środa, 22 marca 2017

Nowa kolekcja Tous wiosna/lato '17 - Camille, czyli indywidualne naszyjniki z medalionami dla wyjątkowych kobiet.


 Widzieliście już nową kolekcję Tous na wiosnę/lato '17, kolekcję Camille? Jeśli nie, to musicie to od razu nadrobić, bo to, co marka podsyła nam na wiosnę, przypadnie do gustu każdej kobiecie! 
Czy wyobrażacie sobie coś bardziej indywidualnego, spersonalizowanego, piękniejszego i fajniejszego, niż naszyjnik, który stworzycie, a właściwie złożycie sobie same? Takie właśnie są nowe naszyjniki z tej kolekcji, noszone kaskadowo, które są tak efektowne, że nikt nie przejdzie obok nich obojętnie. 
Wczoraj na moim INSTAGRAMIE pokazałam Wam relację prosto ze sklepu, dziś w Zakopanem leje taki deszcz, że nie mam zamiaru wystawiać nosa poza dom, dlatego zaparzyłam kawę i teraz opowiem Wam trochę o tych cudeńkach ;-)


Miesza się wszystko i ze wszystkim - medaliony z chokerami, zawieszki z łańcuszkami i koralami, no cuda wianki, każda kobieta będzie potrafiła odnaleźć się w tym kaskadowym, złożonym przez siebie naszyjniku! Co ciekawe, komponując zestaw idealny dla siebie, zmieszałam żółte złoto z różowym, ze srebrem, z kolorowymi kamieniami, perłami, a nawet rzemykiem, i jak każdy taki mix byłby dla mnie zwykłym nieporozumieniem, tak tu wygląda fenomenalnie! Nie wiem, w czym tkwi sekret powodzenia, ale wyszło mega fajnie, oryginalnie i ciekawie. Popatrzcie tylko na poniższe zdjęcie i spróbujcie zaprzeczyć ;-)


Dodatkowo do naszyjnika możecie dobrać pasujące kolczyki, zegarki, pierścionki, czy bransoletki, czyli właściwie możecie wyjść ze sklepu z pełnym zestawem ulubionej biżu. Oczywiście ja dostałam oczopląsu, bo jestem typową sroką i sklepy typu Tous sprawiają, że przymierzam wszystko, podoba mi się wszystko i muszę mieć wszystko, dlatego cieszę się, że trafiłam na fantastyczne dziewczyny, które nie będę ukrywać, bardzo pomogły mi w wyborze.

Dziś pokazuję Wam zestaw a'la Skalska, ale w wersji roboczej, prosto ze sklepu, ale zapraszam na mój INSTAGRAM, gdzie w najbliższym czasie pokażę go w kilku innych odsłonach.


Ogłoszenie parafialne!

Tous w Zakopanem mieści się w Pasażu, na Krupówkach (Fashion Street, Krupówki 29, lokal 18), ostatnie zdjęcie dzisiejszego wpisu rozjaśni lokalizację Pasażu każdemu, kto choć raz był na Krupówkach. Ale zanim dojdziecie do tego zdjęcia, chciałam dodać coś od siebie.
Myślę, że dla Babeczek z Zakopca nie odkryłam dziś Ameryki, pokazując Tous w Pasażu, a jedynie zachęciłam do oglądnięcia kolekcji wiosna lato 2017, bo naprawdę warto. A Drogie Panie nie z Zakopca (i Drodzy Panowie Drogich Pań), zamiast kupować durne miecze Jedi z napisem "Zakopane", czy świecące opaski z uszkami Myszki Miki (które, notabene, rozlecą się Wam zanim dojedziecie do domu), wejdźcie do Pasażu, wejdźcie do Tous i kupcie sobie fajną i mądrą pamiątkę z naszego pięknego miasta. 
Ja bym tak zrobiła ;-)


Enjoy!

sobota, 18 marca 2017

HOME: Dom w stylu skandynawskim, czyli przegląd najpięknieszych wnętrz na Instagramie.

Znacie to uczucie, kiedy padacie na cycki po całym, męczącym dniu, ale pijecie twardo mocną kawę o 19, żeby tylko nie iść spać, bo wiecie, że dzieci zaraz padną, a błogi czas będzie tylko dla Was i naprawdę nie chcecie go marnować na sen? (OK, dochodzi północ, nie mam pojęcia, gdzie powinny być przecinki w poprzednim zdaniu, i czy w ogóle ono jest poprawnie gramatycznie, sorry.) Ostatnio właśnie tak wygląda moje życie - zapierdzielam, jak bury osioł cały dzień, a kiedy dzieci się kąpią, ja piję niezawodną Primkę w wersji hard, która pozwala mi na oglądnięcie filmu, poczytanie książki, czy buszowaniu w internetach. Bez tej Primki o 19, pewnie jakbym walnęła z tymi cyckami na podłogę, tak wstałabym rano.

