cosmetisc i Avon - pierwsza do kompletu, druga idealnie pasująca do Lovely.

17. Szminka wet'n'wild, dark wine - moja słabość, kupuję ją hurtowo w drogeriach Natura, bo nigdzie indziej ich nie widuję, a hurtowo, bo boję się, że też nagle zostaną wycofane, a to jest zdecydowanie kolor, od którego (prócz czerwieni) jestem uzależniona!

18. Miętowy EOS - ulubiony ratunek na wszystko, od wysuszonych ust, przez otarcia i pęknięcia skóry (tak, u mnie sprawdza się, jak nic!). Ale o EOS'ie usłyszycie jeszcze w poście z matowymi błyszczykami, więc nie będę się tu rozpisywać. Podsumowując - kupować i nie zastanawiać się ;-)


I tyle na dziś. Miłego dnia i do zaś! ;-)

2 komentarze:

  1. Podkładu rozświetlającego Lirene używałam jakiś czas temu, ale chwaliłam go sobie :)

    OdpowiedzUsuń