Ale dzisiejszy post nie będzie ani o cyckach, ani o moich żalach, ale o rzeczach pięknych i wartych zobaczenia, a nawet zainspirowania się.
Gdybyście budowali dom i dobrnęlibyście do momentu planowania wystroju i urządzania go, w jakim kierunku poszlibyście?
U mnie jest to hardkorowa rozbieżność, ponieważ chciałabym mieć zarówno minimalistyczny, surowy dom, najlepiej i najbardziej w stylu skandynawskim, albo przeciwnie - typową, góralską, drewnianą od podłogi po sufit chatę, z ciepłym kominkiem i włochatymi skórami na kanapach. Osobiście uważam, że połączenie tych dwóch stylów to totalna masakra, ale być może istnieje coś takiego, jeśli ktoś widział lub wie, oświećcie mnie, proszę ;-)

Instagram ostatnio rzuca wręcz we mnie miliony zdjęć ze skandynawskimi domami i wnętrzami, więc potrafię wyrobić sobie już kanon tego, co mi się podoba, bo powtarza się w kolejnych, polubionych przeze mnie zdjęciach.
Okazuje się, że żeby uzyskać prosty styl skandynawski, trzeba zakupić pewien kanon rzeczy i... już!
Nie mówię tu teraz, jako architekt wnętrz, czy inny, wykształcony w tym kierunku znawca, ale jako babka, która dużo tego nocami ogląda i potrafi skumać i połączyć fakty.
Według mnie, aby uzyskać piękny styl skandynawski w domu, należy zainwestować na pewno w:

- śnieżnobiałe, szare (w każdym odcieniu) lub czarne ściany,
- proste obrazy z cytatami na ścianę, im większe, tym lepsze,
- jeśli półki na ścianie, to albo proste deski, albo geometryczne kształty,
 - zimny kolor drewnianych podłóg,
- proste, drewniane blaty,
 - prosty, drewniany stół do jadalni,
- plastikowe krzesła na drewnianych nogach (które niedługo będą wszędzie, a mi wyskoczą z przysłowiowej lodówki, ale mówię to z czystej zazdrości, bo ja nie mam tyle miejsca, żeby takie kupić),
- szarą, prostą kanapę, wersja biała i czarna tylko dla ryzykantów lub pary pedantów, 
- designerską ławę do kanapy,
- kwiaty w wersji prostej, niekwitnącej, liściastej, zielonej,
- dużo srebra lub złota,
- kominek, im bardziej surowy i designerski, tym lepiej,
- i ogólnie dużo dużo bieli we wszystkim i na wszystkim.

Dodatkowo styl skandynawski dzielę na ciepły i zimny: 
- miminalistyczne wnętrze ocieplamy baranimi, włochatymi skórami, czy kocami z wełny czesankowej, dodatkami w kolorze pudrowego różu, ciepłego beżu, czy ciepłym kolorem podłogi,
- zimny stan utrzymujemy wszelkimi srebrnymi lub złotymi (świecącymi się) detalami, od lamp po wazony i świeczniki, albo bielą bielą i jeszcze raz bielą.

Proste, prawda? Jeśli nie wierzycie, poniżej przesyłam Wam namiastkę tego, co oglądam najczęściej na Instagramie, na samym dole wpisu podaję linki do profili.


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10

Dzisiejszy post kończę pisać ciut po pierwszej w nocy, zaserwuję go Wam do porannej kawy, a tymczasem Primka przestaje działać, czas spać ;-) Jeśli macie swoje ulubione strony, blogi, czy konta na Instagramie z inspiracjami wnętrzarskimi, które Waszym zdaniem mnie zainteresują, piszcie śmiało w komentarzach, w każdy link zaglądnę ;-)

środa, 8 marca 2017

DZIECKO: Porównanie wózków wielofunkcyjnych: Bebetto Luca vs Graco Evo.

Jak bębniłam tu od roku, szukałam spacerówki idealnej dla Staszka i oto nastał ten dzień, kiedy nowy wózek zawitał do Gąsieniców! Padło na Graco Evo, wózek który podobał mi się od dawna, ale żeby go kupić, postanowiłam, że muszę go zobaczyć na żywo. No i zobaczyłam, a po pięciu minutach wracałam już z nim do domu. Jak już pisałam na INSTAGRAMIE, kupiłam wersję spacerową, a gondolę dostałam za złotówkę (choć i tak wiem, że to był tylko chwyt marketingowy), dlatego Staszka już przeniosłam do nowego sprzętu, a Luca już znalazła nowego nabywcę i poleciała kurierem pojeździć na drugim końcu Polski ;-)

Przechodząc do sedna dzisiejszego wpisu, chciałabym porównać Wam oba wózki. Nie będę tu przepisywać danych technicznych, bo to można sobie sprawdzić na stronach producentów, opiszę tu te oba wózki z perspektywy użytkownika i matki.

BEBETTO LUCA vs GRACO EVO


GONDOLA

LUCA - Tu zdecydowanie wygrywa, bo posiada gondolę dużą, z dodatkowym daszkiem na budzie, przez co lepiej chroni przed ostrym słońcem, oraz ma odpinany materiał, pod którym jest siateczka, przez co w upalne dni jest większy przewiew powietrza. Posiada też regulację pod materacykiem, przez co można dziecko ułożyć na półsiedząco. No i jest tak wyprofilowana, że po odpięciu jej od wózka i położeniu na podłodze, buja się, jak kołyska (kilkakrotnie z tego skorzystałam, podczas wyjazdów).

GRACO - Ma gondolę mniejszą i pewnie, gdybym nie miała doświadczenia z Lucą, byłoby wszystko ok, jednak teraz wypada przy niej blado. Jest mniejsza, węższa, buda jest bez wywietrzników, jedyne co mi się w niej podoba, to to, że jest umiejscowiona bardzo nisko, w porównaniu z Lucą miałam wrażenie, że jedzie prawie po ziemi (duży plus przy siedzeniu przy stole - nie trzeba sięgać, zaglądać i się wyciągać, bo jest naprawdę nisko).

AMORTYZATORY

LUCA - Muszę zaznaczyć, że moje dzieci były istnymi diabełkami przez pierwsze dwa miesiące życia (nie do opanowania, zamykały oczy, ryczały i nie reagowały na nic), w tym czasie w ruch poszły ręce, kołyska i usypianie w wózku, dlatego cenię sobie sprzęt, który ma sprężynowe amortyzatory i da się nim nie tyle kołysać, co telepać. I w Luce się to wszystko da, w Graco można zapomnieć. 

GRACO - Jest sztywny, nie ugnie się ani na milimetr, wersja głęboka wózka idealna do spacerów z grzecznym dzieckiem. Szybka, dynamiczna jazda w przód i w tył to jedyne, co Graco może zaoferować w tym temacie.

STELAŻ

LUCA -  Posiada solidny stelaż, ja miałam wersję białą, bo uwielbiam białe rzeczy (poza tym na białym nie widać kurzu, na czarnym widać każdy pyłek ;-)). Koła są tak doczepione do wózka, że wjeżdżając w coś wózkiem, najpierw wjeżdżamy kołami, stelażem w naprawdę niewielu przypadkach, dlatego nie niszczy się. Dodatkowo powiem, że biały stelaż ma ten plus, że każdą rysę łatwo podmalować białą farbą do metalu ;-)

GRACO - Ma stelaż o wiele wiele lżejszy, właściwie stelaż i gondola waży tyle, co sama gondola w Luce. Ogromnym minusem jest to, że w tym przypadku, niezależnie którą stroną wózka dotkniemy przeszkodę, od razu dotkniemy stelażem. Kiedy przywieźliśmy wózek do domu, Zośka dwa razy dotknęła nim grzejnika i zostały dwa urocze ślady - wiem, wiem, pierwsze rysy bolą najbardziej, za kilka dni przestanie mi to przeszkadzać.

KOŁA

LUCA/GRACO - Luca posiada koła pompowane, Graco piankowe. I tu podobnie, gdybym od początku miała piankowe, pewnie teraz nic by mi się nie wydawało. Ale miałam pompowane, przed którymi mnie wszyscy ostrzegali, że się od razu przebiją, że będę szukać po całej Polsce odpowiedniej dętki, jednak przez cały okres użytkowania nic im się nie stało. Do tego, pompowane koła są dodatkowym amortyzatorem, więc kiedy przesiadłam się na piankowe, kiedy jechałam, czułam każdy kamyczek i nierówność, co odbijało się (w dosłownym tego słowa znaczeniu) na Staszku. Oczywiście jest to moje osobiste odczucie, zapewne za kilka spacerów o tym kompletnie zapomnę. Dodatkowo powiem, że Luca ma większe, odpinane koła, Graco mniejsze i nieodpinane, przez co, ten drugi jest o wiele mniejszy i lżejszy po złożeniu, co bardzo cenię sobie wożąc go w samochodzie. Podsumowując, dla wygody dziecka wygrywa Luca, dla komfortu Matki zdecydowanie Graco.


SPACERÓWKA

LUCA/GRACO - Oba wózki posiadają spacerówkę zakładaną w dwie strony, co dla mnie jest bardzo ważne, bo Zośkę zaczęłam wozić w spacerówce, jak miała 4 miesiące, na Wielkanoc planuję premierę Staszkowi, czyli podobnie. Jestem okropną, straszną matką, ale w spacerówce prawie nigdy nie używam pasów, dlatego wózek musi mieć regulowany (podnoszony do poziomu) podnóżek oraz rozkładane na płasko oparcie, co pozwala naprawdę małemu dziecku na wygodną i bezpieczną podróż (podniesiony podnóżek, w dobrej odległości pałąk i odpowiedni kąt nachylenia oparcia pozwala na naprawdę bezpieczną podróż, easy easy). Oba te wózki to mają, więc w tym przypadku remis.
Kolejną rzeczą, na którą zwracam uwagę jest odpowiednio duża buda, która bez żadnego problemu ochroni przed słońcem, deszczem, gradem i żabami z nieba. Oba wózki taką mają, budami prawie można dziecko zamknąć w wózku, więc są to spacerówki prawie idealne. A właściwie Luca to spacerówka prawie idealna, Graco idealna, bo leciutka leciutka i jeszcze raz leciutka! W tym aspekcie Graco bije Lucę na łeb - doceni to każda matka dwójki dzieci, szczególnie taka z dzieckiem starszym, rozpędzonym na biegowym rowerze.


KOSZ POD WÓZKIEM

 LUCA - Kosz pojemny (wypchana do granic reklamówka z Biedry wejdzie spokojnie), dodatkowo jest w formie zapinanej torby, więc nikt nie musi widzieć, co tam wozimy. Dostajemy się do niego wyłącznie od przodu wózka, jest odpinany, więc łatwo da się ściągnąć i wyczyścić (jeśli ktoś jest takim pedantem, jak ja, i to robi).

GRACO - Kosz otwarty, dwa razy bardziej pojemny, niż w Luce (czyli dwie wypchane torby z Biedry wejdą spokojnie). Dostęp wyłącznie od tyłu wózka, co przyznam szczerze, bardziej mi się podoba, bo nie muszę obchodzić całego wózka, żeby coś do niego włożyć, czy wyciągnąć. Wielki minus - tak, jak w spacerówce wszystko pięknie i cacy, tak w wersji z gondolą, gondola jest tak nisko, że między nią a koszem jest dosłownie 10 cm, co uniemożliwia wsadzenia czegokolwiek większego (o wsadzeniu mojej wypchanej reklamówki w Biedrze nie ma mowy).

REGULACJA WYSOKOŚCI RĄCZKI

LUCA - Jak wiecie, ja mam 165cm, mój mąż 196cm, więc ogólnie szukamy wózków dla osób wyższych (co by Jędrek nie miał żadnych wymówek przed spacerami). Luca ma rączkę zginaną, jednak kiedy rączkę wygniemy do najwyższego poziomu, jest ona tak blisko wózka, że Jędrek potykał się o koła. Poszczególne wysokości rączki możecie sobie sprawdzić na stronie producenta.

GRACO - Brak regulacji rączki, dlatego albo wysokość pasuje, albo nie (dlatego musiałam zobaczyć go na żywo). Mi pasuje, Jędrkowi pasuje, wszystkim pasuje.


DODATKI

LUCA - 2 ochraniacze (na gondolę i spacerówkę), moskitiery, folie przeciwdeszczowe, ochraniacze na koła, uchwyt na kubek/butelkę, parasolka i torba, w kolorze wózka. Jak kto lubi - ochraniacze na wózek używałam, torbę też kilka wywiozłam przewietrzyć, ale całą resztę mam jeszcze nieodpakowaną.

GRACO - 2 ochraniacze (na gondolę i spacerówkę), z czego muszę zaznaczyć, że ten na spacerówkę jest dużo lepszy, bo jest w formie śpiworka - wsadzamy dziecko w kokon, co na pewno lepiej chroni. Reszta gadżetów nie istnieje w komplecie, ale skoro i tak nie używam, nie narzekam.

PODSUMOWANIE

LUCA - Wózek solidny, ładny, idealnie nadaje się zarówno na wózek terenowy, ja i miejski, wersja z gondolą tak dobra, że nie zamieniłabym na żadną inną. Gdyby nie to, że dużo wozimy go w samochodzie, więc musi być zgrabny i lekki po złożeniu, pewnie nie szukałabym drugiego wózka.

GRACO - Idealny wózek miejski, leciutki, zgrabny gabarytowo, łatwy w podróżowaniu, według mnie nie dla niepokornych dzieci w pierwszych miesiącach życia, ale ze spacerówką idealną - warta każdych pieniędzy, nie zamieniłabym jej na żadną inną. 

Jak widzicie, gdyby połączyć głęboką wersję Bebetto i spacerową Graco, wyszedłby dla mnie wózek idealny ;-)

niedziela, 5 marca 2017

Instagram MIX - luty 2017!


CO U MNIE 
Wiosna za oknem, to i wiosna w sercu! Choć jutro znów ma padać śnieg ;-) Nic nowego tu nie wniosę, pisząc, że tyle się u mnie dzieje, że na nic nie mam czasu (o czym świadczy zawrotna ilość postów w lutym na blogu - niestety nie mam nic innego na swoją obronę). Żyję tak naprawdę już Wielkanocą, kiedy to całą czwórką bierzemy tydzień wolnego i uciekamy, gdzie pieprz rośnie ;-)

CO U ZOSI
Mówi do mnie przez "Kaśka", czyli oficjalnie zostałam jej koleżanką. Jędrek oczywiście też jest "Andrzejem", więc oficjalnie została sierotą, bez rodziców. Mówi płynnie, pełnymi zdaniami, liczy do dziesięciu, opanowała obsługę myszki w komputerze i śpiewanie "Przez twe oczy zielone". I robi się taki cwaniak, że czasami jak coś powie, to naprawdę idzie mi w pięty.


 CO U STASIA
Rośnie radośnie, a ja łapię się na tym, że Zośka w jego wieku miała miliony zdjęć, a on ma dwa na krzyż. Marzec jest jego miesiącem, więc będzie go więcej - będziemy z gościa wyganiać diabła, czyli on prasuje skarpetki na kant, a ja, jak sobie pomyślę, że muszę iść do spowiedzi, to stwierdzam, że to chyba ze mnie tego diabła trzeba wygonić. Już wyprzedził siostrę w centylach, w tamtym tygodniu ważył 7,77, ale mleko drogie, przynajmniej wiem, że nie marnuje go. A tak na serio, z Zośką się tym przejmowałam i sikałam po nogach z każdym kilogramem, a teraz, jak dziewczyna moja wsiadła na rower i pokochała wodę mineralną, od pół roku utknęła w jednej rozmiarówce i zajęła zaszczytne miejsce w połowie siatki centylowej, czyli w idealnej normie. Podsumowując, niech chłop je i mu na zdrowie, hej.


 NOWOŚCI
 Po roku poszukiwań kupiłam spacerówkę idealną! Dziś mam wolny wieczór, więc postaram się napisać post, w którym porównam Wam Bebetto i Graco. I dlatego nie chcę się teraz rozpisywać na ten temat, lada moment będziecie sami mogli tu wszystko przeczytać ;-)


DIY:




Z nowości fotobudkowych, jakiś czas temu wprowadziliśmy albumy, w których goście wklejają zdjęcia, piszą dedykacje i ozdabiają je wlepkami i naklejkami. Nie do końca wierzyłam w powodzenie tego pomysłu, ale album okazał się strzałem w dziesiątkę! ;-) Na ostatnich weselach miałam możliwość porównania naszego albumu ze zwykłą księgą gości i powiem Wam, że taki kolorowy album jest o wiele ciekawszy, a zwykła księga wypada przy nim bardzo bladziutko ;-) Polecam, jak zawsze, i zapraszam do współpracy: www.fotobudka-zakopane.pl ;-)


OGŁOSZENIA PARAFIALNE Z ZAKOPANEGO
 Wczoraj wiał taki halny, że wyrwało mi płot, i właściwie, odkąd tu mieszkam, czyli od ponad 4 lat, był to drugi, tak straszny dla mnie halny. A jak halny, to zło, a po halnym jeszcze gorzej - w południe byłam na spacerze bez kurtki, w nocy podobno ma spaść śnieg. Podsumowując, w Zakopanem standard, jak widać wszystko bez zmian.


Zapraszam na INSTAGRAM     

https://www.instagram.com/kasia.gasienicowa/